wtorek , 3 sierpnia 2021
Newsy
Strona główna / Gold Cup CONCACAF / Nikt nie spodziewał się angielskiej inwazji | Jamajka, Gold Cup CONCACAF 2021

Nikt nie spodziewał się angielskiej inwazji | Jamajka, Gold Cup CONCACAF 2021

Chcę jeszcze raz wyjechać do Europy… lub jeszcze dalej na Jamajkę. Pomyślał każdy człowiek jamajskiego pochodzenia, który zarabia na życie poprzez bieganie za piłką. Czy emigracja z Wysp na wyspę okaże się strzałem w dziesiątkę? Jedno jest pewne: ten turniej nie zapewni nam odpowiedzi na to jakże trudne pytanie…

… gdyż ten turniej podobnie jak w przypadku reprezentacji Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej jest dla Jamajczyków jedynie wakacyjnym obozem. Chłopcy z Anglii po brzemiennym, katorżniczym i nieludzko intensywnym sezonie przyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych na Wielką Majówkę w lipcu. Brakuje tylko grilla, dobrej muzyki i sześciopaku Red Stripe na głowę. Chociaż takie rzeczy prawdopodobnie również się pojawią – w zaciszu hotelowych pokojów. 

Ktoś może pomyśleć, że już przed turniejem próbuje usprawiedliwić ewentualną klęskę tej kadry. Nie. Niezależnie od tego, co by się nie działo – awans do fazy pucharowej jest obowiązkiem. A dalej niech się dzieje wola nieba – zwłaszcza z tak uciążliwą, wręcz niesprawiedliwą drabinką. 

[Drobna instrukcja od autora: w przypadku awansu z pierwszego miejsca i ewentualnego zwycięstwa w parze ćwierćfinałowej z Kanadą bądź USA, Jamajczycy trafiają w półfinale na Meksyk] 

***

Podsumowując krótko pierwszą część tego tekstu — jako sympatyk jamajskiego futbolu nie spodziewam się fajerwerków. Jest to kontrowersyjne patrząc na całą sprawę zero-jedynkowo. Ale jak to? Przecież The Reggae Boyz na trzech poprzednich turniejach byli w fazie pucharowej… Przecież tak bardzo się wzmocnili. Przecież racjonalnie analizując umiejętności poszczególnych piłkarzy, ta kadra jest aktualnie trzecią/czwartą siłą CONCACAF.

To wszystko prawda, jednak:

  1. CONCACAF nie ma nic wspólnego z racjonalnością.
  2. Jamajka do tej pory grała wesoły, defensywny futbol oparty na dużej niezależności, niechlujności i sporej dozie przypadku, a teraz mimo wszystko będziemy oczekiwać od nich również wrażeń wizualnych.
  3. Dla tej reprezentacji (czy też w ogóle kraju) wszelaka taktyka jest sprawą niemalże enigmatyczną. Jesteśmy świadkami historii i jak mawiał Fidel Castro „historia wszystko rozliczy”.
  4. Przejdźmy do kolejnych segmentów tego tekstu, ponieważ miałem zamiar pisać o jamajskiej ekstraklasie, a to bardzo źle wróży.

TRENER

Przygoda Theodore’a Whitmore’a z reprezentacją Jamajki z przerwami trwa od 1993 roku. Długo. Na tyle długo, że nie powinienem używać sformułowania „przygoda”, tylko związek. Niełatwy. Niekiedy destrukcyjny, niepotrzebny, bezsensowny, ale w gruncie rzeczy piękny i romantyczny.

Ilekroć Theo wyłoży się na potężnym przeciwniku wyciągniętym na nieco ponad dwie godziny wprost z pól malowanych trzciną cukrową i bananowcami wszelakiej maści. Ilekroć widzę w pierwszym składzie wybitnych generałów jamajskiego piłkarstwa pokroju Je-Vaughna Watsona, zadaje sobie w głowie pytanie z kategorii tych retorycznych: „Theo, mój przyjacielu serdeczny, po co my to sobie robimy?” Przecież trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść NIEPOKONANYM. Kilka godzin później po dokładnej analizie aktualnego rynku menadżerskiego, wszystkich „za” i „przeciw”, przychodzi ta słodko-gorzka refleksja, że mówimy przecież o reprezentacji JAMAJKI.

fot. concacaf.com

Prawda jest taka, że Theodore Whitmore nigdy nie był wybitnym piłkarzem. Prawda jest taka, że Theodore Whitmore nigdy nie był wybitnym trenerem, menedżerem tudzież selekcjonerem. I prawda jest taka, że nigdy nim nie zostanie, choćbyśmy nie wiem, jak bardzo tego chcieli. Nie ma jednak na tym świecie drugiego takiego chłopaka, który rozumiałby jamajską sztukę kopania piłki równie dobrze, jak człowiek, który na jamajskim futbolu niejeden ząb stracił. Który jamajski futbol wymyślił na nowo. Kończąc tę przemowę weselną. Kieliszki w górę i niech ten związek trwa jak najdłużej. Coby się nie działo.

NAJWIĘKSZA GWIAZDA

Ja wiem, że wszyscy liczyli na salwy pochwalne ku wschodzącemu słońcu dla szanownych przybyszy zza Atlantyku, ale królowa jest tylko jedna. W jamajskim futbolu jest nią Leon Bailey.

Leoś w swoim stosunkowo krótkim życiu miał już swoje momenty. W środowisku muzycznym nazwalibyśmy je przebojami. Tu pozostaniemy przy nieco innej nomenklaturze. Bailey w czasach kiedy mierzył się w niemieckich klubach z zawodowymi bokserami. W czasach kiedy przy jego boku pojawiały się różne kobiety, między innymi wyżej wspomnianych zawodowych bokserów – trochę gwiazdorzył. Czy bezpodstawnie? Pewnie tak. Boisko go nie broniło. Liczby też nie. Ale był młody, a jak wiemy, młodość rządzi się swoimi prawami.

fot. Twitter @bayer04_en

Całe szczęście Leoś stał się Leonem – lwiątko przerodziło się w pełnokrwistego lwa (jeszcze nie króla; może kiedyś, zobaczymy). Bailey, po kilkunastu gorszym miesiącach, spojrzał w lustro i zrozumiał, że wcale nie jest aż tak dobry, jak myślał, że jest. Że jako człowiek z jednym obywatelstwem nie może grać w każdej reprezentacji świata, bo obywatelstwa nie otrzymuje się w paczce Laysów. Że chyba pora odrobinę zmądrzeć i wziąć się w garść.

Chyba męski dialog z własnym odbiciem w lustrze poskutkował. Dziś Leon jest szczęśliwym ojcem rocznego chłopca, nie bije się z zawodowymi bokserami w niemieckich klubach nocnych i zaliczył najlepszy sezon od co najmniej dwóch lat. Nie mam wątpliwości, że na Gold Cup udowodni światu, że Bayer 04 Leverkusen nie jest dla niego sufitem.

MŁODE WILKI

W naszej redakcji panuje ostatnio moda na określenie Złotego Pokolenie. Stany Zjednoczone mają Złote Pokolenie. Kanada ma Złote Pokolenie. Ktoś jeszcze też na pewno ma Złote Pokolenie

Jak zawsze będę musiał się wyłamać. Jamajka nie ma Złotego Pokolenia. I zaryzykuję tezę, że nigdy nie będzie takowego miała. Nawet gdyby w Montego Bay urodził się nowy Maradona, to w pierwszym ligowym meczu połamałby sobie nogę – boiska są tu tak pedantycznie przystrzyżone i zadbane. Ewentualnie złamałby mu ją sfrustrowany obrońca. Jamajscy defensorzy niezbyt tolerują szeroko pojętą technikę użytkową.

Mimo wszystko wybrałem trzech zawodników, którzy moim zdaniem coś tam potrafią. Imię i nazwisko pana spod jedynki polecam nawet zapamiętać:

  1. Kaheem Parris (2000, prawy/lewy skrzydłowy) – istnieją na tym świecie ludzie, którzy mają niestwierdzony paraliż jednej części ciała. Nie ma się czym chwalić, ale gdyby można było brać rentę na niepełnosprawność w pełni sprawnej kończyny, byłbym całkiem bogatym człowiekiem. Kaheem, na swoje szczęście, nie zalicza się do tego elitarnego grona. Wręcz przeciwnie. 21-letni skrzydłowy potrafi grać obiema nogami, a lewą mógłby wiązać krawaty, czy grać solówki Glena Tiptona używając techniki tapping. Poprzedni sezon spędził w drugiej lidze słoweńskiej i całkowicie zbezcześcił dotychczas panujące tam zasady. Niestety ma pecha, gdyż gra na pozycji Leona Baileya. Mimo to liczę, że dostanie na tym turnieju swoje minuty. 
  2. Lamar Walker (2000, ofensywny pomocnik) – Paul Dalglish, czyli szkoleniowiec jedynego profesjonalnego klubu z Miami (MIAMI FC), lubi pracować z Jamajczykami. Nie wiem skąd ta fascynacja reprezentantami The Reggae Boyz, gdyż oprócz naturalnych walorów fizycznych, których akurat Lamarowi mocno brakuje, Szkotów z Jamajczykami nie łączy zupełnie nic. A już zwłaszcza w podejściu do boiskowej harówki. Fakty są jednak takie, że Lamar zdobył zaufanie Dalglisha i melduje się na USL-owych murawach w miarę regularnie. Jego największym brakiem są liczby. Na ten moment 20-letni pomocnik strzelił w 9 meczach tylko jedną bramkę. 
  3. Jahshaun Anglin (2001, defensywa) – być może zrobiłem to na siłę. Być może popełniam właśnie ogromny błąd, a znalezienie się Anglina w najlepszej trójce jakiegokolwiek rankingu będzie jego pierwszym i zarazem ostatnim tak wielkim życiowym sukcesem. Ale co z tego? Jak się bawić, to się bawić. A zabawić to się Anglin w środku pola akurat potrafi jak mało kto na karaibach. Zimą Paul Dalglish ściągnął go z jamajskiej kuźni talentów (jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi) Harbour View FC. Jahshaun Anglin zdążył już zadebiutować i kilka pokazać się z dobrej strony, jednak widać, że chłopak dopiero uczy się gry w systemie. Jakimkolwiek systemie. Ma szczęście, że jest środkowym pomocnikiem. Na żadnej innej pozycji nie miałby szans zadebiutowania na tak poważnym turnieju.
fot. Jamaica Observer

PLUSY I MINUSY

+ Boże chroń Królową: nie oszukujmy się — żaden z tych chłopców nigdy nie marzył o grze dla reprezentacji Jamajki. Nasi koloniści doskonale zdają sobie sprawę z własnego położenia, własnych umiejętności i tego, że God Save the Queen na żadnym wielkim turnieju z pewnością nie zaśpiewają. Wypada podziękować Anglii, że taka bogata w zasoby ludzkie. Bez nowego poboru ta kadra wyglądałaby naprawdę słabiutko.

+ Wszystkie karty na stół: są na tym turnieju reprezentacje, które z przyczyn naturalnych bądź nienaturalnych wystawiają ósmy skład i czynią całkiem słusznie, bo mogą sobie na taką anomalię i jawny przejaw pańskości pozwolić. The Reggae Boyz ruszają na ten turniej w aktualnie najbardziej imponującym zestawieniu. Wszystkie znaki na niebie wskazują, że plan pt. „Znaturalizujmy całą Anglię” jeszcze się nie skończył, jednak na ten moment to właśnie najsilniejszy skład Jamajczyków.

– Zgranie? A komu to potrzebne? – na poprzednich turniejach skład wyglądał w miarę przejrzyście. Jeżeli ktoś grał w MLS, prawdopodobnie łapał się do pierwszego składu bądź był jednym z podstawowych rezerwowych. Do tego kilku graczy USL i jedziemy podbijać świat. W tej edycji szczerze wątpię w wystąpienie graczy z niższych lig, gdyż całym placem podzielą się Anglicy. Niby fajnie, bo poziom znacząco podskoczy. Jest jedno „ale” – wszystkie dokumenty załatwiono na wariackich papierach. Zespół w takiej formie nie zagrał choćby jednego meczu. Ten mankament musi być widoczny.

– Przed nami tylko wieczne naturalizowanie: sprowadzenie kilku dużych, jak na tę strefę nazwisk, to oczywiście dla federacji duża sprawa. Wielkie gratulacje. Problem w tym, że dla większości z tych piłkarzy przygoda z reprezentacyjną piłką potrwa 2, może 3 lata z powodu wieku. Inni stwierdzą, że podróż za ocen tylko po to, aby zagrać mecz z Saint Lucią, też chyba nie jest dla nich. Zmierzam do tego, że choćby najlepsi naturalizowani gracze nie rozwiążą problemów z jamajskim futbolem. Panowie z JFF powinni przejść się na jakikolwiek mecz ligowy i zobaczyć na własne oczy, że w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju nie ma ani jednego porządnego boiska!

Mecze fazy grupowej

2 - 0
Gold Cup CONCACAF 2021

Jamajka - Surinam

1 - 2
Gold Cup CONCACAF 2021

Gwadelupa - Jamajka

1 - 0
Gold Cup CONCACAF 2021

Kostaryka - Jamajka

Autor: Wiktor Sobociński

http://www.amerykanskapilka.pl/wp-content/uploads/2015/05/logoameryka.jpg
Zastępca Redaktora Naczelnego | Pochodzi z Bydgoszczy i mimo młodego wieku o sporcie w USA wie bardzo dużo. Sportem interesuje się od dziecka i żadnej dyscyplinie nie zamyka drzwi – ot, to fan sportu jak się zowie. Z MLS związany formalnie od 2014 roku, jednak historii tej znajomości należy się doszukiwać kilka ładnych lat wcześniej. Z chęcią przygląda się grze Chicago Fire i LA Galaxy. Do jego pasji można również zaliczyć stare filmy oraz oldschoolową muzykę (lata 50.-80.).

Zobacz również

Sieroty złotego pokolenia | Panama, Gold Cup CONCACAF 2021

Pamiętacie dzielną Panamę z mistrzostw świata w Rosji? Wszystkim, którzy zamierzają zerknąć na Los Canaleros ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *