niedziela , 24 października 2021
Newsy
Strona główna / MLS / Aktualności / Gold Cup – sztylet, który przeszył nasze serca

Gold Cup – sztylet, który przeszył nasze serca

Czuję niedosyt. Wiedziałem, że tak będzie, jeżeli Jamajka nie wygra tego meczu, bo jednak drugi przegrany finał z rzędu (a licząc Puchar Karaibów to nawet trzeci) musi boleć. Wygrał zespół lepszy i co do tego nie można mieć żadnych wątpliwości. Bruce Arena miał w swojej talii wyższe karty i wykorzystał pod koniec drugiej połowy. Whitmore przyjął to z pokerową twarzą, mając świadomość, że w pewnym etapie popełnił błąd, błąd brzemienny w skutkach.

Tak właśnie ułożony jest świat, każdy mur, choćby zbudowany z najtrwalszych materiałów, musi w końcu puścić. Nawiązując do poprzedniego tekstu i analogii bokserskiej – każda garda też kiedyś puści, bo nic nie jest niezniszczalne, nawet obrona broniącej się do upadłego reprezentacji Jamajki.

Owszem jestem szczęśliwy z tego, że Theo wyrzucił angielski szrot bez wielkich ambicji. Jestem szczęśliwy, że dotarł aż do finału, z prawdopodobnie najgorszym składem The Reggae Boyz ostatnich lat (przynajmniej 6/7, jak nie 10). Jestem szczęśliwy, że stawia na zawodników ambitnych i głodnych walki na boisku, ale konserwatyzm i lokalny patriotyzm zamknął pewną furtkę, której tym składem, nie dało się otworzyć. Jest jeszcze za wcześnie? A może już za późno? W tym momencie ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Wszystko się zaczyna, wszystko się kończy. Dla niektórych jest jeszcze za wcześnie (Powell, Lambert, Nicholson), a dla innych to była być może ostatnia szansa (Watson, Johnson), przez co odejdą z kadry niespełnieni.

Dla nas to jak finał mistrzostw świata” –  Theodore Whitmore

Nie ma się co dziwić, w końcu kadra Jamajki, zamiast pójść do przodu po udziale we francuskim mundialu (1998 rok), została 50 lat za murzynami i co najmniej od dekady, próbuje się odbić. Drugi raz z rzędu jest blisko, ale co z tego. W 2015 roku (Historyczny Sukces Jamajki) pisałem o tym, że być może jesteśmy świadkami rewolucji w strefie CONCACAF, a może po prostu to jednorazowy wyskok. Przez 24 miesiące sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Schafer zbudował ciekawy zespół, ale tylko na chwilę, bo nie zachowywał się konsekwentnie. Nie wdrożył swojej koncepcji do mózgów lekkoduchów i poległ przez to doszczętnie. Eliminacje do Mistrzostw Świata w 2018 miały być kolejnym krokiem naprzód, swego rodzaju spacerkiem. Może nie spacerkiem, ale podejrzewałem, że czwórka Ameryki Północnej i Środkowej, nam się ukształtowała: USA, Meksyk, Jamajka, Kostaryka. Moja naiwność mnie przeraża. Porażka z Haiti to już nieśmieszny żart.

Dla mnie stało się jasne, że z tej mąki chleba nie będzie, a całego raka reprezentacji trzeba jak najszybciej wyciąć, zanim się to rozprzestrzeni. Na miejsce Niemca, przyszedł ten, który choćby się waliło i paliło, zawsze wróci. Nie będzie nikomu słodził, nie będzie głaskał po główkach, będzie surowy i chłodny, ale postawi na swoich i nawet jeżeli wyniki nie będą satysfakcjonujące, to wszyscy będą zadowoleni. Powołania na Gold Cup mnie zaskoczyły, bo nie spodziewałem się, że Tappa postawi na aż tak eksperymentalny skład, w którym liderem w polu jest Darren Mattocks. Temat Mattocksa powraca jak bumerang, ale nie mogę o nim powiedzieć złego słowa i sam się sobie dziwie, bo w MLS rzadko kiedy mogę powiedzieć o nim dobre słowo. W każdym razie skład był złożony z piłkarzy grających w USA i na Jamajce. Gdzie Austin? Gdzie Hector? Gdzie Morgan? Piszę o tym nie bez powodu, bo spoglądając na sytuację z perspektywy całego dnia po finale, rozumiem, że teoretycznie to nie miało prawa się udać. Zmiany w celu poprawienia są dobre. Zmiany w celu odmłodzenie, też są dobre, acz długotrwałe. W obu przypadkach wygląda to następujące – trener powołuje coraz to nowych zawodników i wdraża im koncepcje, pozwala im się „zaaklimatyzować”, w obecności powoli odchodzących starszych zawodnikach. A Whitmore przeprowadził zmiany błyskawicznie. Ze starej gwardii pozostał Mattocks, Blake, Watson, Taylor i może jeszcze Lawrence. Pozostali albo przez lata grali ogony, albo w ogóle nie grali, wchodząc do kadry z marszu.

W tym momencie słowa Theodore’a Whitmore’a nabierają zupełnie nowego znaczenia – nie dość, że jesteśmy maluszkami z Karaibów (chłopcy do oklepania przez większe reprezentacje), to jeszcze przyjeżdżamy do Stanów z całkiem nowym eksperymentem. Mission Imposible.

Jestem przekonany, że większość z was nie oglądała tego meczu i czeka na jakieś krótkie streszczenie. Stwierdziłem, że będzie ciekawiej, jak Jakub Soska podzieli się swoimi na pewno ciętymi i jakże trafnymi spostrzeżeniami na temat finału i całego turnieju i szczerze mówiąc, zrobił to w sposób fenomenalny.

Jakub Soska, @MLS Polska

Podczas meczu zacytowałem na Twitterze zdjęcie ogromnej kępy trawy wystającej z płyty boiska, wpis okrasiłem podpisem „Jaki turniej, taka murawa”. Sytuacja miała miejsce na samym początku pierwszej połowy, wówczas miałem nadzieję, że zmienię nieco bieg historii i chociaż finałowe starcie dostarczy nam dużo emocji i uniesień. Och jakże ja byłem głupi. Pierwsza połowa wołała o pomstę do nieba. Dłużące się w nieskończoność 45 minut spowodowało, że zrobiłem więcej niż przez ostatni miesiąc. Najciekawszymi rzeczami chciałem się podzielić:

1. Rozszyfrowałem skrót Gold Cup:

G arbaty

O ciężały

L eniwy

D obijający

C apiący

U pierdliwy

P araliżujący

(Turniej)

2.  Napisałem dwie książki kucharskie

3.  Przesłuchałem całą dyskografię Krzysztofa Krawczyka począwszy od 1963 roku.

4. Obliczyłem średni miesięczny przyrost włosów na głowie Omara Gonzaleza…

5. … i rudych włosów na twarzy Michaela Bradleya.

6. Czterokrotnie odwiedziłem panią Elę z osiedlowego monopolowego. Jeszcze jeden taki mecz i przejdziemy już na „ty”.

7. Znalazłem na Facebooku chińskie dziecko, które ciężko pracowało za 2 dolary na godzinę, aby Paul Arriola miał idealny żel do włosów.

8. Nauczyłem się hymnu Hiszpanii na pamięć. Łatwizna.

9. Opanowałem wszystkie instrumenty dęte z wyjątkiem suzafonu.

10. Pobrałem wszystkie lekcje z Ewą Chodakowską dla Jordana Morrisa. (wtedy jeszcze nie był bohaterem meczu)

Widowisko uratowało efektowne trafienie Jozy’ego Altidore’a z rzutu wolnego, a właściwie to wyrównująca bramka Jamajczyków, która zmusiła Amerykanów do podkręcenia tempa w drugiej części spotkania. I jak to zwykle bywa, otworzyło to spotkanie. Podopieczni Areny co rusz wchodzili w pole karne przeciwnika. Co prawda dawało to więcej efektów niż nieudolne kontrataki rywala, ale wymierne korzyści przyniosło dopiero w 88. Minucie, gdy Jordan Morris wykazał się wszystkim tym, czym nie wykazuje się w sezonie ligowym i przechylił szalę zwycięstwa na korzyść Amerykanów.

Najważniejszą informacją jest jednak to, że turniej się skończył i przynajmniej na dwa lata odpoczniemy od pseudofutbolu, który niestety nie ominął nas także w finale.

Sami oceńcie czy można w niecałych 300 słowach lepiej podsumować mierny poziom tego turnieju. Bo skoro już jesteśmy po finale, w końcu mogę to napisać. Sam też krótko opiszę, jak to wyglądało z mojej perspektywy.

To było jak sztylet przeszywający serce” – Theodore Whitmore

Kolejny cytat Whitmore’a, po tym, jak Jamajczycy stracili bramkę w 88 minucie. Nie wiem, co było bardziej bolesne: to, że rzeczywiście stracili w tym momencie szanse na mistrzostwo, czy to, że strzelił ją tak przeciętny w lidze Jordan Morris. Prawdę mówiąc, też nie jestem w stanie dokonać wyboru, co jest gorsze. Dobra wiem: najgorsze jest to, że piłkę (oczywiście średnio celnie) dośrodkowywał Gyasi Zardes. Człowiek, który żadnym występem w lidze, nie zasłużył sobie na pobyt w nawet 50-osobowej kadrze USA, ale może zacznijmy od początku, tego „szaleńczego” finału. Widząc Ladale Richiego awizowanego w składzie, zapaliła się mi żółta lampka, że Jamajczycy znowu będą widzów katować. Drugiego tak nędznego spotkania, jak z Meksykiem, bym nie zniósł i zaskoczyła mnie moja nadludzka wytrzymałość, bo ten mecz był tak samo zły, może nawet momentami gorszy.  Musicie wiedzieć, że Richie jest w ataku tak kreatywny, jak kilkusetletni dąb, albo inna sekwoja postawiona na 40 metrze od własnej bramki. Chociaż nie, bo od drzewa piłka może się odbić prosto, od Ladele’a nie. To pierwsze spostrzeżenie z pierwszej połowy. Uprzedzam, zbyt wiele ich nie mam.

Około 20 minuty Blake złapał kontuzję dłoni, a w 45 minucie padła świetna bramka – czy lepszy bramkarz mógł to obronić, czy nie to już kwestia sporna. To tyle o pierwszej połowie. Nie warto nic więcej dodawać, bo kompletnie nic się nie działo. Jamajczycy długa do przodu – taktyka na pierwsze trzy kwadranse, była do przewidzenia, problem w tym, że w drugiej zbytnio się nie zmieniła. Z kolei Amerykanie walą głową w mur, aż trafiają gola do szatni w 45 minucie.

Druga połowa była również bardzo słaba, jak na realia piłki nożnej na świecie, dobra jak na CONCACAF i wybroniła się tym, że Jamajczycy złapali kontakt i to tyle. Serio, złapali kontakt i to wszystko, co zrobili w drugich 45 minutach. Czy to nie jest żałosne?

Oczywiście standardowo nawiążę do analogii sztuk walki. Zawodnik raz trafił przeciwnika, solidnie nim zakołysał, po czym, zamiast spróbować go uderzyć ponownie, położył się na ringu i czekał, aż ten zakołysany zacznie go klepać po twarzy. Tu pojawia się kolejny problem: Amerykanie, tego leżącego, unikającego walki nie trafiali. Zamiast uderzać po twarzy, uderzali w matę.

Arena robił co chwilę jakieś zmiany, Whitmore nie. Pokerzysta zaryzykował, może stwierdził, że Richie coś wykreuje – tak zwany element zaskoczenia, a Mattocks, zanim wypluje ze zmęczenia swoje płuca, trafi jedną bramkę, albo przynajmniej będzie biegał tak długo, że TRB dotrwają do dogrywki. I nagle cały misterny plan poszedł w…, bo Ladale zszedł, wszedł Lambo (o jakieś 30 minut za późno), a chwilę potem padła bramka, czyli tytułowy „sztylet przeszywający serce”. Koniec imprezy, dziękujemy. Jamajczycy znowu przegrali finał, bo nie dali sobie szans, żeby ten finał wygrać.

Pozwólcie, że nie będę wystawiał ocen, za to spotkanie, bo tylko Watson, Lawrence, Lowe, Thompson i być może Taylor mieliby notę w granicach 5, reszta dużo, dużo niżej. Zadam sobie jednak ostatnie pytanie po Złotym Pucharze:

Co dalej?

Co mogę napisać? Nie wiem. Dwa lata minęły, odkąd zadałem sobie to samo pytanie, odrobinę inaczej ułożone i dalej jestem w tym samym miejscu. Nie wiem jaką drogę obierze ta reprezentacja. Są dwie podstawowe: albo w lewo, albo w prawo – innej opcji nie ma, można się jeszcze zatrzymać, co jest równoznaczne z pójściem w lewo, a można iść do przodu i zrobić z tego zespołu prawdziwych mężczyzn, którzy nie położą się, ani przed Meksykiem, ani przed Stanami Zjednoczonymi, a jak będzie trzeba, to nie położą się, nawet przed Brazylią. Sprawa jest banalna – zawodnicy muszą się rozwijać, bo do tanga trzeba dwojga i nawet Theo sam ze sobą nie potańczy. Jest kilku piłkarzy, którzy mogą zabłyszczeć, mówimy przede wszystkim o awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej w USA i odgrywaniu tam znaczącej roli.

Lowe moim zdaniem udowodnił, że Sounders za szybko go skreślili i prędzej czy później trafi do MLS. Romario Williams również z pewnością przyciąga uwagę włodarzy, zarówno solidnymi występami na Gold Cup (miał gorsze momenty, ale nawet wtedy walczył jak lew, a to się ceni), jak i liderowaniem w klasyfikacji strzelców USL oraz Kevon Lambert, który zadebiutował w kadrze w tym roku i robi stałe postępy.

W tym momencie kończę na dwa lata pisanie o CONCACAF – jeszcze nie byłem tak bardzo zmęczony, oglądaniem meczów.

Autor: Wiktor Sobociński

http://www.amerykanskapilka.pl/wp-content/uploads/2015/05/logoameryka.jpg
Zastępca Redaktora Naczelnego | Pochodzi z Bydgoszczy i mimo młodego wieku o sporcie w USA wie bardzo dużo. Sportem interesuje się od dziecka i żadnej dyscyplinie nie zamyka drzwi – ot, to fan sportu jak się zowie. Z MLS związany formalnie od 2014 roku, jednak historii tej znajomości należy się doszukiwać kilka ładnych lat wcześniej. Z chęcią przygląda się grze Chicago Fire i LA Galaxy. Do jego pasji można również zaliczyć stare filmy oraz oldschoolową muzykę (lata 50.-80.).

Zobacz również

U.S. Soccer Development Academy przedsionkiem do Europy

Ostatnio Federacja Piłkarska Stanów Zjednoczonych zamknęła ze skutkiem natychmiastowym program U.S. Soccer Development Academy. Oznacza ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *