wtorek , 18 Wrzesień 2018
Newsy
Strona główna / MLS / Drużyny MLS / Atlanta United / Rivalry Week – podsumowanie 26. tygodnia MLS
Oprawa fanów OCSC, fot. Orlando City

Rivalry Week – podsumowanie 26. tygodnia MLS

MLS Heineken Rivalry Week to jedna z najciekawszych inicjatyw. Wszystkie derbowe mecze w ciągu jednego tygodnia to dawka naprawdę solidnego futbolu. Chyba nikogo nie zdziwi, że emocji było aż nadto, Josef Martínez pobił rekord strzelecki, a na trybunach nie brakowało pięknych opraw.

Szalone derby NY na remis

NYCFC przystąpili do meczu mocno osłabieniu kontuzjami, przez co szansę gry w podstawie dostał Eloi Amagat. Domènec Torrent zmienił też ustawienie swojej drużyny, która grała 3-5-2 z Ebenezerem Oforim jako wahadłowym skrzydłowym na lewej stronie. Gra gospodarzy nie wyglądała najlepiej, ale bardzo dobrze spisywał się między słupkami Sean Johnson, a na środku obrony Sebastien Ibeagha. Derby Nowego Jorku nie byłby jednak derbami Nowego Jorku, gdyby do siatki nie trafił Bradley Wright-Phillips. Anglik gola strzelił w 37’, było to 200. trafienie w jego profesjonalnej karierze w 200. meczu w barwach NY Red Bulls.

Kilka minut po tym golu z boiska wyleciał debiutujący Eloi Amagat, który sfaulował Marca Rzatkowskiego. Druga część gry to zupełnie nowe rozdanie. Na murawie pojawił się Jo Inge Berget, a David Villa wszedł na zdecydowanie wyższy poziom. To właśnie Hiszpan doprowadził do wyrównania. Niestety chwilę później z boiska zszedł z urazem wprowadzony po przerwie Berget. Od tego momentu gra była niezwykle wyrównana, a przecież to NYCFC grali w osłabieniu. NY Red Bulls nie potrafili wyprowadzić goroźnego ataku, ale byli w stanie osłabić NYCFC. W 72’ boisko z czerwoną kartką opuścił Ebenezer Ofori (faul na BWP, sytuacja zweryfikowana przez VAR). Wydawało się, że będzie to impuls do działania dla podopiecznych Chrisa Armasa, ale to NYCFC byli zdecydowanie bliżsi strzelenia zwycięskiej bramki. Ostatecznie skończyło się na remisie, ale Czerwone Byki mogły, a nawet powinny zgarnąć w tym meczu komplet punktów.

New York City FC 1:1 NY Red Bulls (skrót)
0:1 Bradley Wright-Phillips (Daniel Royer, Tyler Adams) 37’
1:1 David Villa (Jo Inge Berget, Maximiliano Moralez) 52’

Josef Martínez z kolejnym rekordem, Atlanta z kolejną wygraną

Rywalizacja Orlando City z Atlantą United to jedna z najnowszych rywalizacji w lidze, ale władze MLS zaliczają ją już do derbowych. Oczywiście wszystkie oczy były zwrócone na Josefa Martíneza, który w każdej chwili mógł pobić rekord ligi ustanowiony w 1996 roku przez Roya Lassitera (27 goli w sezonie regularnym). Po pierwszej połowie mieliśmy remis po golach Leandro Gonzáleza Pireza i Scotta Suttera. Wenezuelczyk do głosu doszedł w drugiej części gry, zapewniając Atlancie United komplet punktów. Po meczu przyznał, że nie wie, dlaczego Orlando City notują tak kiepskie wyniki, ponieważ mecze z nimi zawsze są trudne, a Lwy dają z siebie maksimum

Orlando City 1:2 Atlanta United (skrót)
0:1 Leandro González Pirez 21’
1:1 Scott Sutter (Will Johnson, Chris Mueller) 39’
1:2 Josef Martínez (Julian Gressel) 74’

„Niewykorzystane sytuacje się mszczą”

Żaden opis nie pasuje bardziej do opisania spotkania pomiędzy Portland Timbers i Seattle Sounders. Gospodarze dominowali, byli zdecydowanie lepszym zespołem, ale mieli ogromne problemy z wykończeniem akcji i oddaniem celnego strzału. Po części brakowało szczęścia, po części to blok defensywny Sounders wspinał się na wyżyny. Chad Marshall i Kim Kee-Hee kolejny raz rozgrywali bardzo dobre zawody. Portland Timbers oddali 22 strzały, ale to Seattle Sounders cieszyli się z kompletu punktów po samobójczym trafieniu Julio Cascante w 76’. Dzięki tej wygranej podopieczni Briana Schmetzera awansowali na piąte miejsce, a Drwale po raz pierwszy od maja wypadli z pierwszej szóstki. Aktualnie piłkarze z Oregonu zmagają się z kryzysem: po serii piętnastu meczów bez porażki przyszła pora na czwartą porażkę z rzędu.

Oprawa Timbers Army jak zawsze przykuwała uwagę, fot. Portland Timbers

Portland Timbers 0:1 Seattle Sounders (skrót)
0:1 Julico Cascante (gol samobójczy) 76’

Pogrom to mało powiedziane

Wydawało się, że spotkanie Colorado Rapids z Realem Salt Lake będzie jedną z najciekawszych derbowych rywalizacji. Piłkarze Anthony’ego Hudsona prezentowali się w lidze naprawdę dobrze, urywali punkty zdecydowanie lepszym drużynom, a gra nie wyglądała tak tragicznie, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Niestety gospodarze sami w tym meczu skomplikowali sobie zadanie. Bardzo szybko stracili bramkę, potem zawodnika, a po pierwszej połowie przegrywali już 0:2 i stracili dwóch piłkarzy (Niki Jackson, Bismark Boateng). Wyglądało to tragicznie, a w drugiej połowie zawodnicy Realu Salt Lake bawili się z przeciwnikiem. Ostatecznie skończyło się na 0:6, ale gdyby nie Tim Howard, wynik byłby zdecydowanie wyższy.

Trudno mówić po tym meczu o jakichkolwiek pozytywach w kontekście Colorado Rapids, ale na pochwałę zasługuje jeden z młodych obrońców Rapids – Kortne Ford, który zamieścił taką wiadomość do wszystkich fanów na swoich profilach społecznościowych.

Colorado Rapids 0:6 Real Salt Lake (skrót)
0:1 Damir Kreilach (Joao Plata, Kyle Beckerman) 6’
0:2 Jefferson Savarino 33’
0:3 Jefferson Savarino (Corey Baird) 58’
0:4 Joao Plata 69′
0:5 Corey Baird (Jefferson Savarino, Danilo Acosta) 74’
0:6 Albert Rusnák (Corey Baird) 86’

Mistrzowie nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa

Derbowe mecze to idealna okazja do przełamania. Do podobnych wniosków doszli piłkarze Toronto FC, którzy podczas meczu z Montrealem Impact nawiązali do stylu z poprzedniego sezonu. Pierwsza połowa to popis gospodarzy i Sebastiana Giovinco. Można mówić wiele o tym piłkarzu, ale, rozgrywając jeden z gorszych sezonów w MLS, wciąż jest jednym z najlepszych, a to już swego rodzaju fenomen.

Piłkarzom Grega Vanneya wciąż daleko do play-offów, ale w meczu z Montrealem Impact wyglądali zdecydowanie lepiej. Pierwsza połowa była popisem gry ofensywnej, w drugiej gospodarze postawili na defensywę, a prowadzenie gry wcale nie było na rękę gościom. Nie zobaczyliśmy już więcej bramek, a drużynę, która miała pełną kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Jeżeli TFC będą grać w takim stylu do końca sezonu regularnego, kibice mogą mieć jeszcze nadzieję na awans do play-offów.

Toronto FC 3:1 Montreal Impact (skrót)
1:0 Sebastian Giovinco (Justin Morrow) 7’
2:0 Sebastian Giovinco (Jonathan Osorio) 22’
3:0 Jonathan Osorio (Lucas Janson) 29’
3:1 Alejandro Silva (Saphir Taïder) 30’

El Tráfico bez zwrotów akcji

Po raz pierwszy w tym sezonie obeszło się bez większych dramatów podczas derbów LA. El Tráfico zakończyło się remisem 1-1, a gwiazdami ponownie byli Zlatan Ibrahimović i Carlos Vela. Najbardziej medialni piłkarze w swoich drużynach potrafią wziąć ciężar gry na swoje barki podczas ważnych meczów. Nie byliśmy świadkami szaleńczych pogoni w końcówce meczu, odrabiania strat, spektakularnego marnowania przewagi. Tym razem było „normalnie”. Po więcej odsyłam do nowych Pamiętników z Miasta Aniołów. Tam Wiktor szerzej opisuje problemy LA Galaxy i Los Angeles FC, jest też kilka słów o El Tráfico.

Na trybunach StubHub Center pojawiło się ponad 27 000 kibiców, fot. LA Galaxy

LA Galaxy 1:1 Los Angeles FC (skrót)
1:0 Zlatan Ibrahimović (Ola Kamara) 15’
1:1 Carlos Vela (rzut karny) 51’

Texas Derby na remis

Spotkania Houston Dynamo z FC Dallas zawsze są bardzo wyrównane. Nie inaczej było i tym razem. Oba zespoły wykreowały sobie podobną liczbę sytuacji, ale niewielką przewagę mieli goście. Podopieczni Óscara Parejy oddali co prawa tyle samo strzałów co rywale, ale byli zdecydowanie konkretniejsi, a przede wszystkim mieli bardziej wyregulowany celownik. Choć przez większą część meczu zanosiło się na bezbramkowy remis, to w końcówce do siatki trafił Michael Barrios. Kilka minut później gola na wagę remisu strzelił Ronaldo Peña. Było to debiutanckie trafienie Wenezuelczyka i jedyny celny strzał Houston Dynamo w tym spotkaniu. Nie zanosi się, żeby piłkarze Wilmera Cabrery z taką grą mieli awansować do play-offów. Za to na szczycie Konferencji Zachodniej wciąż utrzymują się FC Dallas.

Oprawa Houston Dynamo, fot. Houston Dynamo

Houston Dynamo 1:1 FC Dallas (skrót)
0:1 Michael Barrios 83’
1:1 Ronaldo Peña (Tomás Martínez) 88’

NY Red Bulls atakują Supporters’ Shield

Atlantic Cup to jedna z najstarszych rywalizacji w historii MLS. Oczywiście chodzi o mecze pomiędzy NY Red Bulls i D.C. United. Nieważne, w jakim dołku jest jedna z drużyn, te spotkania zawsze są ciekawe, a za kulisami dzieje się naprawdę wiele. Tym razem na trybunach pojawił się Thierry Henry, który spotkał się m.in. z inną legendą Premier League – Wayne’em Rooneyem.

Na boisku nie brakowało walki, ale bohaterem został Kaku, który ostatnio był nieco uśpiony. Paragwajczyk potrafi czarować, a jego ściągnięcie było jednym z najlepszych transferów NY Red Bulls w ostatnim czasie. Na Red Bull Arena już nikt nie pamięta o Kljestanie. Kibice mają nowych ulubieńców, którzy dbają o wizerunek, a przede wszystkim wyniki klubu. Czerwone Byki dzięki tej wygranej utrzymują się tuż za plecami Atlanty United. Należy pamiętać, że wciąż mają mniej rozegranych spotkań i można to traktować jako bezpośredni atak na Supporters’ Shield. Rywalizacja w czubie Konferencji Wschodniej zapowiada się arcyciekawie.

Fani NY Red Bulls podczas Atlantic Cup, fot. NY Red Bulls

NY Red Bulls 1:0 D.C. United (skrót)
1:0 Kaku 56’

Czyste konto, spokojny sen

Piłkarze Sportingu KC wrócili, wrócili w wielkim stylu. Zadyszka z poprzedniego miesiąca to już tylko mgliste wspomnienia. Teraz zawodnicy Petera Vermesa zanotowali najlepszą serię od 2013 roku, wygrywając cztery mecze z rzędu i w każdym z nich zachowując czyste konto. Swój osobisty rekord ustanowił też Tim Melia, który jeszcze nigdy w karierze nie zanotował jedenastu czystych kont w ciągu jednego sezonu.

Mecz z Minnesotą United nie należał do najłatwiejszych. The Loons mieli kilka naprawdę dogodnych sytuacji do wyjścia na prowadzenie, ale podopieczni Adriana Heatha byli zatrzymywani przez bramkarza, obrońców lub nieskuteczność. Mason Toye powinien mieć gola na swoim koncie, Ibson trafił w poprzeczkę, a to tylko niektóre sytuacje… Z każdym takim meczem MNUFC oddalają się od play-offów. Może i na Zachodzie czołówka nie ma tylu punktów, co na Wschodzie, ale różnice pomiędzy poszczególnymi zespołami są naprawdę minimalne. Piłkarze z Minneapolis mają na swoim koncie 29 punktów i do kolejnego miejsca tracą już osiem oczek (Vancouver Whitecaps). Im wyżej, tym mniejsze różnice punktowe. MNUFC muszą się obudzić, jeżeli chcą faktycznie nawiązać walkę z najlepszymi.

Sporting KC 2:0 Minnesota United (skrót)
1:0 Yohan Croizet (Johnny Russell, Diego Rubio) 47’
2:0 Diego Rubio (Johnny Russell, Seth Sinovic) 62’

Union coraz bliżej play-offów

Spotkanie Philadelphii Union z NE Revolution było jednym z tych meczów o „sześć punktów”. Podopieczni Jima Curtina pozytywnie zaskakują i nawet bez tych, którzy mieli być największymi gwiazdami (David Accam, C.J. Sapong), są w stanie małymi kroczkami coraz bardziej zbliżać się do drugich play-offów w historii klubu. The Revs to bezpośredni rywal Union w walce o czołową szóstkę na Wschodzie. Wygraną zapewnił gospodarzom ten, który rok temu strzelał gole dla Bethlehem Steel FC. Odkąd dostał szansę gry w pierwszym składzie, regularnie trafia do siatki rywali. Trzy punkty gwarantują Union na ten moment piątą pozycję w tabeli Konferencji Wschodniej. NE Revolution są pierwszym zespołem „pod kreską”.

Philadelphia Union 1:0 NE Revolution (skrót)
1:0 Cory Burke (Haris Medunjanin) 53’

Remontada Whitecaps

Wszyscy spisują SJ Earthquakes na straty i trudno znaleźć coś na obronę piłkarzy. 17 punktów w 25. meczach to istna tragedia. Idealnie podsumował to jeden z dziennikarzy związanych z MLS, który stwierdził, że The Quakes jako pierwszy wybór w SuperDrafcie 2019 powinni wybrać nowego trenera. W meczu z Vancouver Whitecaps zanosiło się na przełamanie. Gospodarze prowadzili po pierwszej połowie 2:0. Nie ma jednak takiej przewagi, której zawodnicy Mikaela Stahre’a nie byliby w stanie roztrwonić. Kanadyjska drużyna poradziła sobie z tym, odrabiając straty… w dziewięć minut. Muszę coś jeszcze dodawać? Jedyna pociecha kibiców, to Chris Wondolowski, który może w tym sezonie pobić rekord goli strzelonych w MLS i wyprzedzić Landona Donovana.

SJ Earthquakes 2:3 Vancouver Whitecaps (skrót)
1:0 Jahmir Hyka 7’
2:0 Magnus Eriksson (rzut karny) 18’
2:1 Yordy Reyna 59’
2:2 Cristian Techera (Kei Kamara) 61’
2:3 Kei Kamara (Yordy Reyna, Aaron Maund) 68’

Kontrowersje i remis, który nie jest The Crew na rękę

Chicago Fire w końcu się „przełamali”, jeżeli można tak mówić o remisie po ośmiu porażkach z rzędu. W każdym razie Strażacy zgarnęli jeden punkt w meczu z Columbus Crew i mogą cieszyć, bo, choć statystyki tego nie oddają, to jednak rywale byli lepszą drużyną. Dopiero w 87’ Niko Hansen uratował remis, ale nie o golach po tym meczu mówiło się najgłośniej. Chodzi oczywiście o sytuację z ręką bramkarza Chicago Fire. Stefan Cleveland zagrał ręką poza polem karnym, ale nikt na to nie zareagował, dlaczego? Sędziowie obsługujący VAR widzieli tę sytuację jak na dłoni, ale takie zagranie nie mieści się w protokole VAR, dlatego nie można było pomóc sędziemu głównemu. To pierwsza sprawa, druga to ewentualna kara… Za bramkarzem znajdowało się czterech obrońców z jego drużyny, więc „winowajca” nie obejrzałby czerwonej kartki. O rzucie karnym też nie może być mowy. Sytuacja bez wyjścia…

Chicago Fire 1:1 Columbus Crew (skrót)
1:0 Nemanja Nikolić 67’
1:1 Niko Hanson 87’

Najlepsza jedenastka 26. tygodnia MLS

Statystyki indywidualne po 26. tygodniu MLS tutaj
Sytuacja rookich w 26. tygodniu MLS

Tabela Konferencji Wschodniej

Tabela Konferencji Zachodniej

Autor: Kasia Przepiórka

Kasia Przepiórka
Redaktor Naczelna | Studentka drugiego roku dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie Wrocławskim. Zafascynowana sportem w każdym wydaniu, ale wyjątkowe miejsce w jej życiu zajmuje futbol. Od 2013 zajmuje się MLS, ale nieświadomą przygodę z amerykańskim soccerem zaczęła dużo wcześniej. Poza piłką nożną fascynuje się sportami za oceanem, piłką ręczną i kolarstwem. Dużo czyta (głównie kryminały i książki sportowe) oraz ogląda.

Zobacz również

#5 Pamiętniki z Miasta Aniołów 2

Hollywood jest zmienne jak kobieta. Kto wie, może Hollywood jest kobietą. Co w takim razie ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *