wtorek , 10 Grudzień 2019
Newsy
Strona główna / Cykle / Amerykański Lot Przepiórki / #1 Amerykański Lot Przepiórki

#1 Amerykański Lot Przepiórki

Ostatnio pytaliśmy się, o czym najchętniej czytalibyście teksty na naszej stronie. Odpowiedź była jednoznaczna: największą popularnością cieszyły się komentarze lub felietony dotyczące aktualnych wydarzeń za oceanem. Nie pozostawiliście nam zbyt dużego wyboru, więc postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Nie obiecuję, że będzie to regularna seria, a teksty będą ukazywały się dokładnie co tydzień o tej samej porze. Bez przesady, jestem realistką. Obiecuję jednak, że jak pojawią się tematy, które zwrócą moją uwagę, to z pewnością się nad nimi pochylę i popijając kawusię, wystukam kilka słów na klawiaturze. Mam nadzieję, że nie muszę również dodawać, iż jak sama nazwa wskazuje, jest to „Amerykański Lot Przepiórki” i będą to moje, „przepiórcze” przemyślenia, z którymi niektórzy nie muszą się zgadzać. Nie przedłużając, zaczynajmy ten lot.

***

Po tym, co zobaczyłam w końcówce meczu Sportingu KC z NY Red Bulls, najchętniej nie obejrzałabym już żadnego meczu MLS z udziałem niejakiego Alejandro Romero Gamarry. Trzeba być skończonym idiotą, żeby w doliczonym czasie gry dać wyraz swojej frustracji, wykopując futbolówkę w stronę kibiców i trafiając jednego z nich z całej siły. Dla tych, którzy wybrali sen zamiast meczu, krótkie zobrazowanie sytuacji, bo mam wrażenie, że jest to niezbędne.

Oczywiście Robert Sibiga zachował zimną krew (zresztą nie pierwszy raz w tym sezonie, ale dzisiaj nie o tym) i wyrzucił go z boiska, pokazując czerwoną kartkę. Nie obchodzi mnie, że Kaku mógł chcieć wyładować swoją frustrację, kopiąc w bandy reklamowe. Trafił w kibica, który był kilka metrów od niego. Głupotą wykazał się też Luis Robles, którego do tej pory miałam za naprawdę rozsądnego człowieka. Kapitan NY Red Bulls stwierdził, że to jest cena, jaką płacą kibice, którzy siadają w pierwszych rzędach (wypowiedź za Sam McDowell). No tak, bo przecież każdy kibic zakłada, że jakiś frustrat będzie wyładowywał się, kopiąc piłkę w jego kierunku. A teraz wyobraźcie sobie, że na miejscu tego kibica byłoby dziecko, które trafiłby w głowę. Po pierwsze, chyba nie muszę mówić, czym by się to skończyło… Po drugie, też zapłaciłoby cenę za siedzenie w pierwszych rzędach? 

Nie raz liga udowadniała, że w MLS nie ma miejsca dla „świętych krów”. Liczę, że tym razem będzie podobnie, a Kaku zostanie zawieszony na kilka ładnych meczów i zostanie ukarany naprawdę dotkliwą karą finansową. Nie widzę innej opcji. Jeżeli tak się nie stanie, będzie to można uznać za kompromitację. Nie kupuję też teorii o fajnym zachowaniu piłkarzy NY Red Bulls, którzy podeszli po meczu pod ten sektor i przepraszali kibiców. To był ich obowiązek, a raczej obowiązek Kaku, który z tego, co wiem, został w szatni. Nie żeby mnie to szczególnie dziwiło. Oczywiście sam zawodnik przeprosił za swoje zachowanie na Twitterze. Koc zaczął się komuś palić na czterech literach, więc mieliśmy klasyczną próbę ratowania wizerunku. Niezbyt mu to pomogło, ale bez tego byłoby jeszcze gorzej.

Krótkie oficjalne oświadczenie wydał też klub, który nie popiera tego zachowania, a sprawa ma zostać również rozwiązania wewnątrz organizacji. I właśnie tutaj dochodzimy do naprawdę ciekawej sytuacji. Biorąc pod uwagę to, co Kaku wyczyniał jeszcze kilka tygodni temu, próbując wymusić transfer do Meksyku (Club América), uważam, że klub ma dwa wyjścia z tej sytuacji. Z jednej strony jest to idealny pretekst do tego, żeby pozbyć się niewygodnego zawodnika, który sprawia ostatnimi czasy tylko problemy. Z drugiej, może go, kolokwialnie mówiąc, usadzić na tyłku i doprowadzić do pionu. Zakładam, że nie tylko liga, ale również NY Red Bulls wyciągną wobec niego konsekwencje. Z największą ulgą przyjęłabym jednak informację o transferze 24-latka. 

***

Doceniam oprawy kibiców MLS i choć fani Montrealu Impact nie należą do czołówki, to właśnie o ich tifo trzeba napisać kilka słów. Nie jest to dzieło sztuki (nie mówię o oprawie Ultras Montreal, a oprawie 1642 Montreal), daleko mu do tego, ważny jest jednak przekaz, a ten w tym przypadku jest kluczowy.

fot. Twitter, @AmericanCasual1

O co się rozchodzi? O jawną niesprawiedliwość, jaka dotyka ten klub już od dłuższego czasu. Dosłownie dwa słowa wstępu: w każdym zespole może grać maksymalnie ośmiu piłkarzy o statusie International, tj. bez zielonej karty. W przypadku drużyn z USA trzeba mieć obywatelstwo Stanów Zjednoczonych, w przypadku drużyn z Kanady – kanadyjskie. Naprawdę żaden z klubów MLS nie ma aż takich problemów z uzyskaniem zielonej karty dla swoich piłkarzy. Ignacio Piatti w MLS gra od 2014 roku, Víctor Cabrera od 2015. Obaj wciąż nie mają papierów, które pozwoliłby na zwolnienie slotów International. Atlanta United gra w MLS od 2017 roku. Styczeń 2018: Héctor Villalba z zieloną kartą, luty 2018: Romairo Williams z zieloną karta, lipiec 2018: Josef Martínez z zieloną kartą. To tylko trzy przykłady, w dodatku z jednego klubu. Prawnicy musieli się napracować, ale przyniosło to efekty. W przypadku pracy prawników z Quebecku tych efektów nie ma i wcale nie chodzi o to, że są oni gorsi od prawników z Atlanty czy np. Los Angeles. Nie oszukujmy się, kluby z Kanady, a już w szczególności Montreal Impact mają naprawdę pod górkę i nad każdym potencjalnym transferem trzeba nagłowić się pięć razy bardziej.

Oprawa niczego tu nie zmieni. Swoją drogą nie wywołała jakiegoś ogromnego poruszenia w środowisku. W zasadzie niewielu w ogóle odnotowało pojawienie się jej na trybunach. I choć jest to smutne, to podejrzewam, że fani Montrealu Impact cały czas będą musieli mierzyć z tą niesprawiedliwością.

***

Na koniec jednak pozytywny akcent: w końcu został rozegrany pierwszy mecz na nowym stadionie Minnesoty United – Allianz Field. Niesamowicie cieszy mnie, że w MLS coraz więcej drużyn gra na typowo piłkarskich obiektach i są to naprawdę piękne stadiony, a co najważniejsze – wypełnione po brzegi przez zagorzałych kibiców. Na pierwszym meczu Loons pojawiło się 19 796 fanów, co oznacza, że mieliśmy oczywiście do czynienia z sold outem.

Uważam, że kibice MNUFC przerastają piłkarzy tej drużyny o klasę. Co prawda aktualnie mamy do czynienia z wielką Minnesotą United, która zdobędzie MLS Cup, udowadniając, że owiany już sławą „trzyletni plan”  nie jest bujdą, a rzeczywistością (tak naprawdę to niekoniecznie, ale zostawmy to na inne rozważania). Zmierzam do tego, że fani byli z tym zespołem na dobre i na złe, choć początki Loons w MLS były absolutnie koszmarne. Nie zapomnę też jak w pierwszym sezonie, kiedy dostawali łupnia niemal w każdym meczu, fani wywiesili na trybunach transparent z napisem: „Po prostu cieszymy się, że tu jesteśmy”. Mam nadzieję, że teraz będą mieli więcej okazji do radości, ba naprawdę zasługują na to, jak mało kto. Łatwo jest przychodzić na Atlantę United, gdzie niemal od razu mieliśmy do czynienia z sukcesem. Zdecydowanie trudniej na Minnesotę United, grającą słabą piłkę. I średnia frekwencja na poziomie 23 902 jest olbrzymim sukcesem i nawet z tym nie handlujcie.

Oprawa WonderWall na otwarcie stadionu, fot. MNUFC

Sam stadion to perełka i choć pojemność wynosi wstępnie „zaledwie” 19 400, to myślę, że bardzo szybko włodarze zdecydują się na rozbudowę do 25 tysięcy. Kibice się spokojnie znajdą, to nie Ekstraklasa. Niesamowite jest dla mnie jak zawsze w przypadku MLS budowanie lokalnej społeczności. Brew Hall otwarte w środku tygodnia dla fanów, którzy mogą się spotkać, pogadać, obejrzeć mecz (nie tylko swojej drużyny) czy omówić sprawy dotyczące np. organizacji dopingu na najbliższy mecz. Dwa różne światy. Naprawdę życzę kibicom Loons z całego serca, żeby ten sezon sprawił im zdecydowanie więcej radości, bo jeszcze raz podkreślę: są to kibice, którzy zrobili na mnie naprawdę bardzo pozytywne wrażenie. Na koniec podrzucę jeszcze kilka ciekawostek dotyczących Allianz Field, z którymi warto się zapoznać.

✅ Jest to stadion typowo piłkarski z naturalną (podgrzewaną) murawą.
✅ Koszty budowy w całości pokrył właściciel klubu, a wyniosły one $250mln.
✅ Pojemność to 19 400 (możliwość rozbudowania obiektu do 25 000).
✅ Jedna trybuna stojąca dla najzagorzalszych fanów Loons – Wonderwall (2 920 miejsc).
✅ Łatwy dojazd komunikacją miejską, parkingi niedaleko stadionu, w dodatku parking dla 400. rowerów.
✅ Brew Hall za jedną z bramek, gdzie kibice mogą się napić piwa (aż 99 rodzajów piwa!), dobrze zjeść i spędzić wspólnie czas nie tylko podczas meczów, ale również poza dniami meczowymi.
✅ Oczywiście oficjalny sklep klubowy – Black & Blue w północno-zachodniej części stadionu.
✅ Cały obiekt jest podświetlony, za co odpowiada 1 700 wbudowanych lamp LED.
✅ Cały teren objęty inwestycją to ok. 14ha, z których stadion stanowi tylko południową część. Docelowo wokół niego mają powstać inne obiekty komercyjne, a na północnym przedpolu przewidziano teren zielony. Łąka i prawie 200 drzew wokół będą korzystały z systemu wyłapywania deszczówki do ponownego użycia. Na użytek samego stadionu powstał zbiornik o pojemności 2 500 m3, a cały teren ma zbierać ok. 7 500 m3.

***

I w ten oto sposób zbliżamy się do lądowania. Na dzisiaj to by było tyle. Mam nadzieję, że nie naraziłam się zbyt wielu kibicom, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że w tym tempie przy dwudziestym odcinku pisałabym już do samych wrogów, czego chyba nie chcemy. W każdym razie żegnam się z Wami i następnego lotu.

Autor: Kasia Przepiórka

Kasia Przepiórka
Redaktor Naczelna | Nie śpię po nocach, bo oglądam piłkę nożną... w USA, a za dnia o tym piszę. Z soccerem na dobre i na złe, od reprezentacji, przez MLS czy USL, aż do ligi uniwersyteckiej. Wbrew pozorom nie jestem szalona, zaglądam też na europejskie boiska (nie tylko w poszukiwaniu młodych talentów nadających się do reprezentacji USA). P.S. To prawda.

Zobacz również

#4 Amerykański Lot Przepiórki

Jakoś tak wyszło, że dosyć długo mnie tutaj nie było. Oczywiście złożyło się na to ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *