środa , 22 Maj 2019
Newsy
Strona główna / MLS / Drużyny MLS / Atlanta United / Rutyna i pogoń za punktami – podsumowanie 21. tygodnia MLS

Rutyna i pogoń za punktami – podsumowanie 21. tygodnia MLS

Wkraczamy w ten moment sezonu, gdzie nie wypada głupio tracić punktów, bo w rezultacie właśnie takiego jednego oczka może zabraknąć do awansu do play-offów, a ścisk w tabeli jest ogromny. Spiąć muszą się też ci, którzy tracą  ich całkiem dużo, potem może być już zdecydowanie za późno.

Loons w końcu groźni?

Jeżeli pamiętacie przeciętną, zagubioną, tracącą bramki na potęgę Minnesotę United z poprzedniego sezonu i jest to wasz jedyny obraz tej drużyny, to widać, że dawno nie oglądaliście meczu z udziałem The Loons. Od tego czasu sporo się zmieniło, warto podkreślić, że na lepsze. Choć przy niektórych transferach można mieć działaczom sporo do zarzucenia, tak ściągnięcie Darwina Quintero to jeden z najrozsądniejszych ruchów na rynku transferowym. Nie można powiedzieć, że Kolumbijczyk w pojedynkę odmienił styl gry Minnesoty United, ale trzeba przyznać, że był jednym z kluczowych elementów tej przemiany.

Szczególnie dobrze The Loons radzą sobie przed własną publicznością, a podczas 21. tygodnia MLS rozegrali dwa takie mecze i oba wygrali. Najpierw pokonali 2:1 NE Revolution, potem rozgromili Los Angeles FC aż 5:1! Ostatnio bardzo krytykowany był Christian Ramirez, mówiło się (i nadal się mówi) o potencjalnej wymianie napastnika, ale na ten moment temat nieco przycichł, a on w tych dwóch meczach strzelił trzy gole i zanotował asystę. Jeżeli kluczowi piłkarze utrzymają obecną formę, to nie należy skreślać MNUFC z walki o play-offy. Tym bardziej, że prawdopodobnie do klubu mają dołączyć kolejni piłkarze.

Minnesota United 5:1 Los Angeles FC (skrót)
1:0 Rasmus Schüller (Darwin Quintero, Ibson) 25’
1:1 Benny Feilhaber (Latif Blessing) 26’
2:1 Christian Ramirez 45’
3:1 Darwin Quintero (Eric Miller) 45’+1
4:1 Miguel Ibarra (Christian Ramirez, Darwin Quintero) 56’
5:1 Christian Ramirez (Miguel Ibarra, Rasmus Schüller) 58’

Minnesota United 2:1 NE Revolution (skrót)
1:0 Christian Ramirez 5’
2:0 Darwin Quintero 45’+1
2:1 Diego Fagundez (rzut karny) 52’

Josef Martínez – król hat-tricków

Przed samym meczem najgłośniej było o pojedynku dwóch przyjaciół z młodzieżowej reprezentacji Stanów Zjednoczonych, którzy tym razem stanęli naprzeciw siebie, czyli Chris Durkin (D.C. United) i Andrew Carleton (Atlanta United). Ten pierwszy regularnie występuje w pierwszym składzie, dla drugiego było to pierwsze spotkanie w podstawowej jedenastce. I choć to goście wyszli na prowadzenie już w 8’, wyprowadzając zabójczy kontratak, to mecz wygrali gospodarze. Wszystkie trzy bramki strzelił Josef Martínez. Był to jego trzeci hat-trick w tym sezonie, a szósty w karierze. Nikt w historii MLS wcześniej tego nie dokonał. Mało tego, Wenezuelczyk potrzebował do tego tylko 42. meczów.

Bardzo przeciętne zawody rozegrał Wayne Rooney, pochwalić za to można wspomnianego wcześniej Carletona. Nie był to najlepszy mecz w jego wykonaniu, ale trzeba przyznać, że miał pośredni udział przy dwóch golach, które padły podczas jego obecności na murawie. Przy pierwszym golu to właśnie on rozpoczął całą akcję, przy drugim dośrodkowywał piłkę, którą we własnym polu karnym strącił przeciwnik. Atlanta United jest na ten moment niekwestionowanym liderem MLS, ale należy pamiętać, że podopieczni Gerardo Martino mają więcej rozegranych meczów od NYCFC i NY Red Bulls, którzy są tuż za ich plecami.

Atlanta United 3:1 D.C. United (skrót)
0:1 Zoltán Stieber (Paul Arriola) 8’
1:1 Josef Martínez (Héctor Villalba, Miguel Almirón) 30’
2:1 Josef Martínez 54’
3:1 Josef Martínez 73’

Toronto FC w końcu zabrali się za odrabianie strat

Piłkarze Grega Vanneya nie grają najgorszej piłki w lidze, ale ostatnio zawsze czegoś im brakowało do zbycia kompletu punktów. Po sześciu meczach bez wygranej (w tym czterech porażkach) przełamali się w wyjazdowym spotkaniu z Chicago Fire. Spotkanie miało kilka ciekawych wątków. Raheem Edwards, czyli były zawodnik Toronto FC, który po Expansion Draft został piłkarzem Montrealu Impact, rozegrał swój pierwszy mecz w barwach Strażaków po wymianie z Impact. Co ciekawe rozegrał naprawdę dobre spotkanie, zanotował nawet asystę. W składzie TFC nie znalazł się natomiast Jon Bakero, który na zasadzie wymiany trafił do klubu z Kanady, po drugiej stronie w osiemnastce meczowej nie było też Nicolasa Haslera. Do gry wrócił natomiast Jozy Altidore, który rozpoczął mecz w pierwszym składzie. Od razu było widać nić porozumienia pomiędzy nim a Sebastianem Giovinco.  

Pierwszego gola strzelił właśnie Włoch, który dostał świetną piłkę od Michaela Bradleya i jeszcze lepiej ją sobie przyjął. W 62’ stan rywalizacji wyrównał Nemanja Nikolić, ale kilka minut później gości na prowadzenie wyprowadził Jonathan Osorio, czyli jeden z najważniejszych żołnierzy Grega Vanneya w tym sezonie. Dla Toronto FC to był ostatni moment, żeby zacząć odrabiać straty. Przełamanie złej passy na wyjeździe nie jest wcale najgorszym początkiem walki o play-offy.

TFC w końcu zdobyli komplet punktów, fot. Toronto FC

Chicago Fire 1:2 Toronto FC (skrót)
0:1 Sebastian Giovinco (Michael Bradley) 47’
1:1 Nemanja Nikolić (Raheem Edwards, Aleksandar Katai) 62’
1:2 Jonathan Osorio 65’

Derby Texasu na remis

Po zabójczym początku pierwszych derbów Texasu w tym sezonie dostaliśmy przeciętny, wyrównany mecz z kilkoma klarownymi okazjami do zdobycia gola. W 1’ do siatki trafił Matt Hedges, wykorzystując wrzutkę Santiago Mosquery, kilka minut później wrzutkę Romella Quioto wykorzystał Mauro Manotas. W drugiej połowie mogliśmy emocjonować się rzutem karnym, który zmarnował Roland Lamah i golem Manotasa, który ostatecznie został anulowany, ponieważ zawodnik był na pozycji spalonej. Nie były to najlepsze derby Teksasu w historii, ale FC Dallas wciąż utrzymują się na pozycji lidera Zachodu, powiększając swoją przewagę.

Houston Dynamo 1:1 FC Dallas (skrót)
0:1 Matt Hedges (Santiago Mosquera) 1’
1:1 Mauro Manotas (Romell Quioto, Jared Watts) 8’

Will Trapp bohaterem Columbus Crew

Zwycięstwo zapewnił Columbus Crew 25-letni kapitan, który rzadko kiedy oddaje strzał, nie mówiąc już o golach. To przepiękne trafienie w doliczonym czasie gry na wagę trzech punktów było dopiero drugil golem Willa Trappa w MLS, ostatni raz do siatki trafił w 2014 roku w meczu przeciwko Houston Dynamo.

Zanim jednak do tego doszło, to Orlando City byli bliżsi zgarnięcia pełnej puli. James O’Connor zdecydował się na nowe nazwiska. Mecz zaczął między słupkami Earl Edwards Jr, ale musiał zejść z powodu urazu (zastąpił go Joe Bendik), podstawowym napastnikiem był natomiast Stéfano Pinho (Dom Dwyer usiadł na ławce). Strzelanie rozpoczął Sache Kljestan, który do siatki trafił już w 16’. Gospodarze wyrównali dopiero w drugiej połowie (Gyasi Zardes), ale dla Orlando City trafił Stéfano Pinho, którzy wykorzystał podanie Kljestana. Gospodarze byli częściej przy piłce, oddawali więcej strzałów, ale nie potrafili wykorzystać swojej przewagi. Dopiero w 88’ Gyasi Zardes pokonał Bendika strzałem z rzutu karnego, wyrównując stan rywalizacji. I wtedy do gry wkroczył Will Trapp, zapewniając Columbus Crew komplet punktów w doliczonym czasie gry.

Sacha Kljestan pochwalił jednak swoich kolegów, mówiąc, że jest dumny z każdego z nich i rozegrali naprawdę dobry mecz. Trudno temu zaprzeczyć, ale nie zmienia to faktu, że zaprzepaścili szansę na zbliżenie się do miejsca gwarantującego grę w play-offach.

Columbus Crew 3:2 Orlando City (skrót)
0:1 Sacha Kljestan 16’
1:1 Gyasi Zardes (Niko Hansen, Harrison Afful) 51’
1:2 Stéfano Pinho (Sacha Kljestan, Yoshimar Yotún) 58’
2:2 Gyasi Zardes (rzut karny) 88’
3:2 Wil Trapp (Mike Grella) 90’+2

Sounders z kompletem punktów

W tym tygodniu przełamali się Toronto FC, ale komplet punktów zdobyli też Seattle Sounders. Dla piłkarzy Briana Schmetzera to czwarty mecz z rzędu bez porażki. Tym samym mają na koncie już 20 oczek i odskoczyli ostatnim w tabeli SJ Earthquakes (12) czy Colorado Rapids (17). Na razie pożar gasi ten sam, który robił to w 2016 roku, czyli Nicolás Lodeiro. W meczu z Vancouver Whitecaps (rywalizacja derbowa w ramach Cascadia Cup) strzelił dwa gole, najpierw z rzutu karnego, potem uderzył z dystansu, ale tutaj bramkarz powinien pluć sobie w brodę.

Pierwszy raz w barwach Seattle Sounders na boisku pojawił się nowy Designated Player – Raúl Ruidíaz, który w jednym z wywiadów powiedział, że w MLS wszystko jest podobne do tego, co w Lidze MX, ale infrastruktura w USA jest zdecydowanie lepsza i sam jest zaskoczony. Na razie to jego początek w MLS, ale dobrze by było, żeby wszyscy byli pozytywnie zaskoczeni jego grą. Jeżeli Sounders mają awansować do play-offów, to będzie jeden z kluczowych czynników.

Oprawa Sounders: Twoją siłą jest zmienianie słabości w pozytyw (dosłownie zmiana ciemności w światło), fot. Seattle Sounders

Seattle Sounders 2:0 Vancouver Whitecaps (skrót)
1:0 Nicolás Lodeiro (rzut karny) 5’
2:0 Nicolás Lodeiro (Víctor Rodríguez) 31’

Wilk syty i owca cała

Po porażce w U.S. Open Cup Portland Timbers mierzyli się z Montrealem Impact przed własną publicznością. Giovanni Savarese tym razem musiał sobie poradzić bez kluczowego Diego Chary, co momentami było bardzo widoczne w grze Drwali. W pierwszej połowie goście oddali dwa celne strzały i dwa razy trafili do bramki Jeffa Attinelli (Saphir Taïder i Matteo Mancosu). Co ciekawe, były to jedyne dwa celne strzały w całym meczu w wykonaniu Impact. Po pierwszej połowie gospodarze przegrywali 1:2 po bramce Samuela Armenterosa (siódmy gol w sezonie). Goście mogli podwyższyć prowadzenie na 3:1, ale nie wykorzystali swojej okazji, a w drugiej części gry do siatki trafił Diego Valeri, wyrównując stan rywalizacji.

Spotkanie zakończyło się remisem 2:2, co dla Portland Timbers oznacza trzynasty mecz z rzędu bez porażki w lidze, a dla Montrealu Impact podtrzymanie dobrej passy. Podopieczni Rémiego Garde’a przegrali zaledwie jedno spotkanie w ostatnich siedmiu meczach w MLS.

Portland Timbers 2:2 Montreal Impact (skrót)
0:1 Saphir Taïder (Alejandro Silva) 23’
1:1 Samuel Armenteros 39’
1:2 Matteo Mancosu (Ignacio Piatti) 41’
2:2 Diego Valeri 65’

Union nie zatrzymali Zlatana i Romaina

Kiedy większość skupia się na LAFC, nieudolności Toronto FC, nowym stadionie D.C. United, Atlancie United czy okienku transferowym, to LA Galaxy po cichu, bez większych zachwytów gromadzą kolejne punkty na swoim koncie, nie przegrywając w MLS meczu od siedmiu spotkań. Robią to na tyle dobrze, że aktualnie zajmują czwarte miejsce w Konferencji Zachodniej, tracąc do Sportingu KC zaledwie dwa punkty, a do lokalnego rywala cztery. Piłkarze Sigiego Schmidta nie rozgrywają kapitalnych meczów, ale Romain Alessandrini, Zlatan Ibrahimović i Ola Kamara regularnie przyczyniają się do kolejnych bramek LA Galaxy.

Podobnie było w wyjazdowym meczu z Philadlephią Union. Choć jako pierwszy do siatki trafił C.J. Sapong (zaledwie trzeci gol w tym sezonie, pierwszy po serii dwunastu meczów bez bramki) i gospodarze prowadzili po pierwszej połowie, to gra LA Galaxy odmieniła się po wejściu Romaina Alessandriniego w drugiej części gry, a goście wygrali ostatecznie 3:1.

Mecz w deszczu, fot. LA Galaxy

Philadelphia Union 1:3 LA Galaxy (skrót)
1:0 C.J. Sapong (Borek Dockal) 29’
1:1 Ola Kamara (Zlatan Ibrahimović) 48’
1:2 Zlatan Ibrahimović (Romain Alessandrini, Jonathan dos Santos) 63’
1:3 Michael Ciani (Romain Alessandrini) 82’

Pewna wygrana NY Red Bulls

Kolejnym zespołem, który regularnie zdobywa punkty, jest NY Red Bulls. Drużyna po odejściu Jessego Marscha radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Przebudził się Marc Rzatkowski, który wywalczył miejsce w podstawowym składzie, Bradley Wright-Phillips regularnie trafia do siatki (do stu goli w MLS brakuje mi jednego trafienia), a Alejandro „Kaku” Romero Gamarra notuje kolejne asysty (dwanaście w tym  sezonie). Podopieczni Chrisa Armasa wygrali 2:0, a NE Revolution oddali zaledwie jeden celny strzał. W tym tygodniu przegrali dwa mecze, ale wciąż znajdują się na miejscu premiowanym awansem do play-offów.

NY Red Bulls 2:0 NE Revolution (skrót)
1:0 Daniel Royer (Marc Rzatkowski) 69’
2:0 Bradley Wright-Phillips (Alejandro Romero Gamarra) 80’

Rapids wyrwali punkt w końcówce

Mecze Realu Salt Lake z Colorado Rapids to rywalizacja derbowa o wdzięcznej nazwie: Rocky Mountain Cup. Było to drugie spotkanie pomiędzy tymi drużynami w tym roku, w kwietniu RSL wygrali przed własną publicznością 3:0. Tym razem, choć gospodarze bardzo szybko wyszli na prowadzenie (Damir Kreilach 11’, Joao Plata 17’), padł remis. Po pierwszej połowie Real Salt Lake prowadził 2:1, ale w końcówce drugiej połowy gola na wagę remisu strzelił w 88’ Dilon Serna. Remis jak najbardziej oddaje przebieg spotkania, obie drużyny oddały po 13 strzałów (w tym sześć celnych).

Warto dodać, że Real Salt Lake grał bez swojego szkoleniowca. Mike Petke został zawieszony za ostatni atak na sędziów, gdzie skrytykował pracę arbitrów (warto zerknąć na podsumowanie poprzedniego tygodnia).

Mike Petke z koszulką od fanów RSL, na trybunach również było widać wsparcie dla trenera, fot. Twitter

Real Salt Lake 2:2 Colorado Rapids (skrót)
1:0 Damir Kreilach (Joao Plata) 11’
2:0 Joao Plata (Jefferson Savarino, Albert Rusnák) 17’
2:1 Jack McBean (rzut karny) 33’
2:2 Dillon Serna 88’

Najlepsza jedenastka 21. tygodnia MLS

Statystyki indywidualne po 21. tygodniu MLS tutaj
Sytuacja rookich w 21. tygodniu MLS

Tabela Konferencji Wschodniej

Tabela Konferencji Zachodniej

Autor: Kasia Przepiórka

Kasia Przepiórka
Redaktor Naczelna | Nie śpię po nocach, bo oglądam piłkę nożną... w USA, a za dnia o tym piszę. Z soccerem na dobre i na złe, od reprezentacji, przez MLS czy USL, aż do ligi uniwersyteckiej. Wbrew pozorom nie jestem szalona, zaglądam też na europejskie boiska (nie tylko w poszukiwaniu młodych talentów nadających się do reprezentacji USA). P.S. To prawda.

Zobacz również

Czas przełamań – podsumowanie 8. tygodnia MLS

Ostatni tydzień obfitował w wiele zadziwiających wyników i przełamań. Aż trzy z czterech drużyn, które ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *