wtorek , 23 Kwiecień 2019
Newsy
Strona główna / MLS / Drużyny MLS / Colorado Rapids / Wciąż za plecami najlepszych – podsumowanie sezonu Colorado Rapids

Wciąż za plecami najlepszych – podsumowanie sezonu Colorado Rapids

Colorado Rapids przeszli szereg zmian przed sezonem 2018. Nowy szkoleniowiec, sporo nowych twarzy, zmiana taktyki i tylko jedno się nie zmieniło: wciąż grali bardzo przeciętnie, żeby nie powiedzieć słabo. Kibice dostali kolejny sezon, w którym ich drużyna dostosowywała się do wymagań ligi. Niestety tych sprzed kilku sezonów. W efekcie gra Rapids uległa nieznacznej poprawie, ale większość drużyn ponownie im odjechała.

Podsumowanie sezonu 2018

➡️ Kilka słów po sezonie regularnym

➡️ Nagrody indywidualne

➡️ SJ Earthquakes

Przed startem sezonu napisałam w Przewodniku Kibica takie słowa:

Z oglądaniem meczów Colorado Rapids jest jak z serialem. Najpierw odpalasz zwiastun (patrzysz na transfery w preseasonie) i mówisz sobie: „Dobra, może coś z tego będzie”. Potem przychodzi chwila prawdy i odpalasz pierwszy odcinek (mecz). Liczyłeś na „Grę o Tron”, a dostałeś „Koronę Królów”. 

Niestety okazało się, że moje przewidywania się sprawdziły. Nie spodziewałam się fajerwerków w pierwszym sezonie pracy Anthony’ego Hudsona, ale nie spodziewałam się też, że tak wiele transferów okaże się najzwyczajniej w świecie niewypałami. Każdy szkoleniowiec ma u mnie kredyt zaufania i czas na zbudowanie drużyny po swojemu. Kiedy jednak dostajesz pełne zaufanie i możliwość ściągnięcia wielu zawodników, z których ostatecznie przekonuje cię w zasadzie tylko jeden, to coś musiało pójść nie tak…

Wzmocnienia, które okazały się osłabieniem

Do drużyny dołączyło naprawdę wielu graczy, o większość z nich zabiegał sam trener. Na papierze wyglądało to przyzwoicie, ale problemy zaczęły się, kiedy większość z nich pojawiła się na boisku i okazało się, że wcale nie jest tak kolorowo. Ja rozumiem, że ściągnięcie bardzo dobrych piłkarzy do jednej z najgorszych drużyn w lidze, grającej w dodatku w mało atrakcyjnym stanie nie należy do najłatwiejszych zadań, ale umówmy się: ktoś za to dostaje pieniądze, ponieważ „zna się na swojej robocie”. Zatem ściągniecie dobrych graczy naprawdę nie graniczy z cudem. Tymczasem do zespołu dołączyli zawodnicy, po których może i sporo sobie obiecywano, ale oczekiwań z pewnością nie spełnili. Poniżej kilka przykładów piłkarzy, którzy dołączyli do Colorado Rapids i dzisiaj raczej nikt nie uznaje ich za wybitne wzmocnienia.

Piłkarz Poprzedni klub Pozycja Wiek Zarobki
Yannick Boli Dalian Yifang (Chiny) napastnik 30 $907 499,96
Kip Colvey SJ Earthquakes prawy obrońca 24 $67 500
Johan Blomberg AIK (Szwecja) prawy pomocnik 31 $239 808
Jack Price Wolverhampton Wanderers (Anglia, 2. liga) środkowy pomocnik 25 $407 499,96
Danny Wilson Rangers FC (Szkocja) środkowy obrońca 26 $540 000
Deklan Wynne Vancouver Whitecaps obrońca 23 $67 500
Sam Nicholson Minnesota United skrzydłowy 23 $311 456
Giles Barnes
Club León napastnik 30 $200 000
Joe Mason Wolverhampton Wanderers (Anglia, 2. liga) napastnik 27 wypożyczenie

*wiek zawodników podczas rozgrywek 2018

**oficjalne dane dot. zarobków za rok 2018 (skala roczna)

Yannick Boli był hucznie zapowiadany jako były piłkarz PSG. Piłkarz, który rozegrał w pierwszej drużynie 77 minut. Naprawdę imponujące, podobnie jak jego dwa gole w barwach Colorado Rapids… Kip Colvey miał być ciekawym wzmocnieniem przy zmianie ustawienia na 3-5-2. Okazało się, że rozegrał 208 minut, a po sezonie zakończył karierę. Johan Blomberg miał zachwycać w środku pola i imponować swoim doświadczeniem z europejskich boisk. No cóż, coś poszło nie tak. Rozegrał większość spotkań z powodu braku alternatywy. Jack Price również nie zachwycił. Owszem grał na przyzwoitym poziomie i to jest słowo klucz. Nie było tutaj wielkiego „WOW”. Ot, przyzwoity zawodnik. Danny Wilson miał tworzyć blok defensywny i być jego ważną częścią. Grał, bo nie było lepszych od niego, ale popełniał też dużo błędów (o czym będzie trochę później). Deklan Wynne to piłkarz, którego trener znał jeszcze z czasów gry w reprezentacji Nowej Zelandii. Nie jest to jednak zawodnik, który rozegrał fenomenalny sezon i dodał drużynie jakości. Sam Nicholson dołączył do Rapids z Minnesoty United i choć zarobki miał całkiem przyzwoite jak na jego umiejętności, to umówmy się: niczego wielkiego i powalającego na kolana nie pokazał. A szkoda, bo miał potencjał na odrobinę więcej. Joe Mason spędził w MLS pół roku na zasadzie wypożyczenia. Pół roku bez większej historii, choć i tak był ważniejszym piłkarzem niż Yannick Boli. Nie zmienia to faktu, że nie został snajperem, którego Colorado Rapids tak bardzo potrzebowali. Nie jestem też w stanie zrozumieć transferu Gilesa Barnesa z Club León. $200 000 za 12 meczów i 0 goli. Świetny transfer, naprawdę świetny.

To tylko część transferów, do tego dochodzą przecież wybory w SuperDrafcie, wymiany czy wychowankowie. Nie można jednak powiedzieć, że wszystkie ruchy Colorado Rapids na rynku transferowym były złe. To byłoby spore nadużycie. Niemniej, znacząca ich część to po prostu rozczarowanie.

Co zatem się udało?

Najważniejszym wzmocnieniem Colorado Rapids był bez wątpienia Edgar Castillo, który został wypożyczony z meksykańskiego Monterrey. 31-letni wówczas piłkarz świetnie spisywał się na jako wahadłowy skrzydłowy i bardzo szybko wyrósł na czołową postać ligi na swojej pozycji. Na lewej stronie mógł z nim rywalizować w zasadzie tylko Kemar Lawrence (NY Red Bulls). Gdyby nie on Colorado Rapids graliby znacznie gorzej. To on strzelił trzy gole i asystował przy kolejnych sześciu. Zdecydowanie najjaśniejszy punkt całej drużyny i MVP tego sezonu.

Znacznie gorzej ma się sytuacja jeżeli chodzi o młodych piłkarzy. Teoretycznie Kortne Ford ma 23 lata, ale raczej nie będziemy o nim mówić w kwestii wielkiego odkrycia. Miał wejść na kolejny poziom, ale na początku sezonu leczył uraz, w drugiej części dochodził do siebie i w efekcie rozegrał mniej spotkań niż w 2017 roku. Trudno wybrać jednego piłkarza, który pokazałby coś więcej i to na dłuższą metę. Z bardzo ciekawej strony dał się jednak poznać Cole Bassett. 17-letni wychowanek zadebiutował w końcówce sezonu i to jego należałoby uznać za młodego wilka w tym zespole. Inna sprawa, że nie miał konkurencji.

Nowe ustawienie, stare problemy

W poprzednich sezonach Colorado Rapids grali głównie 4-5-1 lub 4-2-3-1. Po przyjściu Athony’ego Hudsona wszystko się zmieniło. Od samego początku było wiadomo, że zespół zmieni ustawienie na 3-5-2, co bardzo często wyglądało jednak na 5-3-2. Rapids nie zmienili całkowicie swojej gry. Owszem wyglądało to nieco ciekawiej, ale wciąż mieli sporo problemów. Obrona nie była zbyt szczelna, a defensorzy popełniali zbyt wiele błędów, szczególnie w pojedynkach jeden na jeden. Tim Howard miał ręce pełne roboty i choć był trzecim bramkarzem z największą liczbą interwencji (119), to nawet on nie był w stanie zatrzymać wszystkich piłek. To jest po prostu niemożliwe.

Nie mówię już o strzelanych golach, bo tych wciąż brakowało. 36 bramek w 34. meczach! Najmniej w całej lidze… Najwięcej goli (4) strzelił środkowy obrońca – Tommy Smith! Przecież to jest żart, w dodatku jeden z tych nieśmiesznych. Co prawda Dominique Badji miał na koncie siedem trafień, ale w wyniku trade’u trafił do FC Dallas. Jego więc nie uwzględniam w tej klasyfikacji. Powiedzmy sobie szczerze – atak Colorado Rapids w tym sezonie nie istniał. Dołóżmy do tego beznadziejne transfery, co ustaliliśmy już wcześniej, przeciętną obronę, zmianę systemu gry, kontuzje graczy, którzy mieli grać pierwsze skrzypce i zapowiadali się naprawdę ciekawie (chociażby Kortne Ford, Marlon Hairston) i mamy gotowy przepis na katastrofę.

Podobny obraz
Frustracja – to w dużej mierze obrazuje sezon 2018 w wykonaniu Colorado Rapids, fot. abc13.com
Kellyn Acosta i kolejne zmiany

Jedną z najważniejszych wiadomości w letnim okienku transferowym był trade (wymiana) z Colorado Rapids w roli głównej. Dominique Badji przeszedł do FC Dallas w zamian za Kellyna Acostę. FC Dallas otrzymali dodatkowo International roster spot do 2019 i wybór w pierwszej rundzie Draftu 2019. Był to bez wątpienia jeden z najbardziej nieoczekiwanych ruchów na rynku transferowym. Początek sezonu Acosta spędził na leczeniu kontuzji, a potem wcale nie było lepiej. Dodajmy do tego ogromną konkurencję w środku pola i Acosta poszedł w odstawkę, z czego skrzętnie skorzystali Colorado Rapids.

Anthony Hudson bardzo szybko zdecydował się też na zmianę ustawienia na 4-4-2 z diamentem w środku. Poniżej ustawienie Colorado Rapids w meczu z LA Galaxy, który wygrali 2-1, a bramkę strzelił m.in. właśnie Kellyn Acosta.

Kellyn Acosta idealnie czuje się w ustawieniu 4-4-2 z diamentem, to przez niego Anthony Hudson zdecydował się zrezygnować z 3-5-2. Pisałam już wcześniej, że transfery to w większości niewypały. Najlepiej niech świadczy o tym fakt, że w podstawowym składzie grał przez większość sezonu 28-letni Enzo Martínez, który dołączył z USL (Charlotte Independence) i wcześniej nie zadebiutował w MLS. To chyba najlepiej świadczy o poziomie reszty zawodników. Widać też gołym okiem, że nie są to zawodnicy, którzy dysponują wysokimi umiejętnościami technicznymi. W ustawieniu 4-4-2 byli zmuszeni do krótkich, prostych podań i pressingu. Nie musieli zbyt dużo myśleć, nie mieli też tylu okazji do popełniania błędów.

Trochę inaczej wyglądała sytuacja z Acostą. Trudno określić, w czym się specjalizuje. To piłkarz wszechstronny, który może zagrać na wielu pozycjach i tak rzeczywiście było (strzałki na żółto oznaczają, że w innych meczach zmieniał pozycję w tym ustawieniu). Bezsensowne jest ograniczanie Acosty do jednego zadania, akurat on wbrew pozorom w diamencie czuje najwięcej wolności, co przynosi drużynie najwięcej korzyści. Acosta w przeciwieństwie do kolegów w takim ustawieniu mógł pokazać pełny wachlarz swoich umiejętności. Teoretycznie gra w takim ustawieniu może ograniczyć zawodnika, ale w pozwala też grać instynktownie, co w przypadku Kellyna Acosty daje czystą radość z gry i odrobinę magii. Colorado Rapids i diament to jedno z lepszych połączeń. Pomagał słabszym graczom i wydobywał z najlepszych to, czego obserwatorzy MLS oczekiwali. Na nieszczęście było to dopiero w końcówce sezonu i na odrabianie strat było już najzwyczajniej w świecie za późno. 

Cole Bassett i Kellyn Acosta – zawodnicy, którzy w przyszłym sezonie mogą stanowić o sile drużyny, fot. Ron Chenoy/USA TODAY Sports
Wyciągnąć wnioski i dogonić rywali

31 punktów, 36 zdobytych bramek i 63 stracone bramki, zaledwie osiem wygranych i dziewiętnaście porażek – to bilans Colorado Rapids w sezonie 2018. Tragiczny to mało powiedziane. Tylko SJ Earthquakes (21) i Orlando City (28) zdobyli mniej punktów, co wcale nie jest powodem do dumy.

Pisałam na początku, że Rapids próbowali dogonić rywali. Problem w tym, że kiedy oni zrobili dwa kroki do przodu, to przeciwnicy zrobili tych kroków przynajmniej dwa razy więcej. Nie twierdzę, że Anthony Hudson jest złym trenerem, ale nadchodzący sezon musi w końcu przynieść zmiany, na które wszyscy tak bardzo czekają. I nie chodzi mi tutaj o bicie rekordów transferowych czy wiele wzmocnień. Niech to będą nawet cztery ruchy, ale takie, które przyniosą konkretne efekty. Tak, bez transferów się nie obędzie. Nie obędzie się też bez nowego napastnika, a najlepiej dwóch. Nie wymagam fajerwerków, wymagam normalności.

Autor: Kasia Przepiórka

Kasia Przepiórka
Redaktor Naczelna | Nie śpię po nocach, bo oglądam piłkę nożną... w USA, a za dnia o tym piszę. Z soccerem na dobre i na złe, od reprezentacji, przez MLS czy USL, aż do ligi uniwersyteckiej. Wbrew pozorom nie jestem szalona, zaglądam też na europejskie boiska (nie tylko w poszukiwaniu młodych talentów nadających się do reprezentacji USA). P.S. To prawda.

Zobacz również

Bez przerwy reprezentacyjnej – podsumowanie 28. tygodnia MLS

Pisaliśmy już nie raz, że MLS nie respektuje przerw reprezentacyjnych FIFA. W tym czasie w ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *