czwartek , 15 Listopad 2018
Newsy
Strona główna / MLS / Drużyny MLS / LA Galaxy / #7 Pamiętniki z Miasta Aniołów 2

#7 Pamiętniki z Miasta Aniołów 2

Wszyscy czytający ten tekst zapewne spodziewają się pogromu. Totalnego linczu największych nieudaczników w historii zawodowej piłki nożnej w Stanach Zjednoczonych. Zgadzam się z Wami. Powinienem być bezlitosny, bo ci ludzie całym sezonem udowodnili, że nie zasługują na najmniejszy wyraz miłosierdzia. Zdaje sobie sprawę, że czekacie na dreszczowiec w stylu powieści Stephena Kinga, ale przemyślmy całą sytuację na spokojnie. Co to zmieni? Czy ci parodyści nauczą się od tego grać w piłkę? Nie. Nadal będą zarabiać potężne pieniądze. Nadal będą mieli w poważaniu klubowe barwy, bo udział w filmikach promocyjnych, czy sesjach zdjęciowych do banerów promujących klub to przecież kwestie priorytetowe. Pieniądze > Kibice – o to właśnie chodzi w nowoczesnym futbolu.

Kilka tygodni temu napisałem, że temat play-offów uważam za zamknięty. Rozgardiasz, jaki pozostawił po sobie nasz świeżo upieczony emeryt, wydawał się rozgardiaszem, którego nie będzie się dało posprzątać. A przynajmniej nie w tak krótkim czasie. Taa… Standardowo, jeżeli z góry zakładasz, że coś w MLS na pewno się wydarzy, bądź też się nie wydarzy, to ta liga bez żadnych sentymentów udowodni ci, że tak naprawdę oglądasz tę piłkę od dzieciaka, ale tak naprawdę to nic o niej nie wiesz.

Sokrates powiedziałby: wiem, że nic nie wiem.

Ja napiszę, że wiem sporo, ale tak się akurat złożyło, że mimo beznadziejnego sezonu Galaxy dostali prezent od losu i oczywiście… Oczywiście jako NAJBARDZIEJ UTYTUŁOWANY KLUB W HISTORII TEJ LIGI z niego nie skorzystali. W końcu, po co przecież są najbardziej utytułowanym klubem i nie potrzebują litości. Wiem, że żarty z idiotyzmu kibiców Galaxy nikogo już nie śmieszą, ale ci, którzy oglądali tę klęskę, zapewne domyślają się już, do czego zmierzam. Dla tej drugiej grupy oczywiście przedstawię pokrótce problematykę utworu…

***

Siedzę wygodnie na swoim narożniku i z ogromnym spokojem przyglądam się boiskowym zmaganiom z bardzo przyjemnym komentarzem Adama Kotleszki, którego zresztą serdecznie pozdrawiam… I myślę sobie tak: mają przewagę, grają u siebie, a Houston zapewne wykłada (za przeproszeniem oczywiście) lachę na to, czy w barażach zagrają Galaxy, czy Real Salt Lake. Luz, blues, w niebie same dziury. Przyznacie, że właśnie tak to początkowo wyglądało.

27. minuta gol. Na ten moment Galaxy w fazie pucharowej! Nie wiem jak Wy, ale ja w najmniejszym stopniu nie czuję presji. Houston grają beznadziejnie, wydaje się, że sytuacja jest pod całkowitą kontrolą. Jeżeli utrzymają swoje boiskowe totalitarne rządy, to uda im się. Po tak niepojętym w swej dramaturgii sezonie będą grali dalej. Trzy minuty później. Romuś, Ashley, Ola. 2:0. Bajlando. Tu się nie ma prawa już nic stać. Dynamo grają tak słabo, że kwestią czasu jest strzelenie kolejnych bramek. Trzeba tylko utrzymać swoje totalitarne boiskowe rządy. No, właśnie. Dochodzimy do sedna.

Króciutkie i prawdopodobnie jednorazowe nawiązanie do LAFC w dzisiejszych Pamiętnikach. Panie i Panowie. Ladies and Gentlemen. Signore e signori. Mógłbym tak w nieskończoność. Moje pytanie brzmi następująco: Co zrobiliby w tej sytuacji chłopacy z sąsiedztwa? [Zastanówcie się, dokładnie przemyślcie, nie spieszcie się, mamy czas].

Oczywiście, że macie rację. Dążyliby do zdobycia kolejnej bramki. Zwłaszcza gdy walczysz na śmierć i życie, jesteś zobowiązany do ofensywy. Może i powaliłeś swojego oprawcę, ale przecież wiesz, że gdzieś w zakamarkach płaszcza ma ukryty nóż i jeżeli mu odpuścisz, to wbije ci go między żebra, a następnie poprawi cięciem w aortę. Brzmi logicznie? Dla mnie tak, ale może wybijam się inteligencją ponad przeciętną szatni Dominica Kinneara. Ja nie oceniam, ale dla mnie piłkarze Galaxy jak na tacy wyłożyli swój boiskowy idiotyzm – nie pierwszy i nie ostatni zresztą raz.

Zaczynamy drugą połowę. Houston Dynamo wychodzą na boisko i od pierwszych sekund pracują na zupełnie innych obrotach. Galaxy także, ale o ile Dynamo wyglądali na takich, którzy pobudzili się w szatni całą zgrzewką Red Bulla (nie będę podawał numeru konta, ale wiecie co robić Kochani – tekst zawiera lokowanie produktu), przez co rzecz jasna urosły im skrzydła, to w przypadku piłkarzy z Miasta Aniołów. No cóż. Naprawdę nie wiem, co to mogło być. Osobiście stawiam na garść tabletek usypiających popitych wyjątkowo mocną melisą.

Abstrahując od środków zażytych w szatni, druga połowa była istną tragikomedią z hollywoodzkim przytupem. Gole dla Dynamo, którzy przypomnijmy: nie grali już o nic, były jak najbardziej zasłużone i wynikały z o wiele lepszej gry względem przeciwnika. To jest właśnie najgorsze. Ci goście (w sumie to gospodarze, ale „goście” – wiecie, o co chodzi) mając świadomość tego, że muszą wygrać, już po drugiej bramce stracili wiarę w końcowy sukces, czego wynikiem stała się trzecia bramka. Po prostu stanęli na środku ringu i opuścili gardę. Na oczach 27 000 ludzi, którzy ciężko pracowali przez cały tydzień, być może odmówili sobie innych przyjemności, żeby przyjść na stadion i poprowadzić dopingiem swoich bohaterów prosto do play-offów.

Niestety. Na bohaterów popyt minął, a zresztą brać ich nie ma już skąd.

Krajobraz po kolejnym sezonie w wykonaniu LA Galaxy, fot. Kelvin Kuo/USA TODAY Sports
***

What is the future of this club? No właśnie… Jaka jest przyszłość tego klubu, czymże jest i dokąd zmierza?

Otóż nie istnieje żadna racjonalna odpowiedź na to filozoficzno-psychologiczne pytanie wieńczące artykuł Mike’a Gray’a z LAG Confidential. Przyszłości Los Angeles Galaxy nie są w stanie przewidzieć nawet najstarsi górale.Musimy czekać. Nic więcej nam nie pozostało. Tak więc poczekajmy. Ale na co?

Problem jest tak rozległy, że jedyne rozwiązanie dla Galaktycznych to kolejna gruntowna przebudowa. Rewolucja. Rzadko kiedy rewolucje kończą się dobrze, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Nie ma innej opcji, gdyż podczas gdy inne kluby budują swoje składy w oparciu o wychowanków, Los Angeles Galaxy stawiają na podstarzałych, wypalonych, bądź niedostatecznie utalentowanych graczy z Europy. Przebudowa jest równoznaczna z kolejnymi latami bez większych nadziei na sukces, a o tym nikt w Carson nie zamierza nawet słyszeć. W skrócie: droga bez powrotu.

W takich sytuacjach zwykle przywołuję przykład Bradforda Jamiensona. Rocznik ’96. Gdybym napisał, że chłopak nie robi dostatecznych postępów, to okrutnie bym Was oszukał. Amerykanin z każdym kolejnym rokiem cofa się w rozwoju. To samo tyczy się Lassitera i pozostałych, którzy zaliczyli epizody w pierwszej drużynie. Drużyna rezerw nie jest odpowiednio wykorzystywana i nic nie zapowiada tego, żeby w kolejnych latach ten przykry stan rzecz miał ulec diametralnej zmianie.

[Gwoli ścisłości: nie, nie zapomniałem o Efrainie Álvarezie. Świadomie wyłączyłem go z rozważań, ponieważ uważam, że wyfrunie do Europy szybciej, niż nam się wydaje i nie będzie dla Galaxy pożytkiem na lata]

Znalezione obrazy dla zapytania la galaxy decision day 2018
Nawet Zlatan nie pomógł LA Galaxy w awansie do play-offów, fot. ESPN
***
Dzień, który nie chce nadejść

Los Angeles Galaxy to organizacja przegniła – w dotychczas znanej nam formie nie do odratowania. Czekałem cierpliwie, aż ktoś wejdzie po rozum do głowy, aż ktoś spróbuje odratować umierające od dawien, dawna ciało. Niestety. The Day That Never Comes.

Znów nie napiszę nic pozytywnego. Znów przyjmę dekadencką postawę, opuszczę głowę i będę spoglądał na przyszłość przez czarne okulary, bo światełka w tunelu nie widać. To największa ironia w amerykańskiej piłce. W końcu klub posiada odpowiednie fundusze, markę, bogate tradycje (jak na amerykańskie warunki), miasto jest idealnym miejscem do życia dla piłkarzy. Można by rzecz: żyć nie umierać. Czego chcieć więcej?

Niczego. Wszystko jest poddane pod nos, a pasji brak. Właśnie tego. Z tym składem nie ma żadnych wymówek. Owszem bardzo dobrze, że Sigi Schmidt stracił posadę – był beznadziejny, nie potrafił poukładać w głowach lekkoduchom. Owszem Peter Vagenas i Chris Klein powinni zostać wpakowani wraz ze Schmidtem w tę samą taksówkę, ponieważ także do niczego się nie nadają. Owszem zarząd jest podstawowym problemem, bo brakuje pomysłów, konsekwencji, kompetencji – brakuje wszystkiego. Dosłownie wszystkiego. Jednak z drugiej strony to przecież nie ludzie w garniturach kopią piłkę. Pójdę krok dalej – ludzie w garniturach nie mają żadnego realnego wpływu na kopanie piłki, choćby nie wiem, jak bardzo tego chcieli.

Brak pasji. Brak pomysłu. Brak jaj.

Cóż mam jeszcze dodać? Chłopcy być może kiedyś staniecie się mężczyznami…

Autor: Wiktor Sobociński

Wiktor Sobociński
Zastępca Redaktora Naczelnego | Pochodzi z Bydgoszczy i mimo młodego wieku o sporcie w USA wie bardzo dużo. Sportem interesuje się od dziecka i żadnej dyscyplinie nie zamyka drzwi – ot, to fan sportu jak się zowie. Z MLS związany formalnie od 2014 roku, jednak historii tej znajomości należy się doszukiwać kilka ładnych lat wcześniej. Z chęcią przygląda się grze Chicago Fire i LA Galaxy. Do jego pasji można również zaliczyć stare filmy oraz oldschoolową muzykę (lata 50.-80.).

Zobacz również

Rivalry Week – podsumowanie 26. tygodnia MLS

MLS Heineken Rivalry Week to jedna z najciekawszych inicjatyw. Wszystkie derbowe mecze w ciągu jednego ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *