Newsy
Strona główna / MLS / Aktualności / Zapowiedź finału MLS Cup
fot. amerykanskapilka.pl

Zapowiedź finału MLS Cup

Do najważniejszego meczu sezonu zostały już ostatnie dni i godziny. Nieprzewidywalność Major League Soccer potwierdza obecność w finale MLS Cup drużyn, których w marcu niewielu typowało jako mistrzów swoich konferencji. Dzisiaj już wiemy, że czeka nas historyczna rozgrywka o tytuł mistrza MLS. Po raz pierwszy na samym szczycie znajdzie się ktoś, kto jeszcze nigdy tam nie był.

Finał debiutów – po raz pierwszy x5

Po raz pierwszy w historii w finale wystąpi kanadyjski zespół, ale o tym wiedzieliśmy już po półfinałach Konferencji Wschodniej. Dzisiaj wiemy, że tą drużyną jest Toronto FC, a BMO Field będzie pierwszym kanadyjskim stadionem, gdzie zostanie rozegrany mecz o mistrzostwo Major League Soccer. W nocy z 10 na 11 grudnia po raz pierwszy smaku finału MLS Cup zasmakują także piłkarze Seattle Sounders, którzy dostąpią tego zaszczytu po ośmiu latach walki w play-offach. W końcu, tak znowu użyję tego wyrażenia, po raz pierwszy w finale zagrają zespoły, które dołączyły do ligi po jej założeniu. Sezon 2016 zaskoczył chyba wszystkich, ale przecież jesteśmy w MLS, nieprawdaż?

Gwiazdorskie pojedynki

Pierwszym pojedynkiem będzie bez wątpienia starcie trenerów. Dwaj wybitni szkoleniowcy doprowadzili swoje drużyny do upragnionego miejsca, ale żaden z nich nie odpuści na ostatniej prostej. Pomiędzy Gregiem Vanneyem i Brianem Schmetzerem będzie iskrzyło już od pierwszych minut.

Im dalej w skład tym więcej gwiazd. Za plecami obu szkoleniowców aż roi się od prawdziwych perełek. Plejada gwiazd i gwiazdeczek. Blask niektórych ostatnio przygasł, innych mieni się w pełnym świetle. Sebastian Giovinco, Jozy Altidore, Michael Bradley, Cooper czy Ricketts staną naprzeciw Nicolása Lodeiro, Jordana Morrisa, Osvaldo Alonso czy Nelsona Valdeza. To po prostu musi skończyć się fantastycznym widowiskiem!

Sebastian Giovinco w ostatnim starciu z Montrealem Impact nie był sobą. Nie do takich występów przyzwyczaił nas Włoch. Bardzo możliwe, że przełamie się w najważniejszym meczu sezonu, bo razem z Altidore mogą stworzyć zabójczy duet. Po drugiej strony barykady już czai się Jordan Morris i Nicolás Lodeiro. Doświadczenie Michaela Bradleya i Osvlado Alonso nie da się zastąpić nawet największymi gwiazdami światowego formatu. To ci piłkarze, którzy nawet w najgorszych momentach są w stanie odwrócić losy spotkania na korzyść swojego zespołu. W cieniu tych największych czekają już młodzi, którzy swoje szanse potrafią wykorzystać jak mało kto. Spójrzmy chociażby na Armando Coopera czy Rickettsa, który, wchodząc z ławki, regularnie zdobywa bramki dla Toronto FC. Czyj blask przyćmi przeciwka w finale MLS Cup? Tego dowiemy się już w nocy z soboty na niedzielę.

O finałach konferencji oraz o finale MLS Cup porozmawialiśmy w podcaście
Gdybania ciąg dalszy

Możemy rozpatrywać przeróżne okoliczności, które być może będą miały wpływ na finał, ale wyniku nie będzie w stanie przewidzieć nawet wieszcz z popularnego ostatnimi czasy serialu Vikings.  Wyobraźcie sobie, że na konferencji pierwsze pytanie, jakie zostało zadane przez dziennikarzy, dotyczyło… pogody. Kapitan Toronto FC wybrnął z sytuacji w bardzo inteligentny sposób. Na boisku przeważy serce, oddanie oraz umiejętności. Niektórzy dopatrują się jeszcze dłuższego odpoczynku Seattle Sounders. W końcu piłkarze Briana Schmetzera wcześniej rozegrali rewanżowe starcie z Colorado Rapids, a zawodnicy Toronto musieli grać kilka dni później, w dodatku w dogrywce.

Teorie „spiskowe” mnożą się z każdą godziną, ale czy to wszystko jest naprawdę aż tak istotne? Przed nami ostatni mecz sezonu. Mecz wyjątkowy i pod wieloma względami historyczny. Czeka nas wspaniałe widowisko, podczas którego piłkarze zostawią na boisku serce. Tu nie będzie piłkarskich szachów, liczy się tylko zwycięstwo! 

fot. facebook.com/MLS
Adam Kotleszka, komentator Eurosportu:

W tym finale wszystko będzie pierwsze. Zarówno dla Toronto, jak i Seattle to będzie pierwsze podejście do MLS Cup, któraś z drużyn pierwszy raz wygra MLS Cup, który pierwszy raz rozgrywany jest na kanadyjskiej ziemi – pierwszy raz z udziałem kanadyjskiego zespołu. To również pierwszy finał (na 21!), w którym udział wezmą dwie tzw. „expansion team”, czyli drużyny niebędące w MLS od 1996, tylko dołączały do ligi w kolejnych latach. W Toronto jakby wiedzieli, że to będzie przełomowy sezon – przed sezonem BMO Field zostało pięknie odświeżone za bagatela 150 milionów dolarów. Dobito do 30 tysięcy miejsc, zbudowano dach nad trybunami oraz powiększono szatnie i pomieszczenia dla drużyn. Umożliwiono również dostawienie 6 tysięcy miejsc na specjalne wydarzenia , więc na stadion może wejść nawet 36 tysięcy widzów i tak będzie w sobotę. Co do szans poszczególnych drużyn, to jak zwykle staram się zachować obiektywizm, ale papierowym faworytem jest Toronto. Nie tylko ze względu na własne boisko, ale i potencjał. Bradley, Altidore, Giovinco + ludzie od czarnej roboty, czyli Johnson i Moor gwarantują jakość. Za Seattle przemawia za to forma – drużyna właściwie od sierpnia wciąż jest na krzywej wznoszącej i nie przeszkodziła temu nawet dramatyczna strata Dempseya. Lodeiro jest najlepszym transferem tego roku, Morris najlepszym Rookie, Alonso od lat jest w ścisłej czołówce defensywnych pomocników ligi. Tutaj też jest kim straszyć. Stawiam na szalony mecz z dużą liczbą bramek i minimalnym zwycięstwem którejś ze stron.

Uwaga! Proszę wszystkich czytelników o niewzorowanie się na mojej eksperckiej opinii, gdyż istnieje pewne prawdopodobieństwo, że będzie ona błędna.

Z poważaniem,

Wiktor Sobociński

Seattle Sounders i Toronto FC. Któż by przypuszczał, nieprawdaż? Ten finał utwierdza mnie w przekonaniu, że Sokrates był jednak mądrym człowiekiem, a jego legendarny cytat „Wiem, że nic nie wiem” idealnie pasuje do sytuacji, w jakiej znalazłem się w już w początkowej fazie play-offów i w jakiej znajduję się po dziś. Gdyby ktoś powiedział mi w marcu, że w finale zagrają te dwa zespoły, kazałbym mu popukać się w czoło i w ramach kary za głoszenie herezji obejrzeć wszystkie odcinki „Mody na Sukces”. Nikt nie spodziewał się takiego finału i na dobrą sprawę nikt nie jest na tyle odważny, by postawić ogromne pieniądze na jednych bądź drugich. Faworyta nie ma. Bądźmy szczerzy. Dodatni bilans Sounders we wcześniejszych spotkaniach jest tylko statystyką i to mało istotną. To samo tyczy się przewagi doświadczenia, gdyż dla obu drużyn jest to „pierwszy raz” w tej fazie rozgrywek i poprzednie siedem sezonów uwieńczonych play-offami dla ekipy z Seattle nie odrywa w tym przedstawieniu żadnej znaczącej roli, a jest tylko smaczkiem dla dziennikarzy, którzy muszą o czymś napisać. Prawie wszystkie plusy jednych są porównywalne z atutami drugich, jednak musimy pamiętać o dwóch ważnych rzeczach. Finał gramy w Toronto a Greg Vanney ma ławkę o podobnym potencjale do pierwszego składu. W tym starciu może wydarzyć się absolutnie wszystko, jednak wydaję mi się, że kanadyjska drużyna wyjdzie z tego starcia z tarczą.

Autor: Kasia Przepiórka

Redaktor Naczelna | Nie śpię po nocach, bo oglądam piłkę nożną... w USA, a za dnia o tym piszę. Z soccerem na dobre i na złe, od reprezentacji, przez MLS czy USL, aż do ligi uniwersyteckiej. Wbrew pozorom nie jestem szalona, zaglądam też na europejskie boiska (nie tylko w poszukiwaniu młodych talentów nadających się do reprezentacji USA). P.S. To prawda.

Zobacz również

Adam Buksa – analiza ligowych goli w sezonie 2022

Cztery bramki (najwięcej w zespole) w tym sezonie MLS zdobył nasz reprezentant Adam Buksa grający ...

1 Komentarz

  1. Stawiam na Toronto wydają się nieco mocniejsi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Discover more from Amerykańska Piłka

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading