niedziela , 25 Sierpień 2019
Newsy
Strona główna / MLS / Podsumowania tygodnia / Strzeleckie popisy – podsumowanie 5. tygodnia MLS

Strzeleckie popisy – podsumowanie 5. tygodnia MLS

Ostatni weekend obfitował w piękne bramki i wysokie wyniki. Fantastyczny debiut Alejandro Pozuelo, Sporting KC wysoko wygrał z Montrealem Impact, Carlos Vela zanotował hat-tricka, Rooney był górą w starciu z Nanim, a Houston Dynamo wygrali kolejny mecz. Na dobry początek jednak najpiękniejsze bramki 5. tygodnia MLS i przechodzimy do podsumowania.

Fenomenalny debiut Alejandro Pozuelo

W meczu z New York City FC zadebiutował nowy Designated Player Toronto FC – Alejandro Pozuelo. Hiszpan pokazał się z bardzo dobrej strony, całkowicie kradnąc show. To właśnie on był odpowiedzialny za większość ataków drużyny Grega Vanneya. Przy pierwszym golu zanotował asystę, w drugiej połowie pokonał Seana Johnsona przepięknym strzałem z rzutu wolnego w stylu Panenki, a kwintesencją jego występu była ostatnia bramka. Pozuelo jest trzecim piłkarzem w historii MLS, który w debiucie w MLS strzelił dwa gole i zanotował asystę (Fredy Montero – Seattle Sounders, 2009; Brian McBride – Columbus Crew, 1996).

Ostatecznie Toronto FC wygrali 4:0, bo w końcówce spotkania do siatki trafił jeszcze Jay Chapman. Jeżeli Pozuelo utrzyma formę, kibice TFC będą mogli powoli przestać rozpaczać po odejściu Sebastiana Giovinco. Kluczową rolę odgrywała w tym meczu również współpraca Jonathana Osorio z Pozuelo i Jozy Altidore, który wydaje się bardzo dobrze rozumieć z nowym zawodnikiem. Po trzech meczach Toronto FC mają na swoim koncie komplet zwycięstw. Dla New York City FC to pierwsza porażka w tym sezonie, ale ich bilans nie jest porywający (trzy remisy) i daje im zaledwie jedenaste miejsce na Wschodzie.

Toronto FC 4:0 New York City FC (skrót)

1:0 Jozy Altidore (Alejandro Pozuelo, Jonathan Osorio) 29’

2:0 Alejandro Pozuelo (rzut karny) 58’

3:0 Alejandro Pozuelo (Jonathan Osorio) 78’

4:0 Jay Chapman (Auro) 83’

Rekordowa wygrana Sportingu KC

Mecz z Montrealem Impact był dla Sportingu KC rozgrzewką przed półfinałowym meczem z Monterrey w Lidze Mistrzów CONCACAF. Piłkarze Petera Vermesa zdemolowali rywali, wygrywając aż 7:1! Zespół z Kanady nie miał zbyt wiele do powiedzenia.  To gospodarze kontrolowali przebieg spotkania i strzelali kolejne bramki. W efekcie spotkanie zakończyło się najwyższą wygraną w historii klubu i jedną z najwyższych w historii MLS.

Każdy z zawodników SKC zasługuje na wyróżnienie, ale na szczególne pochwały zasłużyli: Johnny Russell, Gerso, Felipe Gutiérrez i Krisztián Németh. Ten ostatni został pierwszym Węgrem w historii MLS, który ustrzelił hat-tricka. 30-letni napastnik gra naprawdę bardzo dobrze, a co ważniejsze wykorzystuje większość okazji, które stworzą mu koledzy. Aktualnie średnio co trzeci strzał kończy się golem.

Nie będę się znęcać nad Montrealem Impact, ale taki wynik nie przystoi nawet drużynie w osłabieniu. Trzeba jednak powiedzieć, że SKC są aktualnie jedną z najmocniejszych drużyn w lidze i pozostaje mieć nadzieję, że wykorzystają to w Lidze Mistrzów CONCACAF.

Sporting KC 7:1 Montreal Impact (skrót)

1:0 Johnny Russell 10’

2:0 Krisztián Németh (Gerso, Felipe Gutiérrez) 43’

3:0 Felipe Gutiérrez (Gerso, Roger Espinoza) 45’+2

4:0 Johnny Russell (Roger Espinoza) 50’

5:0 Krisztián Németh (Johnny Russell) 68’

6:0 Gianluca Busio 78’

7:0 Krisztián Németh (Ilie Sánchez) 84’

7:1 Saphir Taïder (Maximiliano Urruti, Daniel Lovitz) 89’

Hat-trick Veli, a Quakes mają problem

SJ Earthquakes w czwartym meczu tego sezonu notują czwartą porażkę i są na ten moment jedynym zespołem, który nie zdobył ani jednego punktu. Gra Quakes pozostawia wiele do życzenia i należy się zastanowić, czy jest chociaż jeden piłkarz, który gra na naprawdę wysokim poziomie. Śmiem twierdzić, że nie. Jednak Matías Almeyda po kolejnym fatalnym meczu tłumaczy się, że „produkt” będzie gotowy po czterech latach pracy. Alexi Lalas (były piłkarz, aktualnie ekspert Fox Sports) bardzo mocno skrytykował: „Teraz mówimy o długoterminowym planie: ‚to proces, zaufaj!’, ‚uwierz w plan!’, ‚miej wiarę, cierpliwość!’ – to jest właśnie to, co robią zdesperowani trenerzy (…). Długoterminowy plan?! Czteroletni plan?! Zjeżdżaj!”. Porażka 0-5 przed własną publicznością, która została zdominowana przez kibiców LAFC, też nie daje nadziei na lepsze jutro.

Pierwszym hat-trickiem w MLS popisał się Carlos Vela, a przypieczętował go przepięknym strzałem zza pola karnego. Gospodarze mogą się cieszyć, że skończyło się na „zaledwie” 0-5, bo piłkarze Boba Bradleya byli w stanie strzelić zdecydowanie więcej bramek. Aktualnie Carlos Vela ma na koncie sześć bramek i trzy asysty, plasując się na pierwszym miejscu w klasyfikacji strzelców, asystentów i klasyfikacji kanadyjskiej. 

Na wyróżnienie zasługują też fani Los Angeles FC, którzy na stadionie SJ Earthquakes nie dopuścili rywala do głosu. Około 1200 kibiców LAFC w wyjazdowym meczu wspierało swój zespół. Nawet jeżeli podróż samochodem zajmuje ok. 5,5 godziny, to 1200 fanów żyjących meczem przez całe spotkanie na stadionie rywala po prostu robi wrażenie.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

SJ Earthquakes 0:5 Los Angeles FC (skrót)

0:1 Carlos Vela (Mark-Anthony Kaye) 8’

0:2 Steven Beitashour (Eduard Atuesta) 26’

0:3 Carlos Vela (Diego Rossi, Adama Diomande) 45’+3

0:4 Carlos Vela (Steven Beitashour) 66’

0:5 Diego Rossi (Carlos Vela) 68’

Rooney górą w starciu z Nanim

W meczu Orlando City z D.C. United po raz pierwszy w MLS po dwóch stronach barykady stanęli Wayne Rooney i Nani. Początek spotkania należał do gości, którzy już w 6’ wyszli na prowadzenie po golu Birnbauma (dośrodkowywał z rzutu wolnego Rooney). I choć gospodarze wyglądali naprawdę dobrze, to jeszcze w pierwszej połowie wynik podwyższył Wayne Rooney, strzelając gola bezpośrednio z rzutu wolnego. Sporo kontrowersji wywołało samo odgwizdanie rzutu wolnego, ponieważ teoretycznie Dom Dwyer nie dotknął Rooneya, Anglik uniknął jednak kontaktu z rywalem, ponieważ faul mógłby się skończyć poważnym urazem kapitana D.C. United. Decyzja nie podobała się kibicom Orlando City, ale sędzia zachował się w tej sytuacji tak jak należy.

Nani rozgrywał najlepszy mecz do tej pory w MLS, ale to nie wystarczyło do zdobycia trzech punktów. Orlando City dominowali, ale obrona D.C. United spisywała się bardzo dobrze (nawet jeżeli w 15’ Morę musiał zastąpić Chris McCann). Dopiero wejście Chrisa Muellera dodało wiatru w żagle Lwom z Florydy, którzy atakowali raz po raz. W efekcie w 63’ do siatki trafił Dom Dwyer właśnie po asyście Chrisa Muellera, wcześniej kapitalne podanie posłał do niego Nani, notując asystę drugiego stopnia. DCU przetrwali jednak oblężenie w ostatnich minutach i są aktualnie najlepszą drużyną na Wschodzie.

Orlando City 1:2 D.C. United (skrót)

0:1 Steve Birmnbaum (Wayne Rooney) 6’

0:2 Wayne Rooney 30’

1:2 Dom Dwyer (Chris Mueller, Nani) 63’

Dublet Zlatana, błędy indywidualne zgubiły Timbers

Trudny to był mecz dla Galaxy, ale dokładnie rok po debiucie w MLS Zlatan Ibrahimović ponownie zapewnia zwycięstwo swojej drużynie. Dwa wywalczone karne i dwa gole. Ibra był bliski ustrzelenia hat-tricka, ale miał sporo pretensji do lewego obrońcy, który posłał do niego złą piłkę. W wywiadzie pomeczowym zaprezentował się więc w swoim stylu: „Powinienem strzelić (hat-tricka). Obiecałem mojemu synowi trzy gole, więc z powodu złego podania Jørgen (Skjelvik) musi teraz zapłacić mojemu synowi”.

Ostatecznie LA Galaxy wygrali 2-1 z Portland Timbers. Piłkarze Savarese’a w fantastyczny sposób rozklepali rywali, strzelając bramkę w końcówce pierwszej połowy, ale to nie wystarczyło. Drwale przegrali ten mecz przez błędy indywidualne (i Lucasa Melano, który zmarnował stuprocentową okazję w końcówce). Savarese zmienił ustawienie Portland Timbers pod LA Galaxy 4-3-2-1 przechodzące w 5-3-2 (5-2-2-1) i Timbers naprawdę utrudniali życie rywalowi. Wystarczy przytoczyć jedną statystykę: Galaxy oddali zaledwie dwa celne strzały. Błędy obrońców kolejny raz gubią jednak zespół z Oregonu.

LA Galaxy 2:1 Portland Timbers (skrót)

1:0 Zlatan Ibrahimović (rzut karny) 33’

1:1 Jeremy Ebobisse (David Guzmán, Diego Valeri) 44’

2:1 Zlatan Ibrahimović (rzut karny) 65’

Pierwszy punkt Whitecaps

Vancouver Whitecaps pierwszą drużyną, która w tym sezonie zatrzymała Seattle Sounders. Co prawda to „tylko” bezbramkowy remis, ale dla piłkarzy dos Santosa to pierwszy punkt w tym sezonie. Dyscyplina w defensywie opłaciła się Whitecaps, którzy przetrwali ataki Sounders zarówno na początku pierwszej, jak i drugiej połowy, a potem sami doszli do głosu i mogli kilka razy zaskoczyć Stefana Freia. Bramkarz spisywał się jednak bardzo dobrze, a w doliczonym czasie gry Kim Kee-Hee zatrzymał In-beoma Hwanga we własnym polu karnym, niwelując zagrożenie. Bardzo dobre zawody rozegrał debiutujący w Vancouver Whitecaps lewy obrońca – Ali Adnan. Oprócz niego świetnie w defensywie spisywał się Doneil Henry. Po trzech zwycięstwach z rzędu przyszła pora na remis piłkarzy Briana Schmetzera, ale wciąż pozostają niepokonani.

VWFC zatrzymali Sounders, zdobywając pierwszy punkt w sezonie, fot. Vancouver Whitecaps

Vancouver Whitecaps 0:0 Seattle Sounders (skrót)

Groźni i niesłusznie pomijani

Od początku sezonu dzieje się tak wiele, że niektórzy pomijają dokonania Houston Dynamo. Tymczasem piłkarze Wilmera Cabrery wygrali trzy mecze i jeden zremisowali, plasując się na trzecim miejscu w Konferencji Zachodniej. Jak po pierwszych meczach chwaliłam Colorado Rapids za styl gry, tak w ostatnim meczu z FC Dallas i teraz z Houston Dynamo zagrali po prostu bardzo słabo. Jeszcze w pierwszej połowie „popis” dali defensorzy Rapids, dwukrotnie trafiając do własnej siatki, a w dodatku już w 4’ gola strzelił wychowanek Dynamo – Memo Rodríguez (to już czwarte trafienie 23-latka). W drugiej części prowadzenie podwyższył Alberth Elis, który wcześniej asystował przy golu Memo i Houston Dynamo wygrywali już 4:0. Jedynego gola dla Colorado Rapids strzelił Kei Kamara z rzutu karnego. Anthony Hudson musi wyciągnąć wnioski z gry swojej drużyny, bo ustawienie 4-4-2 z diamentem w środku było wręcz misją samobójczą w meczu z Houston Dynamo, gdzie na skrzydle szarżuje Alberth Elis, a po drugiej stronie wtóruje mu Memo Rodríguez, wykorzystując wolne przestrzenie, które tworzą się przy takim ustawieniu Rapids.

Houston Dynamo nie przegrali jeszcze w tym sezonie meczu, fot Houston Dynamo

Colorado Rapids 1:4 Houston Dynamo (skrót)

0:1 Memo Rodríguez (Alberth Elis) 4’

0:2 Axel Sjöberg (gol samobójczy) 15’

0:3 Keegan Rosenberry (gol samobójczy) 34’

0:4 Alberth Elis (Mauro Manotas) 67’

1:4 Kei Kamara (rzut karny) 81’

Gra młodzież

Bardzo lubię obserwować mecze Realu Salt Lake z FC Dallas, bo mierzą się wówczas wychowankowie jednych z najlepszych akademii w kraju i nie można o tym zapominać. W tym spotkaniu górą byli FC Dallas i najnowszy „produkt” ich akademii, czyli Paxton Pomykal. 19-letni pomocnik strzelił w tym meczu swojego pierwszego gola w MLS, a potem dorzucił drugie trafienie. Na pochwały zasługuje również 18-letni napastnik – Jesús Ferreira. Kolejny wychowanek, który w tym meczu  pokazał się z dobrej strony. To właśnie on posłał świetne podanie do Michaela Barriosa na samym początku spotkania, to również on asystował przy drugim golu Pomykala i na koniec sam trafił do siatki. Tym razem piłkarze Realu Salt Lake musieli uznać wyższość rywala, a trzeba przyznać, że grę FC Dallas ogląda się w tym sezonie wyjątkowo dobrze.

Real Salt Lake 2:4 FC Dallas (skrót)

0:1 Carlos Gruezo (Michael Barrios, Jesús Ferreira) 1’

1:1 Jefferson Savarino (Sebastián Saucedo) 31’

1:2 Paxton Pomykal 32’

1:3 Paxton Pomykal (Jesús Ferreira, Ryan Hollingshead) 64’

2:3 Marcelo Silva (Albert Rusnák) 66’

2:4 Jesús Ferreira (Michael Barrios, Matt Hedges) 69’

Mistrzowie wciąż bez wygranej

To był naprawdę dziwny mecz. Po pierwsze o Ohio była w tym czasie okropna pogoda, a w Columbus lało jeszcze gorzej niż w Cincinnati. Nie zmienia to faktu, że już w 2’ do siatki trafił Pedro Santos. Później mecz przerwano, bo po prostu nie dało się grać w piłkę nożną. Kilka minut po wznowieniu gry wynik podwyższył Gyasi Zardes i na 2:0 ten mecz się zakończył. Atlanta United próbowała, ale świetnie między słupkami radził sobie Zack Steffen. Nie pomagała również woda na murawie, mecz momentami był po prostu parodią piłki nożnej. Frank de Boer próbował się tłumaczyć po spotkaniu, ale na niewiele się to zdało. Ostatecznie aktualny mistrz MLS wciąż bez wygranej i jakby tego było mało: na ostatnim miejscu w tabeli Konferencji Wschodniej.

Columbus Crew 2:0 Atlanta United (skrót)

1:0 Pedro Santos 2’

2:0 Gyasi Zardes (Robinho, Federico Higuaín) 39’

David Accam wraca do żywych

Najwyższa frekwencja podczas 5. tygodnia MLS? 25 867 kibiców pojawiło się na meczu FC Cincinnati, choć w Ohio lało w tym czasie niemiłosiernie. Warto również dodać, że na meczu Cincinnati Reds (MLB) z Brewers pojawiło się zaledwie 7 799 kibiców, co jest najniższym wynikiem w historii występów na Great American Ball Park. Cincinnati to miasto piłki nożnej. I choć tym razem piłkarze Alana Kocha przegrali z Philadelphią Union, to i tak mogli liczyć na wsparcie fanów.

Deszcz nie był straszny kibicom Cincy, fot. FC Cincinnati

Jim Curtin zmienił ustawienie Philadelphii Union z 4-4-2 z diamentem na 4-3-1-2 i trzeba powiedzieć, że przynosi to efekty. Na ten moment najważniejszym elementem tej układanki jest jednak David Accam, który po dublecie i asyście w poprzednim meczu z Columbus Crew, teraz ponownie wpisał się na listę strzelców i zanotował system przy bramce Marco Fabiána. To druga z rzędu wygrana Union, a 18-letni Brenden Aaronson zagościł na dłużej w podstawowej jedenastce drużyny z Pensylwanii.

FC Cincinnati 0:2 Philadelphia Union (skrót)

0:1 Marco Fabián (David Accam) 47’

0:2 David Accam 58’

Pierwsza wygrana Strażaków w sezonie

Veljko Paunović zmienił nieco pozycje kilku zawodnikom i tak: Bastian nie grał jako defensywny pomocnik, a środkowy obrońca. Johan Kappelhof nie grał na środku obrony, a na prawej obronie. Debiutujący wychowanek Strażaków – Jeremiah Gutjahr również nie grał w pomocy, a na lewej obronie. W pierwszym składzie po raz pierwszy w tym sezonie wystąpił też Mohammed Adams. Gra Chicago Fire nie należała do najlepszych, ale podobnie było w przypadku NY Red Bulls. Najważniejsza dla Strażaków jest jednak pierwsza wygrana w tym sezonie, nawet nieistotne jest, że po golu samobójczym i przeciętnej grze. W końcu to trzy punkty z jednym z mocniejszych rywali. Największym wygranym tego meczu jest Mo Adams, który był najlepszym zawodnikiem gospodarzy, a w środku pola radził sobie dużo lepiej od Bastiana. Wciąż pozostaje pytanie, jak będzie sobie radziła obrona w takim eksperymentalnym ustawieniu, bo Czerwone Byki oddały zaledwie jeden celny strzał i niemal w ogóle nie zagrażali bramce rywali.

Warto również dodać, że to pierwsza wygrana Chicago Fire z NY Red Bulls przed własną publicznością od 27 sierpnia 2015 roku, kiedy Fire wygrali z RBNY 3:2. Dwie bramki dla Strażaków strzelił wówczas Kennedy Igboananike, a trenerem ekipy był Frank Yallop. Tak, to było naprawdę dawno temu.

Strażacy wygrali pierwszy mecz w tym sezonie, fot. Chicago Fire

Chicago Fire 1:0 NY Red Bulls (skrót)

1:0 Tim Parker (gol samobójczy) 48’

Pojedynczy zryw, czy Revs stać na dobre granie?

W poprzednim tygodniu NE Revolution rozegrali naprawdę bardzo słaby mecz z FC Cincinnati, który przegrali, grając w optymalnym składzie, z osłabionym rywalem. Nie świadczy to najlepiej o Revs. W meczu z Minnesotą United pokazali się jednak z zupełnie innej strony, a po przeciętnym meczu z Cincy do pracy ponownie wziął się Carles Gil, biorąc ciężar gry na swoje barki. Nowy nabytek NE Revolution bardzo dobrze radzi sobie w MLS i ciągnie za uszy swoich kolegów. Co prawda po golu Jalila Anibaby stan rywalizacji wyrównał z rzutu karnego Darwin Quintero, ale w drugiej połowie do siatki trafił Brandon Bye (#8 SuperDraftu 2018), a przy tej bramce asystował m.in. DeJuan Jones (#11 SuperDraftu 2019), dla którego był to pierwszy mecz w wyjściowej jedenastce w MLS. Po serii niepowodzeń piłkarze Brada Firedela w końcu wygrali mecz. Z kolei dla Loons jest to druga porażka z rzędu, ale już niedługo zagrają na swoim nowym stadionie, gdzie zapewne pokażą się z dużo lepszej strony niż w ostatnim spotkaniu.

NE Revolution 2:1 Minnesota United (skrót)

1:0 Jalil Anibaba (Carles Gil) 10’

1:1 Darwin Quintero (rzut karny) 26’

2:1 Brandon Bye (Teal Bunbury, DeJuan Jones) 62’

Najlepsza jedenastka 5. tygodnia MLS

Sytuacja Polaków i byłych zawodników Ekstraklasy

CHICAGO FIRE

Przemysław Frankowski (ex Jagiellonia Białystok) – 90 minut

Nemanja Nikolić (ex Legia Warszawa) – 80 minut

FC CINCINNATI

Przemysław Tytoń – poza kadrą meczową (uraz)

HOUSTON DYNAMO

Romell Quioto (ex Wisła Kraków) – poza kadrą meczową (uraz) 

SJ EARTHQUAKES

 Vako Qazaishvili (ex Legia Warszawa) – 45 minut

FC DALLAS

 Zdeněk Ondrášek (ex Wisła Kraków) – 8 minut

Tabela Konferencji Wschodniej

Tabela Konferencji Zachodniej

Sytuacja rookich w 5. tygodniu MLS

Zawodnicy z rocznika ’97 i młodsi, którzy zagrali w 5. tygodniu MLS

Od początku sezonu (pięć tygodni) na boiskach MLS pojawiło się łącznie 77. piłkarzy z rocznika ’97 lub młodszych, a 34. z nich to wychowankowie, co stanowi ok. 44%.

Podczas 5. tygodnia MLS

1⃣2⃣ meczów
4⃣5⃣ piłkarzy
2⃣7⃣ w podstawowej XI
1⃣6⃣ w pełnym wymiarze czasowym
1⃣9⃣ wychowanków
1⃣0⃣ wybranych w SuperDrafcie
2⃣3⃣🇺🇸

Autor: Kasia Przepiórka

Kasia Przepiórka
Redaktor Naczelna | Nie śpię po nocach, bo oglądam piłkę nożną... w USA, a za dnia o tym piszę. Z soccerem na dobre i na złe, od reprezentacji, przez MLS czy USL, aż do ligi uniwersyteckiej. Wbrew pozorom nie jestem szalona, zaglądam też na europejskie boiska (nie tylko w poszukiwaniu młodych talentów nadających się do reprezentacji USA). P.S. To prawda.

Zobacz również

Półmetek za nami – podsumowanie 17. tygodnia MLS

Połowa sezonu Major Leauge Soccer już za nami. Siedemnaście tygodni, ponad 200 rozegranych meczów, a ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *