czwartek , 15 Listopad 2018
Newsy
Strona główna / MLS / Drużyny MLS / NY Red Bulls / Przepiórczym okiem: Jesse, czas na podbój Europy!

Przepiórczym okiem: Jesse, czas na podbój Europy!

Jeszcze nie tak dawno pisałam o tym, dlaczego będziemy tęsknić za Patrickiem Vieirą (New York City FC). Kilka tygodni później przychodzi nam się pożegnać ze szkoleniowcem NY Red Bulls, który za chwilę zostanie zaprezentowany jako trener RB Lipsk. Tak jest, z MLS żegna się Jesse Marsch. I choć sercu żal, to rozum mówi: dobry ruch, powodzenia Jesse!

Początki bywają trudne

Jesse Marsch swoją przygodę z trenerką zaczął niemal od razu po zakończeniu kariery piłkarskiej, a ta była naprawdę bogata (Marsch w MLS grał od pierwszego sezonu aż do 2009 roku). Przez rok był asystentem trenera kadry USA, potem przez rok zajmował stanowisko trenera Montrealu Impact, przez rok asystentem trenera drużyny uniwersyteckiej, w której się wychował (Princeton University).

Prawdziwą trenerską przygodę rozpoczął w Harrison. Wbrew pozorom początki nie były łatwe. Przypomnę, że przed nim stanowisko pierwszego trenera zajmował Mike Petke, czyli legenda NY Red Bulls (wcześniej MetroStars). Kibice go uwielbiali, to właśnie on zdobył w swoim pierwszym sezonie pierwszy dla Czerwonych Byków tytuł Supporters’ Shield (mistrz sezonu regularnego). Jesse Marsch został rzucony na głęboką wodę i choć wielu spodziewało się, że utonie, to 41-letni wówczas szkoleniowiec udowodnił, że poradzi sobie nawet w najtrudniejszych warunkach.

Jesse Marsch dość szybko wkradł się w łaski kibiców. Powtórzył wyczyn Petke, zdobywając Supporters’ Shield w pierwszym sezonie pracy. Wtedy też został wybrany trenerem roku, choć konkurencję miał sporą. W 2015 roku Portland Timbers wygrali mistrzostwo, a architektem sukcesu tej bądź co bądź przeciętnej na tle pozostałych drużyny był Caleb Porter.

Jesse wprowadził ten zespół na zupełnie inny poziom, ale jednego nie był w stanie zrobić. Nawet on nie przełamał klątwy Nicoli Caricoli. NY Red Bulls wciąż nie potrafią grać w play-offach i wciąż czekają na pierwszy mistrzowski tytuł. Dlaczego Jesse jest tak bardzo cenionym szkoleniowcem, choć zdobył zaledwie jeden tytuł?

Derbowe wygrane i nie tylko

Marsch nie jest szkoleniowcem, który kurczowo trzyma się jednej taktyki. To jeden z tych trenerów, który doskonale wie, w jakiej formacji jego podopieczni będą spisywać się najlepiej. Pomylił się tylko raz. Na początku poprzedniego sezonu uparcie testował 4-2-2-2, ale dość szybko okazało się, że Sacha Kljestan jest wtedy bezużyteczny i cały zespół ma problemy. Na szczęście z tego zrezygnował, a Czerwone Byki ponownie zaczęły grać na wysokim poziomie. Grał 4-2-3-1, grał 4-3-3, grał 3-5-2 z Tylerem Adamsem na prawym wahadle. Niemal za każdym razem okazywało się, że była to idealna taktyka w danym meczu. I niemal za każdym razem inaczej wyglądało to na papierze niż w rzeczywistości. Rywale bardzo często mieli problem z rozszyfrowaniem ustawienia NY Red Bulls.

Wiadomo, że fani wyjątkowo cenią sobie wygraną nad derbowym rywalem. I choć rywalizacja z D.C. United jest jedną z najstarszych w MLS (Atlantic Cup), to w ostatnim czasie uwagę przykuwają Hudson River Derby. Rywalizacja z New York City FC to stosunkowo świeży temat, bo NYCFC do MLS dołączyli dopiero w 2015 roku, ale w tym czasie podopieczni Jessego Marscha ją zdominowali. 12 meczów, 8 wygranych, 1 remis i tylko trzy porażki. W tym pamiętne 7:0 na stadionie rywala, takich rzeczy się nie zapomina.

TRENERSKI BILANS

151 meczów; 1,71 punktów/mecz

Sezon regularny MLS: 58 wygranych – 25 remisów – 36 porażek

Play-offy MLS: 5 wygranych – 0 remisów – 4 porażki

U.S. Open Cup: 8 wygranych – 0 remisów – 3 porażki

LM CONCACAF: 5 wygranych – 5 remisów – 2 porażki

Młodzież, młodzież i jeszcze raz młodzież

Jesse Marsch jest jednak znany ze stawiania na młodzież. To on wprowadził do drużyny Seana Davisa, Tylera Adamsa czy Alexa Myula. Trzeba jednak przyznać, że nie byłoby takich efektów, gdyby nie akademia NY Red Bulls, która jest bez wątpienia jedną z najlepszych w Stanach Zjednoczonych. Swoje zrobił też drugi zespół, który w USL gra właśnie od 2015 roku. Ogrywają się tam piłkarze wybrani w drafcie (nie tylko przez NY Red Bulls, ale także najlepsi odrzuceni przez inne zespoły), młode talenty zakontraktowane przez pierwszy zespół i najlepsi wychowankowie, którzy w rozgrywkach młodzieżowych (U.S. Soccer Development Academy) rywalizują jednak na zdecydowanie niższym poziomie. W drugim sezonie gry w USL młodzi chłopcy zdobyli mistrzostwo drugiej ligi.

Od lewej: Brandon Allen, Vincent Bezecourt, Tyler Adams, Derrick Etienne, fot. uslsoccer.com

Ich grę regularnie obserwował Jesse Marsch. W tym samym sezonie szansę gry w pierwszej drużynie dostał jeden z największych talentów MLS – Tyler Adams czy najlepszy strzelec NY Red Bulls II – Brandon Allen. Zadebiutował też Derrick Etienne i Alex Muyl. Wszyscy oprócz Allena są do teraz ważnymi postaciami w drużynie Czerwonych Byków.

W tym sezonie zadebiutowali kolejni piłkarze związani z akademią i NY Red Bulls II (Florian Valot, Kyle Duncan, Ben Mines). Wspomnieć trzeba też o sprowadzaniu młodych zawodników jak Kemar Lawrence, Fidel Escobar, Michael Amir Murillo czy Alejandro Romero Gamarra („Kaku”). Jesse Marsch ma oko do nieopierzonych i młodych piłkarzy. Jeżeli ktoś naprawdę się wyróżniał, mógł być pewny, że dostanie szansę w pierwszej drużynie.

Pierwszy mecz NY Red Bulls w tym sezonie, szansę dostało dwóch wychowanków. 20-letni Kyle Duncan dzień wcześniej podpisał kontrakt z pierwszą drużyną, 17-letni Ben Mines do tej pory dostawał szanse jedynie w USL (NY Red Bulls II). Jak się okazało, wybór takiego składu był strzałem w dziesiątkę. Do siatki rywala trafił właśnie Ben Mines, zostając trzecim najmłodszym strzelcem gola w historii klubu (dokładnie 17 lat, 9 miesięcy i 26 dni).

Trudne decyzje

Żeby jednak młodzi mogli grać w podstawowym składzie, trzeba było podjąć „drastyczne” kroki. Po sezonie 2016 z klubem pożegnał się ulubieniec kibiców, kapitan, serce i płuca drużyny – Dax McCarty (trade, Chicago Fire). Rok później kolejny kapitan, najlepszy asystent w lidze (wszyscy pomocnicy, którzy w tym czasie występowali w RBNY nie mieli więcej asyst od niego), jeden z najważniejszych graczy – Sacha Kljestan (trade, Orlando City). Już w trakcie obecnego sezonu klub opuścił kolejny ważny gracz środka pola – Felipe przeszedł do Vancouver Whitecaps, a do Harrison zawitał jeden z najlepszych, stosunkowo młodych obrońców ligi –  25-letni Tim Parker.

Za każdym razem wydawało się, że włodarze upadli na głowę i NY Red Bulls nie podniosą się po takiej stracie. Jednak prawda jest taka, że dzięki takim wymianom w końcu mogli sprawdzić się wychowankowie – Sean Davis i Tyler Adams. Do tego transfer 23-letniego „Kaku”, który radzi sobie lepiej niż Sacha Kljestan w Orlando City. I kto wyszedł na tym lepiej? Czerwone Byki i Jesse Marsch, kolejny raz.

fot. Ben Solomon/New York Red Bulls
Czas na podbój Europy

Jesse Marsch to jeden z najlepszych trenerów w MLS i choć trudno pogodzić się z tym, że w tak krótkim czasie drugi szkoleniowiec wybiera się do Europy, to trzeba dostrzegać w tym pozytywy. Po pierwsze to świetna szansa dla Marscha, który teoretycznie ma być tylko rocznym zastępstwem w RB Leipzig. Jeżeli jednak wykorzysta swoją szansę, może zostać na dłużej w Bundeslidze lub przenieść się do innego europejskiego klubu.

Po drugie wszyscy związani z MLS i NY Red Bulls są przekonani, że wraz z trenerem do Europy przeniesie się Tyler Adams, którym interesowały się już inne topowe drużyny. Czy dla młodego piłkarza, który bez wątpienia jest jednym z większych amerykańskich talentów, może być coś lepszego niż aklimatyzacja w dużym klubie pod okiem szkoleniowca, który wprowadził go do seniorskiej piłki?

Marschowi pozostaje życzyć powodzenia. Z pewnością nie jest pierwszym lepszym trenerem i czuję, że może wszystkich pozytywnie zaskoczyć. Na koniec dla chętnych kilka słów o Tylerze Adamsie, którego sylwetkę przybliżyliśmy po poprzednim sezonie (ranking #24under24). Jesse Marsch porównuje go do Gennaro Gattuso. Czas zweryfikuje, czy ma rację.

Autor: Kasia Przepiórka

Kasia Przepiórka
Redaktor Naczelna | Nie śpię po nocach, bo oglądam piłkę nożną... w USA, a za dnia o tym piszę. Z soccerem na dobre i na złe, od reprezentacji, przez MLS czy USL, aż do ligi uniwersyteckiej. Wbrew pozorom nie jestem szalona, zaglądam też na europejskie boiska (nie tylko w poszukiwaniu młodych talentów nadających się do reprezentacji USA). P.S. To prawda.

Zobacz również

Kiedy brakuje punktów i miejsc w tabeli – podsumowanie 25. tygodnia MLS

Podczas 25. tygodnia MLS sytuacja w tabelach obu konferencji zmieniała się jak w kalejdoskopie. Niektóre ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *