wtorek , 22 Październik 2019
Newsy
Strona główna / MLS / Podsumowania tygodnia / Czas przełamań – podsumowanie 8. tygodnia MLS

Czas przełamań – podsumowanie 8. tygodnia MLS

Ostatni tydzień obfitował w wiele zadziwiających wyników i przełamań. Aż trzy z czterech drużyn, które do tej pory nie wygrały ani jednego meczu, w końcu zainkasowały trzy punkty. LAFC kolejny raz udowodnili, że w tym sezonie są piekielnie mocni, gromiąc Sounders w meczu na szczycie, Alejandro Pozuelo ponownie stanął na wysokości zadania, SJ Earthquakes niespodziewanie pokonali Sporting KC, a Atlanta United znowu przegrała. Działo się, przejdźmy więc zatem do szczegółów.

LAFC kolejny raz gromią w meczu na szczycie

W środku tygodnia piłkarze Boba Bradleya przegrali pierwszy mecz w sezonie (o tym później), ale w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu rozgromili Seattle Sounders w meczu na szczycie Konferencji Zachodniej. LAFC są piekielnie mocni, w starciu z liderem Wschodu wygrali na wyjeździe 4:0 (D.C. United), a teraz zabawili się z Seattle Sounders, którzy naprawdę mają bardzo dobry start rozgrywek. Umówmy się, aktualnie zatrzymanie Carlosa Veli naprawdę graniczy z cudem. 30-latek strzelił dziesięć goli i zanotował pięć asyst w dziewięciu meczach. MASZYNA. W dodatku w końcu funkcjonuje linia obrony i środek pola, gdzie cuda wyczynia Eduard Atuesta i Mark-Anthony Kaye, dla których żaden rywal nie jest straszny. Aktualnie LAFC mają na koncie 22 punkty i niewiele wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie mieli złapać zadyszkę.

Los Angeles FC 4:1 Seattle Sounders (skrót)

1:0 Carlos Vela (Mark-Anthony Kaye) 12’

2:0 Eduard Atuesta (Mark-Anthony Kaye) 39’

2:1 Harry Shipp (Víctor Rodríguez) 51’

3:1 Carlos Vela (Eduard Atuesta, Latif Blessing) 55’

4:1 Christian Ramirez (Mark-Anthony Kaye) 61’

Szalony mecz na BMO Field

MLS to specyficzna liga. Dzieje się tu naprawdę dużo i niemal zawsze można się spodziewać niespodziewanego. W teorii Toronto FC byli zdecydowanym faworytem, w praktyce dostaliśmy naprawdę wyrównane spotkanie pełne zwrotów akcji i bramek. Co ciekawe, to gospodarze musieli gonić wynik. Najpierw w przeciągu niespełna 120. sekund Alejandro Pozuelo dwukrotnie trafił do siatki, a w końcówce spotkania do remisu, a potem do wygranej doprowadził zmiennik – Jordan Hamilton.

Po meczu najgłośniej było jednak o spięciu na linii Jozy Altidore – Bill Manning (prezydent TFC). Napastnik zarzucił, że Giuseppe Gueli, który był związany z Sebastianem Giovinco i odpowiadał za przygotowanie fizyczne piłkarzy, pomagając im uniknąć urazów mięśniowych i nie tylko, został odsunięty od klubu po transferze Atomowej Mrówki i jest to niepoważne zachowanie. Trudno się nie zgodzić z Jozym, który ostatnio niemal cały czas zmaga się z jakimiś urazami. Kapitan Toronto FC przeprosił jednak za swoje zachowanie, porozmawiał z prezydentem klubu i temat ucichł, ale podobno ma zostać znalezione rozwiązanie, które wszystkich zadowoli. Zobaczymy, co wydarzy się w najbliższym czasie, na razie Toronto FC dopisują kolejne trzy punkty do tabeli.

Alejandro Pozuelo & Jordan Hamilton, fot. Toronto FC

Toronto FC 4:3 Minnesota United (skrót)

0:1 Darwin Quintero (Jan Gregus) 17’

1:1 Alejandro Pozuelo (Chris Mavinga) 28’

2:1 Alejandro Pozuelo (Justin Morrow) 30’

2:2 Angelo Rodríguez (Romain Métanire, Osvaldo Alonso) 57’

2:3 Darwin Quintero (rzut karny) 70’

3:3 Jordan Hamilton (Jonathan Osorio) 77’

4:3 Jordan Hamilton (Jozy Altidore, Alejandro Pozuelo) 79’

Pierwsza wygrana Whitecaps

Od dawna chwaliłam Vancovuer Whitecaps w podsumowaniach tygodnia czy w podcastach. Brakowało jednak punktów, a już w szczególności zwycięstw. Czy można jednak sobie wyobrazić lepszy moment na pierwszą wygraną w sezonie niż komplet punktów przed własną publicznością z najlepszą drużyną w lidze, która jest niepokonana? Raczej nie, a dokładnie tego dokonali piłkarze Marca dos Santosa. Wygrana z Los Angeles FC to idealne przełamanie i dobra wróżba na kolejne spotkania. Vancouver Whitecaps grają naprawdę ciekawą piłkę i zespół powinien rozkręcać się z meczu na mecz.

Vancouver Whitecaps 1:0 Los Angeles FC (skrót)

1:0 In-beom Hwang 27’

Przełamanie Portland Timbers

Już na samym początku wspomniałam, że był to tydzień pod znakiem przełamań. Mecz z Columbus Crew był dla Portland Timbers pierwszym spotkaniem z Calebem Porterem, który jest w Oregonie uwielbiany. I właśnie w tym meczu Drwale po raz pierwszy w sezonie zdobyli komplet punktów. Piłkarze Giovanniego Savarese wyglądali naprawdę dobrze na tle zdecydowanie mocniejszego rywala. Jeżeli Portland Timbers zdobędą jeszcze kilka punktów przed powrotem na Providence Park, będą naprawdę bardzo groźni. Cieszy, że w końcu odblokował się Cristhian Paredes, który regularnie pokazuje się z dobrej strony, odciążając Sebastiána Blanco czy Diego Valeriego. Choć kibice wciąż narzekają na brak solidnego napastnika, to Jeremy Ebobisse staje na wysokości zadania. Columbus Crew pomimo porażki wciąż są jedną z najmocniejszych drużyn na Wschodzie, z kolei Portland Timbers potrzebowali tych punktów jak tlenu.

Portland Timbers w końcu wygrali pierwszy mecz w tym sezonie, fot. Portland Timbers

Columbus Crew 1:3 Portland Timbers (skrót)

0:1 Larrys Mabiala (Diego Valeri) 31’

0:2 Jeremy Ebobisse (Sebastián Blanco) 35’

1:2 Pedro Santos 69’

1:3 Jorge Moreira (Cristhian Paredes, Sebastián Blanco) 90’+1

W końcu! NYCFC z kompletem punktów

Podopieczni Domèneca Torrenta bardzo długo czekali na pierwszą wygraną w tym sezonie. Przegrali zaledwie jedno spotkanie, ale aż pięć zremisowali, nie wygrywając ani jednego. Z jednej strony NYCFC nie grali źle, z drugiej momentami kompletnie nie mieli pomysłu, co zrobić z futbolówką. Piłkarzom absolutnie nie brakuje jakości, brakowało natomiast skuteczności, pomysłu na siebie i momentami szczęścia. W meczu z D.C. United w końcu zaczął funkcjonować nowy tercet: Maxi Moralez, Alexandru Mitrita i Héber. To właśnie Brazylijczyk w swoim pierwszym meczu w podstawie zanotował asystę i wpisał się na listę strzelców, a NYCFC wygrali 2:0.

Piłkarze z Bronxu po serii remisów w końcu wygrali pierwszy mecz w sezonie, fot. NYCFC

Choć D.C. United przegrali, to warto odnotować, że wciąż są liderami Konferencji Wschodniej, choć od miesiąca nie potrafili strzelić gola przed własną publicznością. W samej końcówce spotkania na boisku pojawił się Griffin Yow, który w ostatnim czasie zadebiutował w klubie afiliacyjnym (Loudoun United FC), strzelił gola w debiucie i podpisał kontrakt z pierwszym zespołem. Warto mieć na oku tego chłopaka.

D.C. United 0:2 New York City FC (skrót)

0:1 Alexandru Mitrita (Héber, Maximiliano Moralez) 35’

0:2 Héber (Ronald Matarrita) 56’

Gonzalez bohaterem, Atlanta ma problem

Atlanta United wciąż nie przypomina siebie, a wygrana z NE Revolution wcale nie spowodowała, że podopieczni Franka de Boera nagle przypomnieli sobie, jak się gra w piłkę nożną. Nie można też mówić, że aktualni mistrzowie MLS nie mieli swoich okazji, bo tych było całkiem sporo. Szwankowała jednak skuteczność, w dodatku między słupkami świetnie radził sobie Jesse Gonzalez, który można powiedzieć, wybronił FC Dallas zwycięstwo. 18-letni Jesús Ferreira ponownie trafił do siatki na początku spotkania i wynik 1:0 utrzymywał się niemal do ostatniego gwizdka. Dopiero w samej końcówce Bryan Acosta podwyższył na 2:0 i jak się okazało, było to kluczowe, bo w doliczonym czasie gry gospodarze wywalczyli rzut karny, który wykorzystał Josef Martínez. Była to dopiero pierwsza bramka Wenezuelczyka w tym sezonie, który rok temu pobił wszystkie możliwe rekordy strzeleckie. Atlanta United ma spory problem, aktualnie mistrzowie MLS zajmują ostatnie miejsce w Konferencji Wschodniej i z taką grą nie zanosi się na poprawę wyników.

Atlanta United 1:2 FC Dallas (skrót)

0:1 Jesús Ferreira (Michael Barrios) 6’

0:2 Bryan Acosta (Michael Barrios, Edwin Cerrillo) 84’

1:2 Josef Martínez (rzut karny) 90’+7

„A co tu się stanęło?”

Jak ktoś chce dowodu na to, że nie powinno się obstawiać meczów MLS, to ma tego idealny przykład. San Jose Earthquakes wygrali 4:1(!) z jedną z najlepszych drużyn w lidze. Przecież tego nawet nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Piłkarze Matíasa Almeydy przeplatają dobre spotkania beznadziejnymi i akurat trafiło na bardzo dobre spotkanie w ich wykonaniu z bardzo dobrą drużyną, na dodatek z tej samej konferencji. Nawet nie próbuję tego rozkładać na czynniki pierwsze, bo to nie ma najmniejszego sensu.

Chociaż nie, istnieje wytłumaczenie. Tak naprawdę to wszystko przez klątwę Drake’a. 

SJ Earthquakes 4:1 Sporting KC (skrót)

1:0 Danny Hoesen (Aníbal Godoy) 6’

2:0 Danny Hoesen (Jackson Yueill) 12’

3:0 Shea Salinas (Magnus Eriksson) 46’

4:0 Magnus Eriksson 61’

4:1 Felipe Gutiérrez (rzut karny) 66’

Union z kolejną wygraną, debiut Przybyłki

Montreal Impact to wciąż dla mnie jedna z drużyn, która najbardziej mnie zaskakuje. Potrafią zagrać bardzo dobry mecz, żeby potem wysoko przegrać, grając naprawdę przyzwoicie. Piłkarze Jima Curtina wygrali 3:0, ale to wcale nie oznacza, że grali wybitną piłkę. Jedna znacząca statystyka: Philadelphia Union – 4 strzały – 3 celne – 3 gole; Montreal Impact – 8 strzałów – 1 celny – 0 goli. Chyba niczego nie muszę dodawać.

Należy jendak wspomnieć o debiucie Kacpra Przybyłki w MLS. Polak pojawił się na boisku w końcówce spotkania. 26-latek czekał dokładnie 216 dni na debiut w MLS. Miejmy nadzieję, że będzie coraz częściej reprezentował barwy pierwszego zespołu Philadelphii Union zamiast klubu afiliacyjnego.

W meczu z Montrealem Impact w końcówce meczu zadebiutował Kacper Przybyłko (pierwszy od lewej), fot. Philadelphia Union

Philadelphia Union 3:0 Montreal Impact (skrót)

1:0 Cory Burke 14’

2:0 Jamiro Monteiro (rzut karny) 45’

3:0 Alejandro Bedoya (Kai Wagner, Haris Medunjanin) 57’

Zadyszka Cincy

Początek sezonu w wykonaniu piłkarzy Alana Kocha był naprawdę bardzo dobry, ale ostatnio zawodnicy z Ohio nie radzą sobie najlepiej. Po porażce LAFC przyszła pora na porażkę z Realem Salt Lake. Zaledwie jeden celny strzał FC Cincinnati, w dodatku przed własną publicznością. W ostatnich czterech meczach uzbierali zaledwie jeden punkt, chyba nie trzeba nic więcej dodawać. Z kolei dla RSL to druga wygrana z rzędu właśnie po serii czterech porażek z rzędu. Z bardzo dobrej strony pokazał się Albert Rusnák, ale równie ważnym ogniwem okazał się nowy Designated Player – Sam Johnson. Mike Petke może być umiarkowanym optymistą, choć teraz przed jego zespołem trudny wyjazdowy mecz z LA Galaxy i powrót do domu, gdzie zagrają z Portland Timbers. Z kolei FC Cincinnati czeka wyjazd do Harrison, gdzie zagrają z beznadziejnie ostatnio prezentującymi się piłkarzami NY Red Bulls. Dla obu zespołów będzie to szansa na przełamanie.

FC Cincinnati 0:3 Real Salt Lake (skrót)

0:1 Albert Rusnák 42’

0:2 Sam Johnson 45’+2

0:3 Albert Rusnák (rzut karny) 59’

Przeciętna gra, ale są wyniki

Za największy fenomen w tym sezonie uznaję dotychczasowe wyniki LA Galaxy. Gra tej drużynie mnie nie przekonuje, ale nie da się zaprzeczyć, że jest ona niesamowicie efektywna. Po siedmiu meczach Galaxy mają na koncie 16 punktów na możliwych 21. To naprawdę dobry wynik, biorąc pod uwagę, że na ten moment można za grę pochwalić jedynie Zlatana Ibrahimovicia i Jonathana dos Santosa, który pod wodzą Schelotto rozwinął się moim zdaniem najbardziej i stanowi o sile środka pola tej drużyny. W ostatnich meczach prezentuje naprawdę bardzo wysoki poziom i nie można mu nic zarzucić.

LA Galaxy jako pierwsi pokonali w tym sezonie Houston Dynamo, a zwycięskiego gola strzelił Diego Polenta. Wcześniej do siatki trafił Zlatan Ibrahimović z rzutu karnego i Alberth Elis, również z rzutu karnego. To właśnie o tę bramkę Szwed miał najwięcej pretensji do sędziów, których skrytykował po spotkaniu, na koniec stwierdzając: „MLS może mnie za to ukarać, ale to ja jestem MLS, więc się o to nie martwię”. Więcej pisałam o tym w najnowszym odcinku „Amerykańskiego Lotu Przepiórki”, więc zachęcam do lektury.

LA Galaxy 2:1 Houston Dynamo (skrót)

1:0 Zlatan Ibrahimović (rzut karny) 31’

1:1 Alberth Elis (rzut karny) 53’

2:1 Diego Polenta (Jonathan dos Santos) 88’

Przekonująca wygrana Strażaków

Colorado Rapids mieli naprawdę przekonujący start, za co kilka razy ich chwaliłam. Podobnie jak w przypadku Vancouver Whitecaps nie przekładało się to na punkty, ale wyglądali naprawdę dobrze. W przypadku drużyny z Kanady mieliśmy jednak do czynienia z utrzymaniem poziomu, który w końcu przełożył się na punkty. Niestety w przypadku Rapids skończyło się na znacznej obniżce formy i porażce z Chicago Fire. Aktualnie piłkarze Anthony’ego Hudsona to jedyna drużyna w MLS, która jeszcze nie wygrała meczu.

Strażacy po wygranej z NY Red Bulls i remisach z Toronto FC oraz Vancovuer Whitecaps w niezbyt przekonującym stylu, w końcu pokazali się z naprawdę dobrej strony, pewnie pokonując rywala i prezentując wysoki poziom. Z dobrej strony pokazał się przede wszystkim nowy nabytek – Nicolás Gaitán oraz C.J. Sapong, który jest w zaskakującej formie. Swoją szansę wykorzystuje też Mo Adams i Djordje Mihailović, który gra z meczu na mecz coraz lepiej. W końcu strzelecką niemoc przełamał również Aleksandar Katai. O meczu można mówić niemal w samych superlatywach, ale należy jednak pamiętać, że to tylko spotkanie z Colorado Rapids. Do składu nie wrócił jeszcze Przemysław Frankowski, który w ostatnim czasie leczył jeszcze drobny uraz.

Chicago Fire 4:1 Colorado Rapids (skrót)

1:0 Nemanja Nikolić (Nicolás Gaitán) 34’

1:1 Kei Kamara 40’

2:1 C.J. Sapong (Aleksandar Katai, Dax McCarty) 53’

3:1 Djordje Mihailović (Nicolás Gaitán, C.J. Sapong) 61’

4:1 Aleksandar Katai (Mohammed Adams) 80’

Piąty mecz z rzędu bez wygranej

Kolejny mecz, który pokazał, że NY Red Bulls są w tym sezonie naprawdę słabi. W zasadzie to patrząc na to, co prezentują w tym sezonie w MLS, zastanawiam się, jakim cudem nie przegrali wyżej z Santosem Laguna (choć i tak zostali niesamowicie upokorzeni) czy Atletico Pantoja w Lidze Mistrzów CONCACAF. To naprawdę nieprawdopodobne jak zespół, który w poprzednim sezonie pobił rekord liczby punktów zdobytych w sezonie regularnym, nagle nie potrafi wygrać z przeciętnym rywalem, mając na koncie zaledwie pięć punktów po siedmiu meczach…

NE Revolution 1:0 NY Red Bulls (skrót)

1:0 Cristian Penilla (Juan Fernando Caicedo, Carles Gil) 73’

Nani zapewnił Lwom komplet punktów

Piłkarze Vancouver Whitecaps po wygranej kilka dni wcześniej z Los Angeles FC byli pełni optymizmu przed wyjazdowym meczem z Orlando City. Przez większość spotkania radzili sobie naprawdę dobrze. To gospodarze dominowali, ale piłkarze Marca dos Santosa umiejętnie się bronili, wyprowadzając o jakiś czas pojedyncze ataki. Wydawało się, że utrzyma się bezbramkowy remis, ale w 88’ do siatki trafił Nani, zapewniając swojej drużynie komplet punktów. Lwy grają w tym sezonie w kratkę: przegrana z Montrealem Impact, wygrana z NY Red Bulls, przegrana z D.C. United, wygrana z Rapids, przegrana z Realem Salt Lake, wygrana z Vancouver Whitecaps. James O’Connor musi ustabilizować formę swoich podopiecznych, bo w przeciwnym wypadku play-offy kolejny raz uciekną im sprzed nosa.

Lwy wygrały po golu Naniego w końcówce spotkania, fot. Orlando City

Orlando City 1:0 Vancouver Whitecaps (skrót)

1:0 Nani (Sacha Kljestan, Ruan) 88’

Najlepsza jedenastka 8. tygodnia MLS

Sytuacja Polaków i byłych zawodników Ekstraklasy

CHICAGO FIRE

Przemysław Frankowski (ex Jagiellonia Białystok) – poza kadrą meczową (uraz)

Nemanja Nikolić (ex Legia Warszawa) – 76 minut, gol

PHILADELPHIA UNION

Kacper Przybyłko – 7 minut

FC CINCINNATI

Przemysław Tytoń – ławka rezerwowych

SJ EARTHQUAKES

 Vako Qazaishvili (ex Legia Warszawa) – ławka rezerwowych

FC DALLAS

 Zdeněk Ondrášek (ex Wisła Kraków) – ławka rezerwowych

HOUSTON DYNAMO

Romell Quioto (ex Wisła Kraków) – poza kadrą meczową (uraz)

Tabela Konferencji Wschodniej

Tabela Konferencji Zachodniej

Sytuacja rookich w 8. tygodniu MLS

Zawodnicy z rocznika ’97 i młodsi, którzy zagrali w 8. tygodniu MLS

Od początku sezonu na boiskach MLS pojawiło się łącznie 91. piłkarzy z rocznika ’97 lub młodszych, w tym 40. wychowanków, co stanowi ok. 44%.

1⃣3⃣ meczów
5⃣0⃣ piłkarzy
3⃣3⃣ w podstawowej XI
2⃣3⃣ w pełnym wymiarze czasowym
2⃣1⃣ wychowanków
9⃣ wybranych w SuperDrafcie

Autor: Kasia Przepiórka

Kasia Przepiórka
Redaktor Naczelna | Nie śpię po nocach, bo oglądam piłkę nożną... w USA, a za dnia o tym piszę. Z soccerem na dobre i na złe, od reprezentacji, przez MLS czy USL, aż do ligi uniwersyteckiej. Wbrew pozorom nie jestem szalona, zaglądam też na europejskie boiska (nie tylko w poszukiwaniu młodych talentów nadających się do reprezentacji USA). P.S. To prawda.

Zobacz również

Półmetek za nami – podsumowanie 17. tygodnia MLS

Połowa sezonu Major Leauge Soccer już za nami. Siedemnaście tygodni, ponad 200 rozegranych meczów, a ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *