sobota , 15 Grudzień 2018
Newsy
Strona główna / MLS / Aktualności / Kilka słów o sezonie regularnym

Kilka słów o sezonie regularnym

Poprzedni sezon zakończył się tak samo niespodziewanie jak wcześniejsze, a my cały czas czuliśmy, że ranking #24under24pl czy praca przed Przewodnikiem Kibica na kolejny rok to trochę za mało. Brakowało podsumowania rozgrywek z prawdziwego zdarzenia. Tym razem mamy zamiar to naprawić i wziąć sprawy w swoje ręce. Na dobry początek proponujemy kilka słów od naszej dwójki, a potem odsyłamy tutaj, gdzie sukcesywnie będą pojawiać się kolejne teksty, w tym obszerne podsumowania sezonu dla każdej z drużyn MLS. Jak zawsze postaramy się Was nie zawieść.  Teraz jednak przechodzimy do konkretów.

Kasia Przepiórka: Co roku ogarnia mnie to samo zaskoczenie, kiedy zbliża się październik i końcówka sezonu regularnego. Można popaść w rutynę, ale nie można o niej mówić w kontekście całych rozgrywek. Poprzedni sezon miał być wyjątkowy, a Toronto FC mieli na lata zapisać się w historii ligi. Nic z tego, MLS cały czas się rozwija, a my mamy to szczęście, że od dłuższego czasu obserwujemy ten progres.  

Wiktor Sobociński: Spodziewałem się tego, że Toronto mogą mieć w tym roku problemy z obroną mistrzostwa, o nawiązaniu do 69 punktów nie wspominając, ale, że nie wejdą do play-offów… ba!, że nawet nie będą blisko tych play-offów, bo ostatecznie zabrakło im aż 14 punktów, to się naprawdę nie spodziewałem. Całkowita kompromitacja tego zespołu.  

K: Pamiętam jak przed sezonem rozmawialiśmy o MLS na antenie Weszło. Powiedzieliśmy wtedy, że Toronto FC muszą, reszta tylko może. Napomknęliśmy też o przypadku Montrealu Impact z 2015 roku, którzy, stawiając wszystko na Ligę Mistrzów CONCACAF, skompromitowali się w lidze. Powtórzenie przez TFC błędów derbowego rywala wydawało mi się wręcz nieprawdopodobne i kompletnie nierealne. Wypadało jednak o tym wspomnieć, całkiem słusznie jak się okazało… Trudno mówić o jednym czynniku, który spowodował upadek drużyny z Toronto, ale spróbujmy. 

W: Powiedzmy sobie szczerze. Podopieczni Grega Vanney’a w ogóle w ten sezon nie weszli. Byli na boisku obecni ciałem, ale na pewno nie duchem. Jestem ciekawy, o czym myśleli przez cały sezon, ale na pewno nie było to nic związanego z piłką nożną. Tak więc podstawowym problemem Toronto, oczywiście moim zdaniem, była nadmierna pewność siebie. Od początku liczyli na to, że przejdą przez sezon regularny spacerkiem, bez nadmiernego wysiłku – no i się biedacy przeliczyli… Zasada „bij mistrza” ponownie zadziałała. Któż by przypuszczał, że zadziała aż tak drastycznie? 

Znalezione obrazy dla zapytania toronto fc 2018 frustrating
TFC w tym sezonie nie wyszło kompletnie nic, nie pomógł nawet Sebastian Giovinco, fot. canoe.com

K: O ile na samym początku mogłam jeszcze zrozumieć tę pewność siebie spowodowaną naprawdę dobrymi wynikami w LM CONCACAF i eliminowaniem kolejnych meksykańskich drużyn, tak im dalej w las  sezon, tym podopieczni Vanneya mieli coraz więcej problemów. Zakładam, że wszyscy byli pewni odrobienia strat w drugiej części sezonu i triumfu w CCL. Skończyło się na porażce w finale w rzutach karnych, braku pomysłu na grę w lidze, kontuzjach i zagubieniu tożsamości. W pewnym momencie chyba nawet sam Greg Vanney nie miał pojęcia, co tak właściwie ma prezentować jego zespół, a eksperymenty taktyczne okazały się kompletnymi niewypałami. W efekcie Toronto FC zostali czwartą drużyną w historii MLS, która jako mistrz nie awansowała do play-offów… Przynajmniej nie było nudno. 

W: Skoro już nawiązałaś do naszej wizyty w Weszło, to również nawiąże do jednego z wielu wątków, które tam poruszyliśmy. Pamiętasz, kogo obstawialiśmy w roli faworyta? Chodzi oczywiście o Atlantę United i niesamowity poziom, jaki osiągnęli w tym roku. Rzadko kiedy pozwalam sobie na przesadne pochwały, ale ciężko nie zachwycać się zespołem Taty Martino. 

K: Trudno się nie zgodzić. Spodziewaliśmy się, że Atlanta United będzie zachwycać, a gra piłkarzy Gerardo Martino przyciągnie przed ekrany wielu kibiców, którzy dotychczas raczej niechętnie spoglądali na MLS. Nie da się też przejść obojętnie obok duetu Miguel Almirón & Josef Martínez. Trzeba jednak pamiętać, że sukces Atlanty United to nie tylko ta dwójka, tutaj zafunkcjonowało wszystko, co zaplanowali sobie włodarze i trener.  

Podobny obraz
Zabójczy duet, fot. Atlanta United

W: Można powiedzieć, że przez cały sezon wszyscy tańczyli, jak zagrała im Atlanta. Przychodzi mi na myśl Golden State Warriors. Wygrywali, kiedy tylko mieli na to ochotę. Oczywiście mówię to pół żartem pół serio, ale w wielu momentach tego sezonu tak to właśnie wyglądało. Mówiąc o Atlancie, należy też wspomnieć o pobitych rekordach frekwencji. Na razie United są strzałem w dziesiątkę. Właśnie takiego klubu brakowało tej lidze. 

K: Można się śmiać, że kibice Atlanty United w Internecie są nieznośni, ale jak nie masz się za bardzo do czego przyczepić, to będziesz szukał właśnie takich rzeczy, bo reszta jest jak najbardziej na swoim miejscu. Świetna gra, trybuny wypełnione po brzegi i tylko szkoda Supporters’ Shield, które było na wyciągnięcie ręki.  

W: To trofeum przypadło New York Red Bulls już po raz trzeci w ciągu ostatnich sześciu sezonów. Trzeba przyznać, że po przeciętnym 2017 roku, kiedy to zajęli w sezonie regularnym dopiero szóste miejsce, wydawało się nie będą się zbytnio liczyć w walce o najwyższe cele, a tu po raz kolejny niespodzianka. Ale czy zdobędą to „przeklęte” mistrzostwo? To już temat rzeka. Spodziewałaś się, że Red Bulls będą wyglądać aż tak dobrze? 

K: NY Red Bulls co roku mi imponują. W 2017 oddali Daxa McCarty’ego, przed tym sezonem Sachę Kljestana. Chyba żaden klub nie zdecydowałby się na taki ruch. Żaden poza NY Red Bulls. Mało tego, oni na tym najzwyczajniej w świecie wyszli bardzo dobrze. Rok temu Tyler Adams stał się kluczową postacią, w tym sezonie ściągnęli Kaku i to naprawdę funkcjonowało znakomicie. Trzeba też wspomnieć, że w trakcie sezonu odszedł przecież Jesse Marsch, który bez wątpienia był jednym z najlepszych trenerów w MLS. Przy takim zamieszaniu Czerwone Byki robiły swoje i bez większej presji zdobywali kolejne punkty. Na koniec okazało się, że pobili rekord Toronto FC sprzed roku. Jestem przekonana, że gdyby dokonała tego Atlanta United wszyscy zachwycaliby się, że mamy do czynienia z najlepszym zespołem w historii ligi. Dlaczego nie ma takiego hype’u i pompowania balonika w przypadku NY Red Bulls? Trudno powiedzieć, ale mam wrażenie, że oni po prostu wciąż nie pokazali pełni swoich możliwości.

fot. Steve Luciano/Associated Press

W: Znów nawiąże do innego sportu. Tym razem żużel. Atlanta United jeździ po bandzie, a New York Red Bulls wygrywa starty i dowozi zwycięstwo do mety. Skoro już wspomniałaś o Sachy Kljestanie i Daxie McCartym. No właśnie panowie nie wyszli na opuszczeniu New Jersey najlepiej. Chicago Fire kolejny rok poza play-offami i trzeba przyznać, że solidnie na to zapracowali. Orlando to samo i również trzeba przyznać, że jeszcze bardziej sobie na to zasłużyli. No właśnie Orlando. Co jest nie tak z tym klubem? 

K: Wszystko. I na tym mogłabym zakończyć tę wypowiedź, ale zdaję sobie sprawę, że nie zadowoli ona wszystkich czytelników, więc może dużym skrócie: Jason Kreis nie był trenerem, który mógłby to udźwignąć. Dostał piłkarzy, których chciał, przebudował skład, sprowadzając wielu zawodników za naprawdę spore pieniądze. W zasadzie po zwolnieniu go w trakcie sezonu było jasne, że w tym roku Lwy się nie przełamią. Co miał zrobić ten biedy James O’Connor, który został wrzucony w sam środek bagna? To nie jest tak, że jest złym trenerem, ale z tej mąki chleba nie będzie. Przed nim nowy sezon i dopiero teraz będzie można go rozliczać z wyników. Niestety sezon 2018 to kolejny rok, który trzeba spisać na straty. 

W: Szkoda mi kibiców OCSC, bo ich ulubieńcy prezentowali się beznadziejnie. Niech 28 punktów uzyskanych w 34. meczach zakończy ten temat. Jason Kreis, w którego wierzyłem, pokazał, że nie potrafi prowadzić klubu z ambicjami. Naiwni włodarze myśleli, że Kreis zrobi z ich klubu Real Salt Lake z 2009 roku. No nie pykło. Znowu nie pykło. Moim zdaniem żaden klub z MLS nie powierzy w najbliższym czasie posady Jasonowi Kreisowi. No, chyba że LA Galaxy – w sumie po nich można się wszystkiego spodziewać. 

K: Myślę, że wszyscy, którzy regularnie czytali Twoje „Pamiętniki z Miasta Aniołów”, wiedzą, że LA Galaxy są całkowicie nieobliczani. Od ściągnięcia Zlatana, przez zwolnienie Sigiego i zatrudnienie w jego miejsce Kinneara, po przegranie meczu, od którego zależał awans do play-offów. Już nawet nie dziwi mnie to, że wygrywali to spotkanie 2:0… 

W: Z zespołem, który grał już o nic. No tak LA Galaxy i wszystko jasne… Z kolei LAFC zaprezentowali się bardzo godnie. Wydaje się, że w przyszłości to właśnie ten klub będzie rozdawał karty w Mieście Aniołów. Już rozdaje, a może być tylko lepiej. W każdym razie potencjał mają ogromny. 

K: Niektórzy spodziewali się, że Bob Bradley powtórzy wynik z 1998 roku, kiedy, wchodząc do ligi z Chicago Fire, został mistrzem MLS. Pamiętajmy, że czasy się „trochę” zmieniły, liga niesamowicie się rozwinęła, a wynik, który wykręcił z LAFC i tak jest godny podziwu. Wydaje mi się, że nie mieli najmocniejszej kadry, a i tak rozdawali w pewnym momencie karty. Tutaj może być tylko lepiej, już teraz jestem ciekawa tej drużyny w następnym sezonie. Wspomniałeś wcześniej o Chicago Fire, należałoby rozwinąć wątek i „poznęcać się” nad drużyną z Wietrznego Miasta…

W: Wszyscy nasi czytelnicy zapewne wiedzą, że nie jestem i nigdy nie byłem wielkim fanem trenera Paunovicia. Po solidnym 2017 roku (w opinii publicznej bardzo dobrym, ale to oczywiście spora przesada) nastąpił powrót do rzeczywistości. Szarej rzeczywistości. Chicago Fire ani przez moment nie stanowili zagrożenia. Od początku do końca grali słabo, bez pomysłu i polotu. Coś jak Toronto, tyle że w przypadku Toronto to ogromna sensacja. Strażacy są beznadziejne prowadzeni i zajęli słuszne 10. miejsce w Konferencji Wschodniej. Jedynym plusem była postawa Aleksandara Kataia, który pozytywnie zaskoczył mnie swoją formą. Do tej pory uważałem go za bardzo słabego piłkarza, więc chylę czoło, bo nie utopił się w bardzo dużych butach Davida Accama.

K: O tym, że Chicago Fire to niepoważny klub pisałam w ciągu tego sezonu przynajmniej kilka razy, ale powtórzę się: Chicago Fire to klub, żyjący sukcesami z przeszłości, aktualnie zarządzany przez bandę nieudaczników i jeżeli to się w najbliższym czasie nie zmieni, nie oczekiwałabym znaczącej poprawy. Śmiem twierdzić, że sezon 2017 był wręcz wypadkiem przy pracy. Czołówka ucieka i trzeba się dostosować do nowych realiów ligi. W Wietrznym Mieście ewidentnie mają z tym problem. Podobnie jest w SJ Earthquakes czy Colorado Rapids. Zmiana trenerów i transfery nie pomogły, a Quakes o mało co nie zostali najgorszą drużyną w historii ligi… 

W: 21 punktów… Ciężko to skomentować w jakikolwiek sposób. Nędza, nędza i jeszcze raz nędza. Jak D.C. United w 2010 roku (22 punkty) prowadzeni wówczas przez Curta Onalfo (początkowo). No właśnie D.C. United. Oni z kolei odrodzili się jak fenix z popiołów. Odrodził się jeszcze jeden dżentelmen – Wayne Rooney. Fajnie oglądać legendę angielskiego futbolu grającą jak z nut.

fot. D.C. United

K: Tak, D.C. United rozkręcali się powoli, ale otwarcie nowego stadionu, ściągnięcie Wayne’a Rooneya, powrót Billa Hamida i transfer Darrena Mattocksa(!), Yamila Asada czy fenomenalna forma Luciano Acosty i zaufanie do Bena Olsena – to wszystko spowodowało, że ta drużyna po prostu odpaliła. Do tego momentu przygotowywali się w stolicy od poprzedniego sezonu i naprawdę wypada bić brawo, bo wykonali kawał dobrej roboty. Mogłabym chwalić każdego z osobna, ale na największe pochwały zasługuje wspomniany już przez Ciebie Rooney, Luciano Acosta czy Darren Mattoks, który strzelił najwięcej goli w swojej karierze. Kompletnie się tego nie spodziewałam, ale takie historie wspomina się po latach najlepiej. Podobnie jak przebudzenie Gyasiego Zardesa. Mówiliśmy przed sezonem, że przenosiny do Ohio będą strzałem w dziesiątkę lub kompletną katastrofa, na szczęście Pan Gyasi Zardes przypomniał wszystkim, że potrafi grać w piłkę i strzelać ważne gole.

W: Nie będę mówił, że się tego spodziewałem, bo się tego nie spodziewałem. Szczerze powiedziawszy, nie stawiałem, że Gyasi przekroczy barierę 10 goli, a przekroczył i to prawie dwukrotnie. Pozostaje mi tylko pogratulować i życzyć powodzenia w kolejnych sezonach. Ogólnie Columbus Crew to w ostatnich latach idealne miejsce dla napastników. Kei Kamara po nieudanej przygodzie w Anglii zaliczył tam najlepszy sezon w karierze. Ola Kamara wyrobił sobie markę po dwóch udanych sezonach. Teraz Gyasi. Gregg Berhalter, mimo że napastnikiem nigdy nie był, ma nosa do obsadzania tej pozycji.

K: Tym bardziej szkoda, że Columbus Crew mogą zniknąć z futbolowej mapy MLS… Miejmy nadzieję, że ostatecznie znajdzie się nowy właściciel i unikniemy relokacji klubu, który gra w lidze od samego początku jej istnienia. Gdyby jednak to wszystko zakończyło się zgodnie z najbardziej pesymistycznymi przewidywaniami, to Gregg Berhalter z pewnością jest jednym z najlepszych trenerów w tej lidze i na brak ofert nie powinien narzekać. Szkoleniowcem, który stanął na wysokości zadania jest też Brian Schmetzer. Seattle Sounders nie przestaną mnie zaskakiwać. Najgorszy start w historii ich występów w MLS, a potem nieprawdopodobna seria dziewięciu wygranych z rzędu (nowy rekord MLS) i ostatecznie bezpośredni awans do półfinału Konferencji Zachodniej. Nie mam pojęcia jak oni to robią…

W: Nic dwa razy się nie zdarza, a jednak… Pamiętamy historię, w której Sounders grali beznadziejnie, zajmowali ostatnie miejsce w tabeli i z każdym meczem kompromitowali się coraz bardziej. Pamiętamy? A co się stało potem? Pierwsze w historii mistrzostwo MLS. Zdobyte w beznadziejnym stylu, ale to swoją drogą. To nie skoki narciarskie, tu się nie ocenia stylu.

K: Styl możemy za to ocenić my, rozdając nagrody za poprzedni sezon. Co roku wypatrujemy nowych talentów i z nadzieją przyglądamy się wyborom w SuperDrafcie, ale w tym sezonie wśród pierwszoroczniaków bezkonkurencyjny był wychowanek Realu Salt Lake – Corey Baird, do którego wędruje nagroda Rookie of the Year.  

W: Zaskoczenia nie będzie, w kategorii „Największy progres względem poprzedniego sezonu” wygrywa Gyasi Zardes.

K: Największy regres? Mieliśmy co prawda kilka propozycji, ale chyba nikt nie będzie kłócił się z wyborem Davida Accama.

W: O wspaniałej postawie Darrena Mattocksa także już wspominaliśmy, nagroda dla Jokera wędruje właśnie do Jamajczyka.

K: Sporą zagwozdkę mieliśmy przy wyborze najgorszego trenera tego sezonu, bo kilku „wybitnych” szkoleniowców walczyło o to wyróżnienie do samego końca, ale doszliśmy do wniosku, że najbardziej spartaczył swoją robotę Jason Kreis. Nie gratulujemy, bo nie ma czego.

W: Wybór najlepszego trenera, także nie był łatwy, ale padło na Tatę Martino. Nie należy zapominać o wspaniałej postawie Chrisa Armasa, czy też Petera Vermesa. 

K: Z roku na rok do MLS dołącza coraz więcej naprawdę bardzo dobrych piłkarzy. Choć mogliśmy podziwiać Carlosa Velę czy Wayne’a Rooneya, to nagroda dla najlepszego gracza debiutującego w MLS wędruje do Zlatana Ibrahimovicia. To, ile Szwed zrobił szumu wokół swojej osoby i całej ligi oraz ile dał swojej drużynie, po prostu nie mogło przejść bez wyróżnienia.

W: Wybór bramkarza to też nie lada wyzwanie, ale na największe uznanie zasłużył Stefan Frei, który wybronił Sounders drugie miejsce na Zachodzie. 

K: Kolejne wyróżnienia przysporzyły nam sporego bólu głowy, bo wielu piłkarzy mogłoby znaleźć się w gronie wyróżnionych. Nie zmienia to faktu, że w kategorii obrońców w tym sezonie na największe wyróżnienie zasługuje Chad Marshall, który poukładał defensywę Seattle Sounders. 

W: O niesamowitym duecie Martíneza i Almiróna także już pisaliśmy, także wybór Miguela Almiróna w kategorii najlepszego pomocnika nikogo nie powinien zdziwić. 

K: A co za tym idzie: najlepszym napastnikiem jest oczywiście Josef Martínez. 

W: MVP sezonu regularnego. Pewnie stwierdzicie, że jesteśmy nudni i schematyczni, ale tu również zaskoczenia nie będzie, bo tę nagrodę przydzielimy dwójce najlepszych piłkarzy z tej ligi. Josef Martínez i Miguel Almirón. 

K: Pozostało nam zatem przedstawić najlepszą jedenastkę sezonu. Po zapoznaniu się z pozostałymi nagrodami, zapewne domyślacie się, kogo tutaj umieściliśmy, ale gwoli ścisłości przedstawiamy wszystkie nominacje.

Autor: Kasia Przepiórka

Kasia Przepiórka
Redaktor Naczelna | Nie śpię po nocach, bo oglądam piłkę nożną... w USA, a za dnia o tym piszę. Z soccerem na dobre i na złe, od reprezentacji, przez MLS czy USL, aż do ligi uniwersyteckiej. Wbrew pozorom nie jestem szalona, zaglądam też na europejskie boiska (nie tylko w poszukiwaniu młodych talentów nadających się do reprezentacji USA). P.S. To prawda.

Zobacz również

Połowa sezonu w wykonaniu młodych, cz. 1: SuperDraft 2018

Poświęcili całą młodość i nastoletnie życie. Wybrali naturalną drogę: najpierw edukacja, później sportowa kariera. Niezależnie ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *