wtorek , 18 Wrzesień 2018
Newsy
Strona główna / MLS / Drużyny MLS / DC United / Przepiórczym okiem: Nowa era D.C. United?

Przepiórczym okiem: Nowa era D.C. United?

Dla D.C. United sezon 2018 zaczyna się tak naprawdę dopiero w ten weekend. Przenosiny na nowy stadion, nowy lider w postaci Wayne’a Rooneya i wciąż te same marzenia o nawiązaniu do lat świetności. Czas napisać nowy rozdział w bogatej historii, oby złotymi zgłoskami.

Nawiązać do przeszłości

Kojarzycie z pewnością ten moment, kiedy tata lub dziadek opowiada Wam o sukcesach swojej ulubionej drużyny sprzed kilkunastu lat i nie macie pojęcia, o czym i o kim mówi. To samo tyczy się większości fanów Major League Soccer, którzy D.C. United utożsamiają z ostatnimi miejscami w tabeli, nie wiedząc nawet, że jest to jedna z najbardziej utytułowanych drużyn w historii ligi.

Tymczasem początki ligi to czasy świetności D.C. United. To właśnie oni pod wodzą Bruce’a Areny zdobyli pierwsze mistrzostwo w historii Major Leagu Soccer i krajowy puchar (U.S. Open Cup), a rok później obronili tytuł, zdobywając również tytuł mistrza sezonu regularnego. W 1998 roku wygrali CONCACAF Champions League (wtedy jeszcze w starej formule, od momentu wprowadzenia nowej formuły żadna drużyna MLS nie wygrała finału CCL). Po roku przerwy na rodzimym podwórku ponownie zdominowali MLS (mistrzostwo MLS i mistrzostwo sezonu regularnego), ale drużynę prowadził już wtedy Thomas Rongen. I choć w 2004 roku Piotr Nowak poprowadził D.C. United do mistrzostwa w pierwszym roku pracy, zostając tym samym pierwszym szkoleniowcem, który zdobył tytuł zarówno jako piłkarz (Chicago Fire, 1998), jak i trener, to dla klubu ze stolicy był to ostatni mistrzowski tytuł.

To były piękne czasy dla kibiców D.C. United. Nigdy potem nie nawiązali do tych sukcesów i dominacji w lidze. Teraz ma się to zmienić. Nie mówię tutaj o dominacji w MLS, ale o podjęciu walki z najlepszymi. Awans do play-offów po fatalnym poprzednim sezonie byłby w sam raz. Pora w końcu nawiązać do przeszłości, bo jak nie teraz to kiedy?

Znalezione obrazy dla zapytania dc united 1996 mls cup
MLS Cup 1996, fot. Simon Burty/Sport Illustrated
Audi Field – nowy dom

Do tej pory domem Black-and-Red był wysłużony RFK Stadium, czyli moloch, który mógł pomieścić ponad 45 000 kibiców. Otworzony w 1961 roku, ogromny, wręcz obskurny, a do tego świecący pustkami. Nawet jeżeli na stadionie pojawiało się kilkanaście tysięcy kibiców, to kilkadziesiąt tysięcy miejsc było wciąż wolnych. Tylko dwa razy w historii średnia frekwencja w sezonie regularnym przekroczyła 20 000 tysięcy (2001: 21 518, 2007: 20 967). I choć sentyment do RFK Stadium pozostanie na zawsze, to bardzo dobrze się stało, że D.C. United przenoszą się na nowy obiekt. Wszystko spięło się ładną klamrą. W pierwszym meczu na RFK grał John Harkes, w ostatnim jego syn. Black-and-Red przegrali wtedy z SJ Clash 0:1 (1996), w ostatnim meczu przegrali 1:2 z NY Red Bulls.

Wiele osób pytało nas w tym sezonie, dlaczego D.C. United rozegrali tak mało meczów. Wszystko związane jest z zamieszaniem z przenosinami na Audi Field, dlatego podopieczni Bena Olsena rozegrali zaledwie czternaście meczów, podczas gdy większość rywali ma ich na koncie o pięć/sześć więcej. W końcu jednak przyszła pora na oficjalne otwarcie Audi Field (9 lipca). Właściciele (Erick Thohir i Jason Levien) przecięli symboliczną wstęgę, a dzisiaj w nocy zostanie rozegrany pierwszy mecz na obiekcie, którego wartość wynosi $400mln. Kiedy Levien i Thohir przejmowali D.C. United w 2012 roku, ich głównym celem była budowa nowego stadionu. Po latach starań udało się wybudować typowo piłkarski obiekt, który może pomieścić 20 000 kibiców. Audi Field to tylko jeden z elementów większego planu.

Poniżej galeria Audi Field (kliknij w zdjęcie, żeby przewinąć)

Wayne Rooney – nowy lider

Częścią większego planu jest z pewnością transfer Wayne’a Rooneya. Bardzo długo media żywiły się zaledwie plotkami transferowymi, ale im bliżej było letniego okienka transferowego, tym coraz pewniejsze było przejście Anglika do MLS. Pozostawało tylko pytanie, kiedy i za ile. Kwoty samego transferu nie poznaliśmy, ale 32-letni Anglik jest najdroższym zakupem D.C. United w historii. Dotychczasowy piłkarz Evertonu podpisał kontrakt do 2021 roku. Mówi się o zarobkach rzędu $5mln rocznie (oficjalne zarobki poznamy w drugiej części sezonu, kiedy liga ujawni zarobki wszystkich piłkarzy). Nie wspomniałam o tym wcześniej, bo wydawało mi się to oczywiste – Rooney ma status Designated Player. 

Mam nadzieję, że Wayne’a Rooneya nikomu specjalnie nie muszę przedstawiać, ale jeżeli jest taka potrzeba, to ta infografika wszystko wyjaśni.

Czego tak naprawdę oczekuje się od Rooneya? D.C. United mieli przede wszystkim problem ze strzelaniem goli, ale prawdą jest też, że tej drużynie brakuje gwiazdy z prawdziwego zdarzenia. Lidera, który byłby twarzą zespołu, wziął ciężar gry na swoje barki i poprowadził drużynę do sukcesów. Najlepiej takich, którzy pamiętają starsi kibice. Oczekiwania względem Rooneya są ogromne. Niektórzy przypominają, że dekadę temu do ligi przychodził 32-letni Beckham, który odmienił MLS. Rooney nie musi odmienić ligi, on musi odmienić D.C. United. Sama nie wiem, co będzie trudniejsze. Sam transfer musi jednak robić wrażenie, w końcu Rooney przyszedł do jednej z najsłabszych drużyn w lidze.

„To ekscytująca liga. Oglądałem ligę z daleka przez ostatnie kilka lat. (…) Po rozmowach z Jasonem (Jason Levien, właściciel klubu, przyp. red.) i wieloma ludźmi w klubie przez ostatnie kilka miesięcy byłem podekscytowany projektem; nowy stadion, nowe boisko treningowe, młody zespół” ~Wayne Rooney

Jak pogodzić ofensywę?

Podobno od przybytku głowa nie boli. Jestem jednak pewna, że sam Ben Olsen może mieć problem z ustawieniem swojej drużyny po transferze Wayne’a Rooneya. Nieoczekiwanie Darren Mattocks rozgrywa najlepszy sezon w swoim życiu. Niestety Jamajczyk może być tylko zmiennikiem Anglika. Z drugiej strony trudno rezygnować z najlepszego strzelca swojej drużyny. Niewykluczone, że szkoleniowiec będzie próbował znaleźć mu miejsce w składzie. Jedno jest pewne, wygrał rywalizację z Patrickiem Mullinsem, który po przejściu do D.C. United z New York City FC tak naprawdę nie dostał poważnej szansy. W poprzednim sezonie z gry wykluczyła go kontuzja, ale błysnął, strzelając cztery gole w jednym meczu. Tym bardziej cieszy, że został piłkarzem Columbus Crew ($150 00 Targeted Allocation Money) – wilk syty i owca cała. Nie wiem, czy Darren Mattocks będzie graczem podstawowego składu, ale w roli jokera również powinien dawać drużynie gole.

Pewny pierwszego składu może być Yamil Asad. Po poprzednim świetnym sezonie w Atlancie United miał zostać odsunięty na boczny tor. Bardzo dobrze, że D.C. United wyciągnęli do niego pomocną rękę (trade: $200 000 General Allocation Money i $100 000 Targeted Allocation Money w 2018, $100 000 GAM i $100 000 TAM w 2019; $100 000 GAM jeżeli rozegra przynajmniej jeden mecz w sezonie 2020). To był jeden z kluczowych ruchów mających na celu budowę nowej drużyny. Jednym z najważniejszych piłkarzy tego zespołu jest też oczywiście Luciano Acosta. Jeżeli nie znacie Asada i Acosty, to ich sylwetki przybliżaliśmy w rankingu 24under24.

W poprzednim sezonie do Black-and-Red dołączył też Paul Arriola (Designated Player), Zoltán Stieber czy Russell Canouse i nagle okazuje się, że chętnych do gry jest całkiem sporo. Ben Olsen będzie miał spory ból głowy i tak naprawdę bardzo trudno przewidzieć, jakim ustawieniem wyjdzie w dzisiejszym meczu przeciwko Vancouver Whitecaps i na jaki skład będzie decydował się w przyszłości. Na ten moment możemy jedynie spekulować.

Możliwe ustawienia D.C. United po transferze Rooneya

Zatuszować braki w obronie

Trenera może przyprawiać o ból głowy nadmiar dobrych piłkarzy w ofensywie, ale o prawdziwy ból głowy to z pewnością przyprawia go żałosny stan defensywy. W poprzednim roku stracili jednego z najlepszych bramkarzy – Bill Hamid przeszedł na zasadzie wolnego transferu do FC Midtjylland. Na jego miejsce przyszedł solidny David Ousted, ale im dalej w las, tym więcej drzew problemów. Jeżeli Frederic Brillant łapie się do podstawowego składu i nie ma od niego lepszych piłkarzy, to znaczy, że jest naprawdę źle. Nie pomogły też kontuzje Taylora Kempa (środkowy obrońca, sezon z głowy) i Nicka DeLeona (prawy obrońca, uraz kolana) czy Ulisesa Segury (pomocnik, uraz kolana). Na lewej stronie obrony powinien występować Joseph Mora, na prawej wychowanek Jalen Robinson lub Oniel Fisher (może występować również na lewej stronie). Nie jest to porywająca linia defensywy i właśnie tutaj należy upatrywać największych problemów. Świetny atak nie uchroni Black-and-Red przed stratą bramek. 

W tym momencie należy wyróżnić Chrisa Durkina. 18-letni defensywny pomocnik został zakontraktowany przez D.C. United w 2016 roku jako piąty najmłodszy wychowanek w historii ligi. Do tej pory ogrywał się w USL (Richmond Kickers), gdzie błyszczał, podobnie jak na MŚ U-17. Miałam nadzieję, że dostanie szansę gry w pierwszym zespole, a tę dał mu Ben Olsen. Durkin wykorzystał ją w stu procentach i na dobre zadomowił się pierwszym składzie. To właśnie on pomaga swoim kolegom z obrony, starając się zatuszować część niedociągnięć. Co najważniejsze: wychodzi mu to naprawdę dobrze. 

Ben Olsen – odpowiedni człowiek w odpowiednim miejscu

Ben Olsen z D.C. United jest związany od zawsze. Całą profesjonalną karierę (z wyjątkiem wypożyczenia do Nottingham Forest) spędził na RFK Stadium. Tuż po zawieszeniu butów na kołku został asystentem trenera i pierwszym szkoleniowcem obejmując stanowisko po Onalfo. Olsen zna Black-and-Red na wylot i choć poprzedni rok był w ich wykonaniu tragiczny, to idealnie pasuje do tego klubu. Nie miał drużyny, która nawiązywałaby do lat świetności, a jednak potrafił wygrać z nią U.S. Open Cup w 2013 roku. Dość często meldował się też w play-offach. Wyciągał ze swoich piłkarzy maksimum i osiągał wyniki ponad stan, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Całe szczęście, że w MLS nie zmienia się trenerów jak rękawiczki, a włodarze w pełni mu zaufali. Teraz jednak pora wykonać kolejny krok.

Ben Olsen i Wayne Rooney, fot. D.C. United
Napisać nowy rozdział w historii

Ostatnie prawdziwe sukcesy D.C. United to zamierzchła historia. Może trochę mnie poniosło, ale niepodważalny jest fakt, że było to kilkanaście lat temu, a Black-and-Red byli prawdziwą potęgą na początku istnienia ligi. W kolejnych latach peleton ich dogonił i teraz dogonić czołówkę jest niezwykle trudno. W ostatnim czasie włodarze D.C. United zbierali siły, żeby w końcu zadać kontrujący cios. Nowy stadion, nowi piłkarze, nowy lider i nowe nadzieje. Choć przygotowania do rewolucji trwały już jakiś czas, to czas w końcu stanąć do prawdziwej walki. Czas napisać nowy rozdział w historii, zacznijmy od meczu z Vancovuer Whitecaps.

Autor: Kasia Przepiórka

Kasia Przepiórka
Redaktor Naczelna | Studentka drugiego roku dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie Wrocławskim. Zafascynowana sportem w każdym wydaniu, ale wyjątkowe miejsce w jej życiu zajmuje futbol. Od 2013 zajmuje się MLS, ale nieświadomą przygodę z amerykańskim soccerem zaczęła dużo wcześniej. Poza piłką nożną fascynuje się sportami za oceanem, piłką ręczną i kolarstwem. Dużo czyta (głównie kryminały i książki sportowe) oraz ogląda.

Zobacz również

Kiedy brakuje punktów i miejsc w tabeli – podsumowanie 25. tygodnia MLS

Podczas 25. tygodnia MLS sytuacja w tabelach obu konferencji zmieniała się jak w kalejdoskopie. Niektóre ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *