wtorek , 18 Wrzesień 2018
Newsy
Strona główna / MLS / Drużyny MLS / Atlanta United / Pierwsze rozstrzygnięcia – podsumowanie 27. tygodnia MLS

Pierwsze rozstrzygnięcia – podsumowanie 27. tygodnia MLS

Dopiero był marzec, dopiero co startowała liga. Czas płynie nieubłaganie, dzisiaj mamy już wrzesień,  pierwsze rozstrzygnięcia dotyczące play-offów i sporo do omówienia. Kilka słów o meczach ze środka tygodnia znajdziecie niżej.

Czerwone Byki meldują się w play-offach

Montreal Impact rozegrał bardzo dobry mecz przeciwko NY Red Bulls. Trudno znaleźć drużynę, która w podobnym stopniu zdominowałaby w ostatnim Czerwone Byki. Tym bardziej jest mi szkoda, że dużo częściej mówi się o awansie NY Red Bulls do play-offów, niż o grze kanadyjskiej drużyny. A tą naprawdę trzeba pochwalić. Podopieczni Chrisa Armasa są na ten moment jednym z głównych faworytów do wygrania Supporters’ Shield. Prezentują się naprawdę dobrze, ale tym razem kontrolę przejął zespół, po którym bym się tego nie  spodziewała. Jeszcze niedawno po strzelonym golu zaczęli się murować przed własną publicznością w meczu z Chicago Fire, teraz pokazali się z jak najlepszej strony ze zdecydowanie trudniejszym rywalem. Rémi Garde to facet pełen zagadek, podobnie jego zespół, bo nie zdziwię się, jeżeli następny mecz przegrają w fatalnym stylu…

NY Red Bulls przegrali, ale dzięki innym wynikom jako pierwsza drużyna w tym sezonie mogą cieszyć się z awansu do play-offów. Mecz ten pokazał jednak inny problem: na tyle przyzwyczailiśmy się w ostatnim czasie do dobrych występów Tylera Adamsa, że przestaliśmy zauważać, jak ważnym jest piłkarzem. Podczas gdy chwalimy innych wychowanków i piłkarzy za wkład w grę drużyny, popisy Adamsa po prostu nam spowszechniały. Jeden mecz bez niego pokazał, że Czerwone Byki nie są drużyną, której nie da się pokonać. Odejście 19-latka do Europy (mówi się, że jest już dogadany z RB Lipsk i dołączy do zespołu w styczniu), może być zdecydowanie poważniejszym ciosem, niż było to w przypadku odejścia Daxa McCarty’ego czy Sachy Kljestana.

Impact rozegrali kapitalny mecz, pierwszego gola w MLS strzelili Rod Fanni i Bacary Sagna, fot. IMFC

Montreal Impact 3:0 NY Red Bulls (wideo)
1:0 Rod Fanni (Saphir Taïder) 30’
2:0 Bacary Sagna (Jukka Raitala, Daniel Lovitz) 38’
3:0 Ignacio Piatti (Alejandro Silva) 90’+3

„You’re welcome, Loss Angeles”

O co chodzi z tym „You’re welcome, Loss Angeles”? Real Salt Lake po wygranej z LA Galaxy wrzucili krótki komunikat na Twittera z nawiązaniem do wypowiedzi Zlatana po przejściu do LA Galaxy: „Dear Los Angeles, you’re welcome”. Niech mi ktoś powie, że w USA nie prowadzą najlepiej mediów społecznościowych.

Real Salt Lake przejechali się po LA Galaxy, zresztą nie pierwszy raz w historii. W poprzednim sezonie wygrali 6-2 (lipiec 2017), ale na wyjeździe. Tym razem powtórzyli to przed własną publicznością. Zostali też pierwszą drużyną w historii, która strzeliła sześć goli w dwóch kolejnych meczach. Rządy Mike’a Petke są coraz bardziej widoczne, a oglądanie gry RSL to naprawdę czysta przyjemność. Warto wyróżnić Damira Kreilacha, który w tym sezonie jest kluczowym piłkarzem. Gra niemal wszędzie, ale jego główną pozycją jest defensywny pomocnik. Tym razem trener przesunął go do ataku. Efekt? Pierwszy hat-trick Chorwata w MLS, pierwszy hat-trick RSL od 2014 roku (Javier Morales). To był prawdziwy pogrom. LA Galaxy mają problem i wszyscy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Awans do play-offów stoi pod olbrzymim znakiem zapytania.

Do jedenastki tygodnia powinna się jednak załapać główna gwiazda widowiska – kaczka. Takie rzeczy tylko na Rio Tinto Stadium!

Real Salt Lake 6:2 LA Galaxy (wideo)
0:1 Jonathan dos Santos (Ashley Cole, Zlatan Ibrahimović) 1’
1:1 Albert Rusnák (Joao Plata) 14’
2:1 Damir Kreilach (Brooks Lennon) 45’+3
3:1 Jefferson Savarino (Joao Plata) 48’
4:1 Damir Kreilach (Albert Rusnák) 61’
4:2 Romain Alessandrini (Jonathan dos Santos) 63’
5:2 Albert Rusnák (Jefferson Savarino) 68’
6:2 Damir Kreilach (Jefferson Savarino) 71’

Ósma wygrana Sounders z rzędu, nowy record MLS

Mecz Seattle Sounders ze Sportingiem KC zapowiadał się jako jedno z najciekawszych spotkań 27. tygodnia MLS. SKC nie przegrali meczu w sierpniu i w każdym z nich zachowali czyste konto. Z kolei podopieczni Briana Schmetzera w końcu wzięli się garść i zaczęli wygrywać mecze (siedem wygranych z rzędu), odrabiając straty do czołówki i awansując do pierwszej szóstki. Przed spotkaniem pożegnano oczywiście Clinta Dempseya (nitka wspominkowa), który kilka dni wcześniej ogłosił zakończenie kariery. 

Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia. Już w 2’ do siatki trafił Diego Rubio. Obrona Sounders w niczym nie przypominała muru nie do przejścia z derbowego meczu z Portland Timbers. To był wstrząs dla gospodarzy. W ciągu kilku minut doszli do siebie i odpowiedzieli golem Raúla Ruidíaza. Fatalnie zachował się przy stracie tego gola Graham Zusi, a to był tylko początek jego „popisów”. Pod koniec pierwszej połowy beznadziejnie podał do Opary, który musiał faulować tuż przed polem karnym. Na początku drugiej części gry strzelił gola samobójczego, a kilka minut później Opara zagrywał ręką w polu karnym, a sędzia wskazał na jedenastkę. Seattle Sounders wygrali 3-1, ale to nie był koniec emocji. W 81’ boisko z czerwoną kartką opuścił Chad Marshall, dla którego był to dopiero drugi bezpośredni czerwony kartonik w karierze (ostatnio 2009). Baldomero Toledo zdecydował się na taką decyzję po analizie VAR. Trzeba jednak przyznać, że sytuacja z Johnnym Russellem była bardzo trudna do oceny i wzbudziła wiele kontrowersji.

Dla Seattle Sounders była to ósma wygrana z rzędu. Ustanowili tym samym nowy rekord MLS w erze post-shootout (rok 2000).

Oprawa na cześć Clinta Dempseya, fot. Max Aquino

Seattle Sounders 3:1 Sporting KC (wideo)
0:1 Diego Rubio (Gerso Fernandes) 2’
1:1 Raúl Ruidíaz (Brad Smith, Osvaldo Alonso) 12’
2:1 Graham Zusi (gol samobójczy) 52’
3:1 Nicolás Lodeiro (rzut karny) 56’

Atlanta jeszcze poczeka na play-offy, ważne trzy punkty D.C. United

Atlanta United mogła dołączyć do NY Red Bulls i awansować do play-offów. Warunek był tylko jeden: nie mogli przegrać z D.C. United. Gospodarze wykorzystali jednak swoje szanse i wygrali 3:1. Piłkarze Taty Martino oddali 22 strzały i prowadzili grę, ale to D.C. United byli bardziej skuteczni. Współpraca duetu Wayne Rooney & Luciano Acosta układa się znakomicie i meczu na mecz ta dwójka wygląda coraz lepiej. Ten pierwszy strzelił gola i zanotował dwie asysty, drugi dwukrotnie trafił do siatki rywala, pokonując bramkarza z chirurgiczną precyzją.

Wayne Rooney po meczu przyznał, że nie grali jeszcze z nożem na gardle, ale była to bardzo ważna wygrana. Atlanta United kolejną szansę na awans do play-offów będzie miała w nadchodzących meczach. Jednym z pozytywów spotkania z D.C. United był debiut George Bello. 16-letni lewy obrońca jest wychowankiem Atlanty United i jednym z najciekawszych zawodników młodzieżowych reprezentacji USA.

Luciano Acosta na tle kibiców, fot. D.C. United

D.C. United 3:1 Atlanta United (wideo)
1:0 Luciano Acosta (Wayne Rooney, Bill Hamid) 29’
1:1 Jeff Larentowicz (Ezequiel Barco) 39’
2:1 Wayne Rooney (rzut karny) 52’
3:1 Luciano Acosta (Wayne Rooney, Russell Canouse) 77’

Po dwóch stronach barykady

Bradley to bardzo duże nazwisko w środowisku piłkarskim w USA. Ojciec – Bob Bradley to jeden z najlepszych amerykańskich trenerów. Syn – Michael od dawna jest bardzo ważnym piłkarzem reprezentacji USA. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby zagrali przeciwko sobie. Aż do meczu Toronto FC z Los Angeles FC. Jak się okazało, uczeń nie przerósł mistrza. LAFC wygrali z kanadyjską drużyną 4-2.

Dla Toronto FC ten tydzień miał być przełomowy, grali dwa mecze (wcześniej grali z Portland Timbers) i oba przegrali. Mistrzowie MLS mają przebłyski, ale nic więcej. Jeżeli nie awansują do play-offów, będzie można mówić o ogromnym rozczarowaniu, choć ich aktualna postawa wcale optymizmem nie napawa. Ewentualny awans do postseason można już powoli zaliczać do cudu. Podczas meczu z LAFC na BMO Field momentami było cicho jak makiem zasiał. To goście grali dobrą piłkę, to goście strzelali i to oni zasługiwali na oklaski. Momentami wyglądało to jak zabawa z małymi dziećmi. Przebudzenie Toronto FC w końcówce to zdecydowanie za mało. Jozy Altidore strzelił dwa gole, w tym jednego w doliczonym czasie gry, ale na te dwa ciosy LAFC byli w stanie odpowiedzieć. Ostatnie słowo należało do gości i Carlosa Veli, który wbił gwóźdź do trumny TFC.

Ojciec i syn po meczu, fot. Twitter

Toronto FC 2:4 Los Angeles FC (wideo)
0:1 Carlos Vela (Diego Rossi) 23’
0:2 Diego Rossi 47’
0:3 Lee Nguyen (Carlos Vela) 49’
1:3 Jozy Altidore (Sebastian Giovinco) 74’
2:3 Jozy Altidore (Lucas Janson, Sebastian Giovinco) 90’+3
2:4 Carlos Vela (Benny Feilhaber) 90’+4

Derby Teksasu dla FC Dallas

W poprzednim tygodniu w derbach Teksasu mieliśmy remis, który uratował Ronaldo Peña w ostatnich minutach meczu. Tym razem to FC Dallas byli górą. Prowadzeni przez duet Kolumbijczyków w postaci Michaela Barriosa i Santiago Mosquery wygrali 4-2. W takich momentach trzeba przyznać, że ta dwójka zasługiwała na miejsce w jedenastce tygodnia, ale nie zwykle trudno upchnąć w takim zestawieniu tak wielu piłkarzy, którzy rozegrali dobre, a nawet fenomenalne spotkania. Jedno jest pewne, bez nich Óscar Pareja miałby spory problem. Może nie aż tak duży, jak ostatnimi czasy Houston Dynamo, ale wciąż byłoby trudno zastąpić taką dziurę.

Houston Dynamo mają wszystko, a nawet więcej, żeby grać tak, jak w poprzednim sezonie, ale ostatnio kompletnie im to nie wychodzi. Przełamanie nie chce przyjść, a bez tego trudno będzie o dobry wynik. Pociąg z napisem „play-offy” zaczyna odjeżdżać z peronu, wydaje się, że Dynamo w tym roku mogą do niego nie wsiąść. Wilmer Cabrera, mówi, że kolejne mecze to już kwestia honoru i dumy. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Oprawa Dallas Beer Guardians nawiązująca do czasów, kiedy SJ Earthquakes grali jako Houston Dynamo, fot. FC Dallas

FC Dallas 4:2 Houston Dynamo (wideo)
1:0 Michael Barrios (Maximiliano Urruti) 10’
2:0 Santiago Mosquera 48’
3:0 Santiago Mosquera (Victor Ulloa) 51’
3:1 Mauro Manotas 53’
4:1 Reto Ziegler (rzut karny) 58’
4:2 Alberth Elis (rzut karny) 72’

Powrót Lwa Mezopotamii

New York City FC zmagają z urazami i zawieszeniami. W efekcie Domènec Torrent ma spory problem z dobraniem optymalnej jedenastki. W następnym tygodniu dwa mecze podczas przerwy reprezentacyjnej, co dodatkowo utrudnia sprawę. Nie pomaga to w osiąganiu jakichkolwiek wyników. Zatem nikogo nie powinna dziwić wygrana Columbus Crew, choć trzeba przyznać, że wbrew pozorom piłkarze Gregga Berhaltera mieli sporo problemów. To goście jako pierwsi wyszli na prowadzenie (gola strzelił niezawodny ostatno Ismael Tajouri-Shradi). Kilka minut później przepięknego gola strzelił Harrison Afful, a bramkę na wagę trzech punktów zdobył Justin Meram. To pierwsze trafienie Irakijczyka po powrocie do Ohio. 29-latek zadedykował tego gola miastu Columbus i wszystkim fanom, którzy wspierają klub i jego. Lew Mezopotamii wrócił, w końcu. Ten klub to jego miejsce, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

Columbus Crew 2:1 New York City FC (wideo)
0:1 Ismael Tajouri-Shradi (Anton Tinnerholm) 53’
1:1 Harrison Afful 61’
2:1 Justin Meram (Pedro Santos) 63’

Rotacje Drwali, przeciętny mecz i remis

Giovanni Savarese stwierdził, że mecz z NE Revolution to idealny moment na rotacje i odpoczynek najważniejszych piłkarzy. Właśnie dlatego poza kadrą znalazł się Diego Valeri, Diego Chara czy Andy Polo. Samuel Armenteros z kolei rozpoczął mecz na ławce. Była to idealna okazja do trzech punktów dla piłkarzy Brada Friedela. Nie było jednak pogromu, nie było też wygranej. Gospodarze co prawda dominowali, ale spotkanie było nudne i przewidywalne. The Revs zdołali wyjść na prowadzenie w drugiej połowie, ale na gola Scotta Caldwella odpowiedział Lawrence Olum. Był to jedyny celny strzał Portland Timbers w tym meczu. NE Revolution zaczynają tracić coraz więcej do miejsca premiowanego awansem do play-offów. Z kolei Portland Timbers wracają do pierwszej szóstki po tygodniowej przerwie.

NE Revolution 1:1 Portland Timbers (wideo)
1:0 Scott Caldwell 58’
1:1 Lawrence Olum (Julio Cascante, David Guzmán) 70’

Lwy próbują odrabiać straty

Orlando City naprawdę się starają. Trudno im tego odmówić. Gorzej, że te starania w ostatecznym rozrachunku na niewiele się zdają. W meczu z Philadelphią Union byli gorszą drużyną, ale to właśnie oni jako pierwsi wyszli na prowadzenie. Przez długi czas utrzymywał się remis po wyrównaniu (Cory Curke), ale w 88’ Fafà Picault przepięknym strzałem pokonał Joe Bendika. Lwy zdołały się jednak podnieść i w doliczonym czasie gry strzelić gola na wagę remisu. Patrząc na ich grę, to był dobry wynik. Niestety nie daje im większych podstaw w walce o play-offy. Philadelphia Union może za to sobie pluć w brodę. Piłkarze Jima Curtina co prawda cały czas są w pierwszej szóstce na Wschodzie, ale mogli i powinni ten mecz wygrać. Punkty tracone właśnie w ten sposób przydają się potem najbardziej, ale rywalom.

Orlando City 2:2 Philadelphia Union (wideo)
1:0 Dominic Dwyer (Yoshimar Yotún) 9’
1:1 Cory Burke (Borek Dockal) 32’
1:2 Fabrice-Jean Picault (Haris Medunjanin) 88’
2:2 Scott Sutter (Josué Colman) 90’+1

Koniec marzeń o play-offach

Scenariuszy, które mogły doprowadzić do wyeliminowania SJ Earthquakes z walki o play-offy, było kilka. Przegrana oczywiście komplikowała sprawy, ale nie była wyrokiem. Tym okazała się wygrana Seattle Sounders ze Sportingiem KC i remis Portland Timbers z NE Revolution. Mikael Stahre nie będzie dobrze wspominał swojego pierwszego sezonu w MLS w roli trenera. Mało tego, może się okazać, że będzie to jego ostatni sezon w tej roli. Nie byłaby zdziwiona. Vancouver Whitecaps okazali się lepsi, co szczególnie nie dziwi. The Quakes mogą teraz tylko pomóc Wonolowskiemu pobić rekord Landona Donovana w tym sezonie. To jedno może im w tym roku wyjść, choć ręki nie dam sobie uciąć.

Warto dodać, że w tym samym dniu urodziny obchodził Kei Kamara. Kibice z ugrupowania Curva Collective przygotowali specjalną oprawę dla Sierraleończyka, nawiązującą do jego fundacji. 

fot. Curva Collective

Vancouver Whitecaps 2:1 SJ Earthquakes (wideo)
1:0 Alphonso Davies (Yordy Reyna, Kei Kamara) 22’
2:0 Nicolás Mezquida (Yordy Reyna) 78’
2:1 Valeri Qazaishvili (Jackson Yueill) 90’+1

Mecze w środku tygodnia
Przełamanie Portland Timbers

Po świetnej serii piętnastu meczów bez porażki Portland Timbers przegrali cztery mecze z rzędu. Mecz z Toronto FC był ważny dla obu stron. Drwale okazali się lepsi, wykorzystując indywidualne błędy aktualnych mistrzów MLS. Jestem pewna, że poprzednim sezonie do połowy tych sytuacji w ogóle by nie doszło. W tym roku podopieczni Grega Vanneya pozwalają jednak rywalom na zdecydowanie więcej, czego efektem jest m.in. bramka Davida Guzmána. TFC mają spory problem, ale wspominałam już o tym powyżej (mecz LAFC). Nie ma sensu się powtarzać. 

Portland Timbers 2:0 Toronto FC (wideo)
1:0 Diego Chara (Sebastián Blanco, Zarek Valentin) 64’
2:0 David Guzmán 83’

Potwierdzenie wysokiej formy, ważna wygrania Union

Wiele wskazuje na to, że Philadelphia Union po raz drugi w historii zdoła awansować do play-offów. Piłkarze Jima Curtina są naprawdę na dobrej drodze, a wygrana z D.C. United tylko dodała im animuszu. Trzy punkty na trudnym terenie, w dodatku z rywalem z tej samej konferencji. To musi się podobać kibicom Union, którzy ostatnio musieli cieszyć się z mniejszych osiągnięć. Awans do postseason byłby bardzo dużym wydarzeniem. Prowadzi do tego Borek Dockal i reszta, w tym C.J. Sapong, który wreszcie się przebudził. W końcu lepiej późno niż wcale.

D.C. United 0:2 Philadelphia Union (wideo)
0:1 C.J. Sapong 29’
0:2 Fabrice-Jean Picault (C.J. Sapong, Borek Dockal) 61’

Mecz, który przyszedł za późno

Jedno z najdziwniejszych spotkań tego tygodnia to bez dwóch zdań spotkanie SJ Eearthquakes z FC Dallas. W teorii faworyt był tylko jeden, w końcu lider Zachodu mierzył się z ostatnią drużyną w tabeli. W praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. The Quakes to jeden z tych rywali, którzy nie leżą Bykom z Teksasu i zawsze gra się przeciw nim trudno. Piłkarze Óscara Parejy ostatni raz wygrali z nimi w 2016 roku, a to już o czymś świadczy.

Świetne zawody rozegrał Vako Qazaishvili, który czarował, strzelał bramki, notował asysty. Wszędzie było go pełno. Kapitalną bramkę strzelił też Magnus Eriksson, a gola na wagę trzech punktów strzelił Chris Wondolowski (142. gol w sezonie regularnym). To jeden z tych przełomowych meczów, którego świadkami powinniśmy być kilka miesięcy wcześniej. Wtedy może to wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej.

SJ Earthquakes 4:3 FC Dallas (wideo)
0:1 Maximiliano Urruti 8’
1:1 Valeri Qazaishvili 15’
2:1 Valeri Qazaishvili 42’
2:2 Santiago Mosquera (Maximiliano Urruti, Michael Barrios) 51’
3:2 Magnus Eriksson (Chris Wondolowski) 54’
3:3 Dominique Badji (Reggie Cannon, Maximiliano Urruti) 58’
4:3 Chris Wondolowski (Valeri Qazaishvili) 62’

Wymarzony start Briana White’a

Chris Armas pozwolił odpocząć swoim najlepszym piłkarzom, posyłając na boisko rezerwowych. Pierwszy raz w podstawie wybiegł m.in. zakontraktowany niedawno Brian White. Napastnik, który został wybrany w SuperDrafcie, nie mógł sobie wyobrazić lepszego startu. NY Red Bulls nie grali najlepiej, ale to właśnie on zapewnił Czerwonym Bykom komplet punktów. Kibice mogą mieć jeszcze wiele radości z gry tego chłopaka. Na razie powinien podpatrywać BWP i wykorzystywać swoje szanse.

NY Red Bulls 1:0 Houston Dynamo (wideo)
1:0 Brian White (Alex Muyl) 55’

Najlepsza jedenastka 27. tygodnia MLS

Statystyki indywidualne po 27. tygodniu MLS tutaj
Sytuacja rookich w 27. tygodniu MLS

Tabela Konferencji Wschodniej

Tabela Konferencji Zachodniej

Autor: Kasia Przepiórka

Kasia Przepiórka
Redaktor Naczelna | Studentka drugiego roku dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie Wrocławskim. Zafascynowana sportem w każdym wydaniu, ale wyjątkowe miejsce w jej życiu zajmuje futbol. Od 2013 zajmuje się MLS, ale nieświadomą przygodę z amerykańskim soccerem zaczęła dużo wcześniej. Poza piłką nożną fascynuje się sportami za oceanem, piłką ręczną i kolarstwem. Dużo czyta (głównie kryminały i książki sportowe) oraz ogląda.

Zobacz również

#5 Pamiętniki z Miasta Aniołów 2

Hollywood jest zmienne jak kobieta. Kto wie, może Hollywood jest kobietą. Co w takim razie ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *